Archiwa tagu: BCN

Używany, odnowiony: bardziej smart od najnowszego modelu

Który iPhone jest najbardziej „smart”? Być może ten odnowiony, pochodzący z drugiej ręki, ale wyglądający jak nówka sztuka dopiero co wyciągnięta z pudełka. Jest tańszy, bardziej przyjazny środowisku i – według niektórych klientów – znacznie bardziej cool od modelu najnowszej generacji. Smartfony z elektrolumpeksów marki premium: oto biznes, który właśnie prężnie się rozwija.

Wywiad ze Stéphane’em Mermillodem, dyrektorem sprzedaży we francuskiej firmie Remade, która każdego roku odnawia setki tysięcy używanych iPhone’ów, został przeprowadzony na Mobile World Congress 2018, największych targach technologii mobilnych na świecie.

Stéphane Mermillod, dyrektor sprzedaży w firmie Remade.

TrendNomad.com: Czy firma Remade od samego początku swojego istnienia specjalizuje się w odnawianiu używanych smartfonów?
Stéphane Mermillod: Od początku swojej działalności firma Remade zajmuje się prowadzeniem usług posprzedażowych, ale kiedyś naprawialiśmy większe urządzenia, takie jak telewizory czy pralki. Biznes oparty na naprawianiu różnych modeli sprzętu domowego jest jednak bardzo trudny, firmie nie wiodło się najlepiej. Po jakimś czasie założyciel Remade zrozumiał, że kierunek obrany na odnawianie używanego sprzętu jest właściwy, tylko że naprawiamy nie to, co trzeba. Mniej więcej cztery lata temu podjął decyzję o zmianie i firma wyspecjalizowała się w odnawianiu używanych iPhone’ów.

Dlaczego właśnie iPhone’ów?
Apple to bardzo silna marka. Tylko iPhone nie traci znacznie na swojej wartości podczas cyklu życia produktu. Dzięki temu możemy wykonywać swoją pracę i sprzedawać odnowione, używane iPhone’y z dobrą marżą.

Na czym dokładnie polega praca Remade?
Odnawiamy używane iPhone’y od A do Z. Pełny proces odnawiania smartfonów przeprowadzamy u siebie we Francji. Rozmontowujemy telefony na części. Naprawiamy ekrany i płyty główne, odnawiamy tylne obudowy, wymieniamy baterie. Składamy je z powrotem. Aparaty wyglądają jak nowe.

https://www.youtube.com/watch?v=WVNilzW9Ksk&feature=youtu.be

Czy naprawiacie też kamery i baterie?
Mówiąc o naprawianiu płyty głównej, mam na myśli wiele części, w tym kamery i moduły wi-fi i Bluetooth. Oczywiście nie naprawiamy baterii, instalujemy nowe zamienniki. Sprowadzamy je z Chin, są certyfikowane przez niezależne laboratorium w Niemczech.

Jakie inne części kupujecie od poddostawców?
Szklane warstwy ekranów. Większość uszkodzonych wyświetlaczy LCD ma tylko porysowaną lub pobitą szybkę. Oddzielamy szklaną warstwę wymagającą wymiany od działającej części i montujemy na niej nowe szkło.

A co robicie z tylnymi obudowami? Zwykle są bardzo porysowane.
Odnawiamy oryginalne obudowy wykonane z aluminium. Tym się wyróżniamy. Usuwamy powłokę anodowaną z aluminiowej obudowy i dokładnie polerujemy metal. Następnie na nowo anodujemy obudowę i ją barwimy. Może to brzmieć jak malowanie, ale to nieco bardziej skomplikowane – to proces chemiczny.

Samo anodowanie aluminium jednak nie wystarcza. Tylna obudowa iPhone’a jest jego elektroniczną częścią, połączoną z anteną i płytą główną. Aby pełniła swoją funkcję, musimy jeszcze popracować nad nią z laserem. Bez tego telefon może nie działać prawidłowo. Nikt nam nie powiedział, jak to powinniśmy robić, sami musieliśmy się wszystkiego nauczyć. Mamy we Francji cały zespół odpowiedzialny za badania i rozwój. Na filmie wyświetlanym na targach MWC można zobaczyć m.in. to, ile pracy wkładamy w odnawianie tylnych obudów [wideo jest też dostępne na YouTubie, można je obejrzeć w poniższym oknie – red.].

https://www.youtube.com/watch?v=OR4VCf_J338&feature=youtu.be

Skoro jest z tym tyle pracy, dlaczego po prostu nie wymienicie tej części na nową?
Nie wolno nam tego robić. Możemy odnowić oryginalną obudowę, ale nie możemy użyć nieoryginalnego panelu. Są firmy, które tak robią, ale nie my. Używamy wyłącznie oryginalnych obudów, które sami odnowiliśmy. Dzięki temu unikamy wielu problemów związanych z handlem podróbkami.

