Archiwa tagu: CES 2016

Ciepło inteligentnego domu

Energia cieplna wytwarzana podczas pracy wszystkich centrów przetwarzania danych na świecie wystarczyłaby do ogrzania połowy domów w Stanach Zjednoczonych. Wystarczyłaby, ale zwykle jest marnowana. Aby to zmienić, firma informatyczna Qarnot Computing wprowadza na rynek grzejniki, a w zasadzie rozproszone centra obliczeniowe Q.rad, ogrzewające budynki użyteczności publicznej i domy ciepłem wytwarzanym przez mikroprocesory wykonujące skomplikowane obliczenia.

Obecnie usługa przetwarzania danych w chmurze kupowana m.in. przez studia graficzne, banki, koncerny motoryzacyjne czy firmy badawcze jest wykonywana w dużych centrach przetwarzania danych. Znajdujące się w nich komputery podczas dokonywania obliczeń wytwarzają mnóstwo energii cieplnej i dla prawidłowego funkcjonowania wymagają pracy systemu chłodzenia. Proces ten pochłania mnóstwo energii elektrycznej.

Centra przetwarzania danych odpowiadają obecnie za zużycie około 3 proc. produkowanej na świecie energii elektrycznej. Wartość ta podwaja się co pięć lat.

Francuska firma Qarnot Computing znalazła sposób nie tylko na to, jak zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na moce obliczeniowe, lecz także na to, jak znacząco ograniczyć energochłonność takich usług. W Qarnot Computing podaż mocy obliczeniowej nie pochodzi z jednego czy dwóch dużych centrów przetwarzania danych, lecz z rozproszonej infrastruktury złożonej z tysięcy niewielkich, ściennych urządzeń Q.rad zainstalowanych w domach czy biurach i podłączonych do internetu. Te podczas wykonywania obliczeń mocno się nagrzewają i – niczym zwykłe grzejniki – oddają ciepło do otoczenia.

https://vimeo.com/150405010

Użytkownik może regulować temperaturę panującą w pomieszczeniu zarówno na cyfrowym termostacie umieszczonym na górnym panelu urządzenia, jak i zdalnie przez mobilną aplikację i stronę WWW.

Latem urządzenia zainstalowane w mieszkaniach pracują na znacznie niższych obrotach i nie generują ciepła. W gorące dni moce obliczeniowe oferowane klientom biznesowym pochodzą z urządzeń rozmieszczonych w szkołach i na uniwersytetach (te w wakacje pozostają zamknięte) oraz w budynkach znajdujących się wysoko w górach, gdzie temperatury powietrza są niższe.

Poza przetwarzaniem danych i ogrzewaniem pomieszczeń urządzenie Q.rad pełni jeszcze kilka dodatkowych funkcji. Dzięki wbudowaniu ponad 20 czujników komputer mierzy m.in. temperaturę i wilgotność powietrza w pokoju, poziomy CO2 i hałasu, stężenie lotnych związków organicznych, ciśnienie atmosferyczne czy jasność. Budynek z takimi urządzeniami zainstalowanymi w wielu pomieszczeniach natychmiast staje się smart.

Qarnot_Qrad2
Q.rad to także router wi-fi, ładowarka bezprzewodowa pracująca w standardzie Qi, podwójny port USB, pasek LED i głośnik. Obudowę z corianu oraz aluminiowy rozpraszacz ciepła można wykonać na zamówienie w dowolnym kolorze.

Dla użytkownika najważniejsze jest to, że ogrzewanie domu przestaje się wiązać z ponoszeniem jakichkolwiek kosztów. Q.rad mierzy pobór energii związany z działaniem urządzenia i co miesiąc lub co kwartał zwraca odbiorcom pieniądze wydane na jego zasilanie. Środki pochodzą od klientów biznesowych płacących za usługi przetwarzania danych.

Grzejniki Q.rad można instalować w nowych lub wyremontowanych, dobrze zaizolowanych cieplnie domach i mieszkaniach wyposażonych w łącza światłowodowe. Ze względów bezpieczeństwa oraz wydajności przesyłania danych urządzenia Q.rad wymagają przewodowego podłączenia do gniazdek ze złączem RJ45.

Po podłączeniu do gniazdek elektrycznego i internetowego Q.rad natychmiast łączy się z infrastrukturą firmy Qarnot i jest gotowy do pracy. Żywotność grzejnika jest przewidziana na okres od trzech do pięciu lat. Po upływie tego czasu urządzenie zostaje bezpłatnie wymienione na nowe.

Qarnot_Qrad3
Moc grzewcza urządzenia o wymiarach 61x67x15 cm i wadze 27 kg wynosi 500 W. Jako że Q.rad nie zawiera żadnych ruchomych części – ani wentylatora, ani dysku twardego – grzejnik nie emituje żadnych dźwięków (0 dB).

Qarnot Computing wykorzystuje najnowocześniejsze rozwiązania szyfrujące i uwierzytelniające dane. Ważne jest również to, że żadne informacje nie są przechowywane w Q.radach – w nich odbywają się wyłącznie obliczenia. W połączeniu z wysokim stopniem rozproszenia terytorialnego pracujących urządzeń chmura obliczeniowa oferowana przez firmę Qarnot jest znacznie mniej podatna na potężne cyberataki od typowych, dużych centrów przetwarzania danych znajdujących się w jednym miejscu.

Jeśli w okresie grzewczym firma Qarnot nie ma wystarczającej liczby komercyjnych klientów na moc obliczeniową, to bezpłatnie udostępnia swoje zasoby uniwersytetom. Mikroprocesory zawsze mają co obliczać, więc grzejniki pozostają ciepłe.

Qarnot oferuje urządzenia Q.rad podmiotom z sektora publicznego i firmom prywatnym zaangażowanym w tworzenie „budynków jutra”, w tym uniwersytetów, szkół, hoteli, biurowców czy domów opieki. Obecnie przyjmowane są zamówienia obejmujące co najmniej 20 sztuk Q.radów. Sprzedaż skierowana do klientów indywidualnych ruszy w 2017 r. Testy tego rozwiązania trwają od 2014 r. – ponad sto domów we Francji jest już ogrzewanych darmowym ciepłem wytwarzanym przez grzejniki Q.rad.

Qarnot Paul Benoit Credits TrendNomad com
Paul Benoit – założyciel i prezes firmy Qarnot Computing – osobiście prezentował grzejniki Q.rad na targach CES 2016, które w styczniu odbyły się w Las Vegas. Fot.: TrendNomad.com

Firma Qarnot została założona w 2010 r. w Montrouge pod Paryżem. Obecnie jej zespół składa się z 23 osób. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o działalności firmy Qarnot, możesz się skontaktować z jej prezesem Paulem Benoit, pisząc na adres: paul.benoit@qarnot-computing.com.

www.qarnot-computing.com

PS Qarnot Computing nie jest jedyną firmą wykorzystującą do ogrzewania budynków użyteczności publicznej i mieszkalnych (tych, które domyślnie nie mają serwerowni na własny użytek) energię cieplną generowaną przez rozproszone centra przetwarzania danych. Mniej lub bardziej zbliżone modele biznesowe mają takie firmy, jak: Cloud&Heat z Niemiec, Nerdalize z Holandii i Exergy ze Stanów Zjednoczonych. Ponadto istnieją już biurowce ogrzewane ciepłem pochodzącym z serwerowni pracujących na użytek firm znajdujących się w danym budynku – przykładem może być S11 Park w Zakrzewie pod Poznaniem.

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły

Elektronika z drukarki 3D

Do niedawna elektronika drukowana i druk 3D, poza słowem „druk”, nie miały ze sobą nic wspólnego. Teraz firmy takie jak Nano Dimension zaczynają łączyć obie dziedziny, co w niezbyt odległej przyszłości może doprowadzić do zmian zasad obowiązujących w globalnym łańcuchu dostaw części elektronicznych, a także tego, jakie formy i ceny są nadawane smartfonom, goglom VR czy urządzeniom wearables.