Co się dzieje z drobnymi napisami widocznymi na tylnej obudowie telefonu?
W procesie odnawiania napisy oczywiście znikają. Nanosimy je ponownie laserem na każdą obudowę.

Używacie wyłącznie oryginalnych obudów, ale oferujecie iPhone’y m.in. w kolorach, których Apple nie ma w swoim katalogu.
Podczas anodowania aluminium możesz je zabarwić na różne kolory. Oczywiście, oferujemy iPhone’y w tych samych kolorach co Apple. Te spoza oficjalnej palety kolorystycznej Apple’a są oznaczone jako produkty personalizowane: „Customised by Remade – Limited Edition”.

Ile iPhone’ów odnawiacie każdego roku?
W 2017 r. liczba odnowionych przez nas smartfonów mieściła się w przedziale między 600 a 700 tys. sztuk. W 2018 r. planujemy odnowienie nieco poniżej miliona iPhone’ów.

To ogromna liczba. Co na to Apple?
Apple rozumie, że sprzedajemy iPhone’y w cenach, które są poniżej ich przedziału cenowego. Apple nie sprzedaje telefonów za cenę niższą niż 400 euro, a my tak. Wiedzą, że za każdym razem, gdy ktoś kupuje odnowionego iPhone’a, pozyskują klienta na płatne aplikacje w AppStore, muzykę w iTunes i serwisie Apple Music, a także system płatności mobilnych Apple Pay. Nie muszą wprowadzać na rynek smartfonów tańszych niż 400 euro, by konkurować z Samsungiem i Huawei czy żeby pozyskać nowych klientów na swoje cyfrowe usługi.

Skąd pochodzą iPhone’y, które odnawiacie?
Większość aparatów kupujemy od operatorów telefonii komórkowej. W Stanach Zjednoczonych bardzo popularne są programy leasingowe. Po roku użytkowania iPhone’a klienci przynoszą swój sprzęt do operatora i wymieniają go na nowszy model. Operatorzy organizują aukcje używanego sprzętu, bierzemy w nich udział. Ponadto kupujemy używane iPhone’y na przykład od firm ubezpieczeniowych czy dużych sieci handlowych, które co jakiś czas wymieniają telefony wielu swoim pracownikom naraz.

Jaką macie pewność, że kupowane aparaty nie pochodzą np. z kradzieży?
Gdy telefon do nas trafia, podłączamy go do systemu i sprawdzamy po numerze IMEI, czy nie został wcześniej skradziony.

Telefony, które odnawiacie, pochodzą głównie ze Stanów Zjednoczonych. A które kraje to wasze główne rynki zbytu?
Większość odnowionych telefonów sprzedajemy w zachodnich krajach Unii Europejskiej. Można je kupić online czy w dużych sieciach sprzedaży, takich jak m.in. Fnac czy Auchan.

Stoisko wystawowe Remade na targach Mobile World Congress 2018 w Barcelonie.

Czy spodziewasz się, że odnowione telefony będą pewnego dnia tak samo modne jak ubrania luksusowych marek kupowane w ekskluzywnych second-handach?
Głównym powodem, dla którego klienci kupują dzisiaj używane smartfony, jest ich niższa cena. Wierzę jednak, że coraz więcej osób będzie wybierało odnowione telefony również z troski o środowisko. Wyprodukowanie jednego iPhone’a wiąże się z emisją około 100 kg dwutlenku węgla. Proces odnowienia telefonu to około 15 kg CO2. Oszczędzamy zatem nie tylko pieniądze. Myślę, że każdy duży producent smartfonów będzie oficjalnie sprzedawał odnowione telefony, między innymi ze względów wizerunkowych.