Obwody drukowane, inaczej płytki PCB (z ang. Printed Circuit Board), są podstawowymi częściami składowymi wszystkich urządzeń elektronicznych: od zmywarek i pralek po laptopy i tablety. To właśnie na płytkach PCB montuje się podzespoły elektroniczne. Wraz ze wzrostem złożoności danego układu rośnie liczba warstw płytki. Główna zielona płytka kryjąca się w smartfonie może się składać nawet z 14 czy 16 oddzielnych warstw. Jednocześnie wiele punktów znajdujących się na różnych poziomach płytki jest ze sobą połączonych.

Od dziesięcioleci nie doszło do przełomowych zmian w metodach produkcji płytek PCB. Najogólniej mówiąc, płytka pokryta warstwą miedzi i wzorem ścieżek poddawana jest obróbce chemicznej zwanej trawieniem. Wieloetapowy proces produkcyjny wiąże się z dużą ilością odpadów i nie jest przyjazny środowisku.

Płytki PCB są produkowane m.in. w Europie i Stanach Zjednoczonych, ale większość z nich powstaje w Chinach i na Tajwanie. Nawet pojedyncze czy powstające w kilku egzemplarzach prototypy wielowarstwowych obwodów drukowanych wytwarza się w Azji. Wiele zachodnich firm wysyła pliki Gerber (to format używany przez projektantów obwodów drukowanych) do fabryk znajdujących się na Dalekim Wschodzie i czeka kilka tygodni na dostawę płytek.

Drukarka DragonFly 2020 znacznie skraca czas produkcji płytek PCB. Urządzenie firmy Nano Dimension na miejscu wytwarza prototyp wielowarstwowej płytki w zaledwie kilka godzin. Nie jest to uproszczony, plastikowy model – w opatentowanym procesie druku 3D powstaje płytka PCB o przemysłowej jakości złożona z dziesięciu czy nawet większej liczby warstw i zawierająca wiele połączeń między nimi.

Nano Dimension DragonFly 2020 PCB
DragonFly 2020 drukuje płytki PCB z dwóch materiałów: jednego przewodzącego prąd (obecnie to atrament zawierający nanocząsteczki srebra, ale w przyszłości mają one zostać zastąpione nanocząsteczkami miedzi) i drugiego, izolacyjnego polimeru. Maksymalne wymiary drukowanych obwodów obecnie wynoszą 20 x 20 x 0,3 cm. Maszyna pracuje z dokładnością równą 0,01 mm.

Poza znacznym skróceniem czasu produkcji prototypów obwodów drukowanych DragonFly 2020 ma jeszcze co najmniej jedną ważną zaletę: pozwala na zachowanie własności intelektualnej wewnątrz firmy. Przedsiębiorstwa działające w przemyśle obronnym i innych wrażliwych sektorach doskonale wiedzą, że nie mogą wysyłać gerberowskich plików za granicę.

Aby dowiedzieć się więcej o elektronice drukowanej i maszynie DragonFly 2020, obejrzyj wywiad wideo ze współzałożycielem i dyrektorem działu marketingu firmy Nano Dimension Simonem Friedem. Rozmowę przeprowadziłem w styczniu br. w Las Vegas na targach CES 2016. Jeśli podstawy dwuwymiarowej elektroniki drukowanej są ci dobrze znane, pomiń, proszę, wprowadzenie, przewijając film na osi czasu do punktu 3’30.

https://www.youtube.com/watch?v=8AYHUz0HPiA

Dlaczego ma to znaczenie?

DragonFly 2020 powstał z myślą o szybkim prototypowaniu wielowarstwowych płytek PCB o przemysłowej jakości w pojedynczych lub małych ilościach wewnątrz firm, ale efekty wprowadzenia takiej drukarki na rynek mogą sięgać znacznie dalej niż tylko przyśpieszenia prac nad nowymi urządzeniami elektronicznymi. Wysokiej jakości drukarki 3D elektroniki drukowanej mają potencjał do tego, by w ciągu kilkunastu lat zakłócić działanie całego łańcucha dostaw i procesów produkcji elektroniki konsumenckiej. Zarówno azjatyckie fabryki konkurujące ceną, jak i każdy inny uczestnik biznesu związanego z elektroniką powinien uważnie obserwować ten nowy trend (i zacząć się go odrobinę obawiać).

Jeśli rozwój technologii elektroniki drukowanej przestrzennie przyniósłby znaczne obniżenie kosztów lokalnej produkcji, to Chiny mogłyby zacząć tracić pozycję światowej fabryki sprzętu elektronicznego. Niewykluczone, że spora część produkcji wróciłaby wówczas na Zachód.

Z punktu widzenia klienta zmiany mogą zajść przede wszystkim w wyglądzie elektroniki nowej generacji. Obecnie smartfony, laptopy i niektóre części urządzeń wearables są prostokątne. Ich forma wynika z czworokątnego kształtu wewnętrznych płytek PCB wytwarzanych dotychczasowymi metodami produkcji. Z wykorzystaniem urządzeń 3D drukujących elektronikę bryłom zawierającym złożone ścieżki można będzie nadawać dowolne kształty, m.in. piramidy czy kuli.

Celem jest to, by pewnego dnia wielowarstwowe płytki PCB wytwarzane na drukarkach 3D były w pełni funkcjonalne, elastyczne i miały złożony, trójwymiarowy kształt. Właśnie na taką technologię czeka branża wearables i IoT.

Drukarka DragonFly 2020 wejdzie na rynek w drugiej połowie 2016 r. Potwierdzono, że jej produkcją zajmie się światowy gigant, firma Flextronics International Ltd. Cena drukarki nie została jeszcze ujawniona, ale na pewno nie będzie to tanie urządzenie przeznaczone do domowego użytku – maszyna ma być oferowana klientom biznesowym. Poza drukarką do sprzedaży trafią atramenty zawierające nanocząsteczki metali – tu głównymi nabywcami mają być firmy działające na rynku układów RFID i paneli słonecznych.

Firma Nano Dimension powstała w Izraelu w 2012 r. Jej założycielami są: Sharon Fima, Amit Dror, Simon Fried i Dagi Ben-Noon. Spółka jest notowana na giełdzie w Tel Awiwie (symbol akcji: NNDM). Ponadto jej kwity depozytowe (tzw. ADR-y) można kupić na amerykańskim rynku pozagiełdowym OTCQX (NNDMY). Jeśli masz jakiekolwiek pytania dotyczące działalności Nano Dimension, możesz je wysłać bezpośrednio do Simona Frieda na adres: simon@nano-di.com.

www.nano-di.com

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły

Powiew zmian

Czy pod koniec lat 20. XXI w. będziemy korzystali z wygodnego, przyjaznego środowisku i bezpłatnego transportu opartego na flocie elektrycznych samochodów, które nie tylko jeżdżą bez kierowcy, lecz także samodzielnie wytwarzają prąd z odnawialnych źródeł? Właśnie do takich wniosków można było dojść podczas wizyty na targach CES 2016 w Las Vegas.

Pod koniec 2015 r. firma IDTechEx zajmująca się badaniami rynku wskazała trzy nowe megatrendy, które niedawno pojawiły się w świecie nowych technologii. Są nimi: elektryczne samochody samodzielnie wytwarzające prąd, elektronika drukowana w 3D i elektronika strukturalna.

Na styczniowych targach elektroniki konsumenckiej CES 2016 znalazłem przykłady dwóch z trzech wschodzących biznesów. Wyobraźnię najbardziej rozpalają projekty związane z elektrycznymi pojazdami, które do pokonania setek, a nawet tysięcy kilometrów nie potrzebują podłączenia do zewnętrznych źródeł zasilania.

W konceptach elektrycznych samochodów niezależnych energetycznie (z ang. energy independent electric vehicles, w skrócie EIVs) do generowania prądu najczęściej bierze się pod uwagę odnawialne źródła: panele słoneczne i miniwiatraki. Wyzwaniem jest jednak  wydajność i niezawodność takich urządzeń.

Robert Yost, inżynier lotnictwa i kosmonautyki, przekonywał w Las Vegas, że wynalazł odpowiednią do tego celu kompaktową i hiperwydajną turbinę wiatrową, która zwiększa zasięg elektrycznego auta 3-4 krotnie. To ważny krok w stronę osiągnięcia niezależności energetycznej w samochodach.