Jak Twoim zdaniem będzie wyglądał rynek smartfonów za kilka lat?
Według mnie w przyszłej dekadzie większość smartfonów będzie pochodziła od Apple’a, Samsunga i właśnie z drugiego obiegu. Pozostałe marki pozostaną na czwartym miejscu.

 

Więcej zdjęć i filmów z Mobile World Congress 2018 opublikowałem na Instagramie: #TrendNomadMWC18.

Doceniasz pracę, którą włożyłem w przygotowanie tego wywiadu? Może chcesz postawić mi za niego symboliczną kawę? Gdziekolwiek jesteś, możesz mi przekazać dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej.

Wszystkie zebrane darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami na tematy, których nie znajdziesz w innych mediach.

Polecane artykuły

Do trzech-D razy sztuka

Wydawało się, że telewizory 3D były chwilową modą i – głównie ze względu na niewielką ilość treści wydawanych w tym formacie – odeszły w zapomnienie. Tymczasem powstają kolejne generacje ekranów autostereoskopowych wyświetlających trójwymiarowy obraz bez konieczności zakładania specjalnych okularów. Opracowano też technologię, która na bieżąco przetwarza każdy (!) obraz 2D w trójwymiarową produkcję. 3D powraca po raz kolejny, również w wersji mobilnej.

Jak dotąd żadne wyświetlacze 3D nie były w stanie przeskoczyć głównej wady technologii stereoskopowej, a mianowicie niewielkiej ilości treści wideo wydawanej w tym formacie. Właściciele telewizorów 3D mogą odtwarzać nieliczne filmy z trójwymiarowym efektem, ale większość produkcji kinowych i telewizyjnych oraz gier i tak muszą oglądać w 2D. Co ciekawe, w 2016 r. Samsung nie wprowadzi na amerykański rynek ani jednego nowego modelu telewizora 3D.

Inną często wymienianą wadę formatu 3D, a mianowicie konieczność zakładania na głowę specjalnych okularów, można z kolei uznać za pokonaną. Tak zwane wyświetlacze autostereoskopowe wyświetlające obraz 3D bez użycia gogli są w sprzedaży od kilku lat – zwykle są to średniej wielkości telewizory. Od czasu do czasu pojawiają się też nieliczne modele w segmencie urządzeń mobilnych.

Na targach Mobile World Congress 2016, które pod koniec lutego odbyły się w Barcelonie, przedstawiciele takich firm jak JSDigitech czy SuperD twierdzili, że popyt na wyświetlacze 3D, głównie w mobile’u, dopiero się rozwinie. Teraz to jeszcze nisza.

Po przeprowadzeniu rozmów z przedstawicielami dwóch wyżej wymienionych chińskich firm można było nabrać przekonania co do tego, że w najbliższych latach niektórzy producenci elektroniki użytkowej zaczną wmontowywać autostereoskopowe ekrany 3D w smartfony, tablety, laptopy, komputery i duże telewizory, a nawet w gogle wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości. Trzeci wymiar zyskają nie tylko zdjęcia i wideo, lecz także interfejs użytkownika.

Połączenie ekranu wyświetlającego obraz 3D bez okularów z czujnikami ruchu i gestów w smartfonie, tablecie czy cyfrowym nośniku reklamowym może zaowocować powstaniem trójwymiarowego interfejsu przypominającego hologram sterowany dotykiem i gestami.

Ekrany wyświetlające obraz 3D widziany bez okularów można kupić od kilku lat, ale co z dostępem do trójwymiarowych treści? Właśnie na tym polu pojawia się największa zmiana, która może zburzyć barierę powstrzymującą przyjęcie się na rynku wyświetlaczy 3D.

VEFXi illustration
Przetworzenie obrazu 2D w trójwymiarowe treści oglądane gołym okiem wymaga zastosowania technologii opracowanej przez firmę VEFXi oraz wbudowania w ekran rastra soczewkowego lub bariery paralaksy. Oczywiście odbiorca może w każdym momencie wyłączyć efekt 3D i oglądać standardowy obraz 2D. Źródło: www.vefxi.com

Amerykańska firma VEFXi Corporation zaprezentowała w Barcelonie prototyp mikroczipu, który na bieżąco przetwarza każdy obraz 2D w produkcję wyświetlaną z efektem przestrzennym bez konieczności użycia specjalnych okularów na autostereoskopowych urządzeniach mobilnych i stacjonarnych w rozdzielczości nieprzekraczającej 4K UHD. Opóźnienie wynikające z przetwarzania obrazu wynosi tu zaledwie jedną klatkę.