MicroCube credits Trend Nomad
Mała turbina wiatrowa wydrukowana na drukarce 3D we współpracy z firmą 3D Systems. Po wydrukowaniu ponad 20 wersji urządzenia i wprowadzeniu wielu poprawek do konstrukcji istotnie zwiększono jego wydajność. Mimo wykorzystania znacznie szybszej i tańszej metody produkcji wytrzymałość i elastyczność części, z których składa się MicroCube, jest nieodróżnialna od parametrów elementów uzyskanych metodą formowania wtryskowego. Fot. TrendNomad.com

Robert Yost twierdzi, że zaprojektowany przez niego i opatentowany wiatrak MicroCube wytwarza energię elektryczną przy wietrze wiejącym z prędkością od 2,4 do 161 km/godz. (1,5–100 mph).

Jedna mała turbina MicroCube wytwarza więcej prądu niż standardowy panel słoneczny, zajmując ułamek jego powierzchni. Zestaw miniwiatraków zajmujący tyle samo miejsca co jeden panel solarny wytwarza 18 razy więcej energii elektrycznej.

Wysoka wydajność MicroCube wynika m.in. z unikatowego kształtu i nachylenia łopat turbiny, zapożyczonych z silnika odrzutowego. Sześcian o krawędzi mierzącej niecałe 23 cm (9 cali) i wadze 4 kg (9 funtów amerykańskich) może wytwarzać do 1 kW mocy. Mimo że wielu inżynierów już wcześniej pracowało nad zwiększeniem wydajności małych wiatraków, to wygenerowanie takiej ilości energii z tak kompaktowej turbiny jak MicroCube nikomu się wcześniej nie udało.

Robert Yost zainstalował na dachu elektrycznego Forda C-Max Energi cztery turbiny MicroCube generujące w wersji mobilnej w sumie 2,8 tys. watów na godzinę. Celem Yosta jest ukrycie wiatraków w przednim spojlerze auta i pod bocznymi wlotami powietrza.

Zanim Robert Yost zaprojektował MicroCube, pracował w koncernach lotniczych i dla producentów silników, takich jak Boeing, GE Aircraft Engines i Pratt & Whitney. Zdobyte tam doświadczenie umożliwiło mu zaprojektowanie małej, superwydajnej turbiny wiatrowej. Własną firmę American Wind założył w 2012 r.

Aby dowiedzieć się więcej o projekcie MicroCube, obejrzyj wywiad wideo z Robertem Yostem nagrany na targach CES 2016 na stoisku firmy 3D Systems.

https://www.youtube.com/watch?v=NcQFRXriVDc

Robert Yost spotkał się z falą krytyki ze strony osób, które nie wierzą w jego obietnice. Aby przekonać ich do tego, że turbiny MicroCube wydrukowane na drukarkach 3D naprawdę działają i są bardzo wydajne, Robert przejedzie przez całe Stany Zjednoczone elektrycznym samochodem bez podłączania auta do gniazdka – baterie będą ładowane wyłącznie przez wiatraki MicroCube.

Transport w 2030 r.

Opracowywanie technologii umożliwiającej wytwarzanie energii elektrycznej z odnawialnych źródeł przez samochody EIVs zbiega się w czasie z intensywnymi pracami m.in. Google’a i Forda nad autami jeżdżącymi bez kierowcy. Jeśli któryś z koncernów zastosowałby obie technologie w nowym modelu samochodu, to powstałoby auto, które jest bardzo tanie w użytkowaniu.

Po wizytach na setkach stoisk na targach CES 2016 i przeprowadzeniu wielu rozmów z przedstawicielami różnych firm (m.in. Bosch, Ford, Velodyne i American Wind) nabrałem przekonania, że celem Google’a, coraz częściej ogłaszającego w mediach sensacje związane z pracami nad autonomicznym autem, jest wprowadzenie w latach 20. XXI w. do wielu miast na świecie floty samoprowadzących się samochodów wynajmowanych przez użytkowników na żądanie przez smartfony (lub urządzenia, które do tego czasu je zastąpią).