Na targach MWC można było znaleźć nie tylko różnej wielkości ekrany wyświetlające trójwymiarowy obraz bez konieczności zakładania specjalnych okularów, lecz także – co najważniejsze – prototyp czipu przetwarzającego na bieżąco zdjęcia, filmy i gry zapisane w formacie 2D w produkcje 3D.

W odróżnieniu od technologii wykorzystywanej do tej pory do uzyskania obrazu 3D (ten wymaga czasochłonnej pracy wielu ludzi i algorytmów) firma VEFXi opracowała bardzo wydajny sposób przetwarzania na bieżąco gotowego obrazu 2D w 3D. Technologia NeuralBrainTM Depth Synthesis (trwa jej procedura patentowa) określająca głębokość każdego piksela składającego się na obraz 3D działa podobnie jak komórki neuronowe i synapsy ludzkiego mózgu.

Aby dowiedzieć się więcej o zasadach działania nowego czipu, wynikających z niego możliwościach w projektowaniu interfejsów oraz tego, czym jest ekstremalna wirtualna rzeczywistość (E VR), obejrzyj wywiad wideo z Craigiem Petersonem, założycielem i prezesem firmy VEFXi, nagrany na targach World Mobile Congress 2016 w Barcelonie.

https://www.youtube.com/watch?v=GgINvqWqbWc

Craig Peterson przez 29 lat pracował w firmie Intel, gdzie zajmował się opracowywaniem mikroprocesorów i zestawów układów scalonych. W 2003 r. odszedł z korporacji i założył w Szanghaju dwa start-upy. Od grudnia 2010 r. prowadzi w Hillsboro w amerykańskim stanie Oregon firmę VEFXi. Na podstawie pierwszych dwóch generacji urządzeń sprzedanych klientom z ponad 30 krajów i ich opinii powstała najnowsza, trzecia generacja konwertera obrazu 2D w 3D.

Pytania dotyczące technologii opracowanej w firmie VEFXi można przesyłać na adres Craiga Petersona: craig@vefxi.com.

www.vefxi.com

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły

Zbliżeniowo, od serca

Przytłoczeni lawiną haseł do urządzeń elektronicznych i PIN-ów do kart płatniczych czy rosnącą liczbą kart wstępu coraz chętniej decydujemy się na zabezpieczenia i klucze oparte na technologiach biometrycznych. Obecnie popularne są czytniki odcisków palców, za chwilę powszechne stanie się rozpoznawanie twarzy – MasterCard wprowadza usługę „selfie pay”, a Google testuje płatności Hands Free – a tuż po niej nadejdzie czas biometrii opartej na analizie EKG serca wykonywanej przez niewielkie urządzenia noszone na ciele.

Obecnie uzyskanie dostępu do pomieszczeń, urządzeń czy aplikacji biurowych często wymaga od pracowników potwierdzenia ich tożsamości poprzez przyłożenie do czytnika karty wstępu bądź podanie hasła lub kodu PIN. Mnożące się ciągi znaków wymagające zapamiętania i liczne plastikowe identyfikatory są nie tylko frustrujące dla użytkowników, lecz także stosunkowo łatwo je złamać czy wykraść.

Opaska Nymi zaprojektowana z myślą o zwiększeniu poziomu bezpieczeństwa danych, przy jednoczesnej poprawie wygody dostępu do nich, zmienia model uwierzytelnienia tożsamości pracowników biurowych. Bransoletka rozpoznaje użytkownika na podstawie jego danych biometrycznych uzyskanych podczas krótkiego badania elektrokardiograficznego (EKG serca).

Nymi Workplace

O ile pobranie odcisków palców z powierzchni dotkniętej przez daną osobę czy wykonanie zdjęcia jej twarzy nie stanowi dzisiaj najmniejszego problemu i w praktyce może wielokrotnie zachodzić bez wiedzy ofiary, o tyle wykonanie pomiaru aktywności elektrycznej ludzkiego serca nie może się odbyć bez bezpośredniego lub bardzo bliskiego kontaktu z nim.

W celu potwierdzenia tożsamości użytkownika opaska Nymi używa technologii HeartID opartej na analizie danych uzyskanych podczas krótkiego badania EKG. Podobnie jak odcisk palca aktywność elektryczna serca jest indywidualna dla każdego człowieka, ale ma tę zaletę, że nie można jej sfałszować.

Po pierwszym włączeniu urządzenia opaska tworzy model biometryczny elektrycznej aktywności serca danej osoby i zapisuje zaszyfrowany plik w pamięci (dane nigdy nie trafiają do chmury). Krótkie badanie EKG i porównanie danych z modelem jest wykonywane za każdym razem, gdy użytkownik zakłada opaskę na nadgarstek. Opaska nie zbiera informacji dotyczących użytkowania urządzenia ani jakichkolwiek danych osobowych użytkownika i nie pozwala tego robić kompatybilnym aplikacjom.

https://www.youtube.com/watch?v=7f3036Zuvsg

Urządzenie nie analizuje tętna, lecz rozpoznaje unikatowe cechy krzywej elektrokardiograficznej obrazującej elektryczne czynności mięśnia sercowego danej osoby. Łagodne zmiany w rytmie pracy serca wynikające z umiarkowanej aktywności fizycznej człowieka, spożycia przez niego kofeiny czy zażycia leków nie mają wpływu na działanie algorytmu HeartID.

Opaska Nymi rozpoznaje użytkownika również wtedy, gdy jego serce bije nieregularnie lub szybciej niż zazwyczaj.

Zaburzenia rytmu serca, migotanie przedsionków czy rozrusznik serca nie mają wpływu na działanie algorytmu HeartID. Podczas procesu identyfikacji system ignoruje zakłócenia o niskiej częstotliwości i prawidłowo rozpoznaje tożsamość użytkownika. Jeśli pod wpływem jakichś czynników praca serca danej osoby, a zatem i jej EKG, uległa znacznej zmianie, może ona dokonać korekty swojego modelu biometrycznego w przewidzianym do tego celu, bezpiecznym trybie aktualizacyjnym.

Obecnie opaska Nymi nie służy do stałego monitorowania pracy serca ani nie jest urządzeniem medycznym – na podstawie generowanych przez nią danych nie można postawić diagnozy dotyczącej stanu zdrowia użytkownika. Niewykluczone, że nowsze wersje urządzenia będzie można wykorzystywać do takiego celu.

Nymi Workplace2
W opaskę Nymi wbudowano dwie elektrody: wewnętrzną, stale dotykającą nadgarstka użytkownika, i zewnętrzną, znajdującą się na wierzchołku urządzenia. Aby wykonać badanie EKG i potwierdzić swoją tożsamość, użytkownik musi na chwilę dotknąć drugą ręką górną elektrodę.

Po rozpoznaniu danej osoby opaska Nymi tworzy wokół użytkownika tzw. osobistą sieć uwierzytelniającą (Personal Authentication Network) i stale wysyła do kompatybilnych urządzeń połączonych przez Bluetooth Low Energy (BLE) dane identyfikacyjne.

Natychmiast po zdjęciu opaski z nadgarstka urządzenie przestaje działać. Pozostaje bezużyteczne aż do momentu ponownego założenia go na rękę i przeprowadzenia pomyślnej identyfikacji użytkownika.

Urządzenie przekazuje powiadomienia użytkownikowi, wykorzystując technologię haptyczną (delikatne wibracje) i diody LED. Bateria wystarcza na pięć dni pracy, ładowanie trwa około dwóch godzin.

 

Nymi i MasterCard

Kanadyjska firma Nymi Inc. współpracuje z instytucjami finansowymi nad tym, by wprowadzić na rynek pierwsze na świecie urządzenie noszone na ciele potwierdzające tożsamość użytkownika na podstawie analizy danych uzyskanych w badaniu EKG. W maju 2015 r. MasterCard rozpoczął program pilotażowy z użyciem opasek Nymi w swoich biurach w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i Irlandii.

Współpraca Nymi z MasterCard wykracza poza funkcję płatności zbliżeniowych – ta kooperacja wyznacza kierunek rozwoju systemów zabezpieczania dostępu do danych w biurach. Dzięki niej uwierzytelnianie tożsamości pracowników będzie zachodziło płynnie i niezauważalnie.