Elektryczne samochody jeżdżące bez kierowcy i wytwarzające we własnym zakresie prąd będą bardzo tanie w ekspolatacji, więc można się domyślać, że przejazdy takimi taksówkami będą oferowane użytkownikom bezpłatnie lub po bardzo niskiej cenie. Google i tak zbije majątek na tym biznesie.

Jeśli taki scenariusz się sprawdzi, Google zarobi krocie na pobieraniu opłat od reklamodawców dostarczających treści wyświetlane pasażerom podczas podróży i sprzedawaniu danych na temat reakcji na nie. Prawdziwą ceną usługi dla użytkownika będzie zwiększenie jego podatności na wyświetlane, zindywidualizowane reklamy, trafnie dobrane do kontekstu i potrzeb pasażera.

Kolejnym źródłem dochodu dla korporacji mogą być prowizje otrzymywane od punktów sprzedaży i restauracji, do których Google Cary będą dowoziły klientów i skąd będą dostarczały zamówienia. Uber i Lyft (obie firmy najpewniej snują już podobne plany), producenci samochodów, autobusów miejskich i tramwajów, a także zawodowi kierowcy, motorniczy i kurierzy mają powody do zmartwień.

Dzisiaj

Można już składać zamówienia na generatory MicroCube. Cena jednej turbiny wraz z obudową wynosi 2,6 tys. dol. netto. Pierwsze dostawy nastąpią pod koniec lata tego roku. Oprócz zastosowań w motoryzacji MicroCube mogą być częścią budynków i takich budowli jak maszty telefonii komórkowej, zapewniając im zasilanie m.in. w razie wystąpienia katastrof naturalnych i odcięcia od sieci czy w okresach wzmożonego zapotrzebowania na energię elektryczną.

Jeśli chciałbyś zadać pytania dotyczące MicroCube bezpośrednio Robertowi Yostowi, możesz je wysłać na adres robert.yost@americanwindinc.com.

www.americanwindinc.com

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły

Swobodna wirtualna rzeczywistość

Najciekawszą nowością zaprezentowaną na targach CES w dziedzinie wirtualnej rzeczywistości nie były ani długo wyczekiwana, rynkowa wersja zaawansowanych gogli Oculus Rift, ani lawina tanich, wykonanych z kartonu lub plastiku zestawów pasujących do różnych modeli smartfonów. Największą niespodzianką był dla mnie prototyp VR-owych gogli doczepionych do tabletu. Czy to zwiastun hybrydowej, cyfrowej prasy?

Zgodnie z oczekiwaniami wirtualna rzeczywistość była jednym z głównych tematów poruszanych na targach CES 2016, które na początku stycznia odbyły się w Las Vegas. Znacznie większa w porównaniu z poprzednim rokiem liczba wystawców związanych z VR-em (producentów gogli i kamer 360, twórców filmów, animacji, udźwiękowienia 3D etc.) świadczy o tym, że w najbliższych miesiącach i latach na rynku będzie przybywało profesjonalnych i amatorskich treści i urządzeń zakładanych na głowę, odcinających użytkownika od otoczenia. Można być pewnym, że VR wkracza na rynek na dobre.

Jak dotąd w mediach pojawiały się informacje o dwóch segmentach VR-owych gogli i dedykowanym im produkcjom. Po pierwsze, bardzo często mówi się o urządzeniach najwyższej klasy, przypisanych obecnie firmom HTC, Sony i wspomnianej Oculus, z zaawansowanymi akcesoriami służącymi do poruszania się po wirtualnej przestrzeni. Po drugie, liczne doniesienia dotyczą najtańszych zestawów do VR-u wykonanych z kartonu czy plastiku, wymagających połączenia ze smartfonem, o bardzo uproszczonym interfejsie użytkownika. W obu kategoriach, poza dwukrotnie wyższą od zapowiadanej ceną detaliczną zestawu Oculus Rift (ostatecznie wynosi ona 599 dol.), większego zaskoczenia w Las Vegas nie było. Pojawiła się za to, choć bez spektakularnej prezentacji, a przez to bez echa w mainstreamowych mediach, trzecia kategoria VR-u. I odmieniła moje wyobrażenia o niedalekiej przyszłości prasy i wirtualnej rzeczywistości.

inVRse zoom credits Trend Nomad
Podczas oglądania VR-