Ponad 250 osób testowało opaski Nymi wyposażone w moduł NFC. Po dokonaniu uwierzytelnienia mogły one dokonywać płatności zbliżeniowych w obsługujących je terminalach płatniczych działających na terenie Kanady, Stanów Zjednoczonych i Europy. Ponadto komunikacja przez Bluetooth pozwalała na wygodne odblokowywanie dostępu do służbowych komputerów bez wprowadzania haseł.

Nymi Credits TrendNomad
Opaska Nymi była prezentowana na stoisku wystawowym firmy MasterCard na targach Mobile World Congress, które w dniach od 22 do 25 lutego 2016 r. odbyły się w Barcelonie. Fot.: TrendNomad.com

Nymi może służyć nie tylko do potwierdzania tożsamości czy dokonywania bezpiecznych płatności zbliżeniowych. W przyszłości technologia ta może być stosowana do otwierania drzwi w budynkach i samochodach wyposażonych w cyfrowe zamki czy nawet stanowić alibi w sprawach sądowych, potwierdzając obecność danej osoby w określonym miejscu i czasie.

Oczywiście opaska Nymi będzie również służyła do mierzenia aktywności fizycznej użytkownika i rozpoznawania gestów wykorzystywanych m.in. do zapalania i gaszenia światła. Technologia ta może znaleźć zastosowanie w hotelarstwie, turystyce i handlu.

Trzeba jednak pamiętać o tym, że ludzie nie będą chcieli nosić bransoletki służącej wyłącznie do potwierdzania ich tożsamości. Aby technologia ukryta w opasce Nymi stała się powszechna, jej funkcjonalność musi zostać wprowadzona np. do smartzegarków czy smartubrań.

Jeśli jesteś programistą, możesz pobrać bezpłatny zestaw SDK i już teraz zacząć tworzyć aplikacje współpracujące z Nymi. Jeśli jesteś przedsiębiorcą i chciałbyś wprowadzić opaski Nymi do swojej firmy, skontaktuj się z zespołem Nymi za pośrednictwem formularza znajdującego się na tej stronie.

www.nymi.com

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły

Sztuka przetrwania

Za dekadę precyzyjne wykonanie, indywidualne zamówienia czy krótkie, niepowtarzalne serie mebli większej liczbie osób będą się kojarzyły z technologią druku 3D niż z tradycyjnym rzemiosłem. Czy w niedalekiej przyszłości doświadczeni kamieniarze, snycerze, szklarze i ślusarze znajdą dla siebie zajęcie?

O kondycji polskiego meblarstwa, tworzeniu i budowaniu wizerunku wartościowych marek, przyszłości rzemiosła i zmęczeniu natłokiem nowych technologii rozmawiam z Wojciechem Łaneckim, dyrektorem kreatywnym nowej polskiej marki luksusowych mebli i dodatków Brahman’s Home założonej przez braci Marka i Grzegorza Zbroszczyków.

Trend Nomad: Polska jest czwartym na świecie eksporterem mebli pod względem wartości – przed nami są tylko Chiny, Niemcy i Włochy. Z kolei w rankingu eksportu liczonego w tonach zajmujemy drugie miejsce – jesteśmy za Chinami. Czy te ogromne ilości mebli powstają w kilku gigantycznych fabrykach, czy w tysiącach drobnych manufaktur?
Wojciech Łanecki: W 2013 r. w branży meblarskiej w Polsce działało ok. 24 tys. firm, ale tylko 100 z nich to duże przedsiębiorstwa [zatrudniające ponad 250 osób – red.]. Mniej więcej 350 firm to średnie przedsiębiorstwa [zatrudniające od 50 do 250 osób – red.], a 1,5 tys. to małe podmioty, w których pracuje od 10 do 50 osób. Znakomita większość, ok. 22 tys., to mikrofirmy, w których pracuje mniej niż 10 osób.

Brahmans Home Wojciech Lanecki
Wojciech Łanecki, dyrektor kreatywny nowej polskiej marki wnętrzarskiej Brahman’s Home.

Jakie meble są produkowane w Polsce?
Głównie tanie meble z płyty. Ogromnym producentem z tego segmentu jest grupa meblarska Black Red White, sprzedająca tanie produkty w ponad 40 krajach. Skala eksportu wynika również z tego, że w Polsce działają producenci, którzy są podwykonawcami m.in. mebli tapicerowanych dla takich gigantów jak IKEA. Oprócz przystępnego cenowo wyposażenia wnętrz w Polsce produkuje się też kosztowne meble najwyższej jakości, ale rzadko oznacza się je własnymi markami. Gotowe, luksusowe produkty trafiają m.in. do Włoch, po czym są znakowane tamtejszymi, znanymi brandami i sprzedawane w markowych sklepach na całym świecie.

Cena towaru w punkcie sprzedaży zależy od renomy doszytej metki. Polskie firmy doskonale sobie radzą z produkcją, ale dopiero teraz uczą się budowania wizerunku i podnoszenia wartości własnych marek.

Brahman’s od początku mówi otwarcie: „Jesteśmy luksusową firmą z Polski”.
Jesteśmy szczerzy. Nie udajemy, że jesteśmy włoską marką, by zwiększyć poziom sprzedaży. Mówimy: „Made in Poland”, bez kompleksów, ale też bez zadzierania nosa – polskie korzenie traktujemy jako coś naturalnego. Nie chcemy się jednak kreować na ambasadorów polskiego dizajnu, bowiem inspirujemy się filozofią Dalekiego Wchodu i sprowadzamy materiały z różnych stron świata.

Brahmans Home Sexto Carrara credits Trend Nomad
Marmurowe stoliki z kolekcji Sexto. Fot.: Trend Nomad

Jakie to są materiały?
Używamy dwóch rodzajów orzecha: włoskiego i amerykańskiego. Drewno dębowe i szkło pochodzą z Polski. Z kamieni wybraliśmy włoską carrarę, skóry kupujemy w Holandii. Metale częściowo pochodzą z Włoch, a częściowo z hut działających na terenie Polski – tych, które kiedyś jako Polskie Huty Stali należały do Skarbu Państwa, a od 2003 r. są w rękach jednego z najbogatszych ludzi na Ziemi – Lakshmiego Mittala, prezesa grupy ArcelorMittal, największego na świecie producenta stali. Obecnie wykorzystujemy stal nierdzewną w polerowanej postaci lub pokrytej warstwą złota. W całej Polsce znaleźliśmy jedną firmę, której pracownicy wykonują złocenia w naszych parametrach, czyli na dużych powierzchniach.

Brahmans Semtimo
Fragment stolika Semtimo. Ramę wykonano ze stali nierdzewnej pokrytej 24-karatowym złotem.

Mimo olbrzymiej liczby mikrofirm tak trudno w Polsce znaleźć wykwalifikowanego rzemieślnika?
Właśnie tak. Znalezienie fachowców, którzy wykonują meble dla marki Brahman’s, było ogromnym wyzwaniem. Wynika to z tego, że zapotrzebowanie na meble wykonane przez doświadczonych rzemieślników niemal w Polsce nie istnieje – dominuje popyt na tanie produkty wykonywane maszynowo. My działamy w niszy. Rzemieślników, którzy mają 40- czy 50-letnie doświadczenie, jest jak na lekarstwo. Najwięcej jest takich, którzy swoje firmy założyli 10 czy 20 lat temu i działają w segmencie mebli tanich lub tych ze średniej półki. Dzięki otrzymaniu dofinansowań z Unii Europejskiej pracują na nowoczesnym sprzęcie.

Brahmans Home Decima credits Trend Nomad
Stół Decima. W górnym prawym rogu: zarys krzesła Quintus. Fot.: Trend Nomad

W czerwcu 2015 r. na festiwalu DMY w Berlinie zapytano Piera Lissoniego o to, czy niepokoi się zanikaniem tradycyjnego rzemiosła, odpowiedział: „Nie. To ewolucja”.
Zgadzam się z nim – to naturalna zmiana. Rzemiosła znikały pięćset czy sto lat temu, to nic nowego. Rzemiosła umierają, ale wartości – np. szczerość materiału – pozostają. Nie widzę niczego złego w tym, że doświadczony rzemieślnik zaczyna wykorzystywać w swojej pracy maszyny. Rzemieślnikom pracującym w tradycyjny sposób trudno utrzymać za każdym razem najwyższą jakość, a terminy dostaw są dla nich drugorzędną kwestią. W biznesie nie można sobie pozwolić na taką niestabilność. Jakość i terminowość są dla nas najważniejsze, dlatego dla Brahman’s pracują doświadczeni rzemieślnicy, którzy mają wiedzę o ręcznej produkcji, ale potrafią też korzystać z nowoczesnych parków maszynowych. To dobre połączenie.

Brahmans Home Decima Quartus
Stół Decima i krzesła Quartus.

W Wielkiej Brytanii czy w Stanach Zjednoczonych działają takie organizacje jak Craft Council, które dbają o interesy rzemieślników i ich promują. Czy w Polsce mamy podobne jednostki?
W Polsce od 1933 r. działa Związek Rzemiosła Polskiego. Jest to najstarsza i największa ogólnopolska, społeczno-zawodowa organizacja samorządu gospodarczego. ZRP reprezentuje sektor małych i średnich przedsiębiorstw, opiniuje założenia i projekty aktów prawnych dotyczących polityki gospodarczej i społecznej, działa na rzecz harmonijnego rozwoju gospodarczego i społecznego państwa oraz bierze udział w europejskim dialogu społecznym.

Czy dba również o to, by wiedza o tradycyjnym rzemiośle była przekazywana następnym pokoleniom?
ZRP podaje, że obecnie u pracodawców rzemieślników w ponad stu profesjach – od zawodów najnowocześniejszych do tych unikatowych o charakterze artystycznym i rękodzielniczym – szkoli się ok. 92 tys. uczniów. Są więc spore szanse na to, że rzemiosło przetrwa. Z drugiej strony, jeden z podwykonawców mebli Brahman’s Home wyznał nam, że chciałby przekazać wiedzę o swoim zawodzie synowi, ale ten w ogóle nie jest zainteresowany tą dziedziną. Woli być kelnerem.

W Polsce dopiero się uczymy tego, że największą wartość mają te przedmioty, które zostały wykonane ludzką ręką.

Może zawód rzemieślnika ekonomicznie się nie opłaca?
To dochodowy zawód, jeśli się tylko osiągnie wysoki poziom wykonawstwa i działa się na pograniczu sztuki i przemysłu. Zlecenia otrzymywane od luksusowych marek – dla nich korzystanie z wiedzy i umiejętności doświadczonych rzemieślników, których nie może zastąpić maszyna, jest na porządku dziennym – są wysoko wynagradzane.

Brahmans Home Chateau De Gudanes credits Trend Nomad
Przedpremierowy pokaz kolekcji nowej marki wnętrzarskiej Brahman’s Home odbył się pod koniec lipca br. we wnętrzach Chateau de Gudanes położonego w sercu francuskich Pirenejów. Fot.: Trend Nomad

W najbliższej dekadzie będziemy świadkami upowszechnienia się takich technologii, jak: druk 3D, wirtualna rzeczywistość, internet rzeczy i samoprowadzące się samochody. Miliony ludzi, m.in. kierowcy taksówek i ciężarówek, mogą stracić pracę. Czy ruch neoluddystów przeciwstawiających się postępowi technologicznemu będzie jednocześnie przybierał na sile?
Tak już się dzieje, i to nie tylko wśród osób zagrożonych utratą pracy ze względu na możliwość zastąpienia ich komputerami. Ludzie w różnym wieku czują się coraz bardziej przytłoczeni lawiną nowych technologii, nie nadążają z uczeniem się ich obsługi, zaczynają odrzucać kolejne nowości. Cyfrowy świat jest fascynujący, ale ten prawdziwy, wypełniony przedmiotami wykonanymi ludzką ręką, może być od niego jeszcze ciekawszy. Dla osób, które poszukują autentyczności, marzą o powrocie do natury, ciszy i harmonii, powstają takie marki jak Brahman’s Home.

Brahmans Home Quartus credits Trend Nomad
Fragment marmurowego stolika Quartus. Fot.: Trend Nomad

Meble sygnowane logotypem Brahman’s Home będą dostępne od 1 września br. w sklepie internetowym oraz w wybranych salonach meblowych. Jeśli masz jakiekolwiek pytania dotyczące opisanej firmy, możesz je przesłać na adres dyrektora artystycznego marki Wojciecha Łaneckiego: w.lanecki@brahmanshome.com.

www.brahmanshome.com

Spodobał Ci się wywiad? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły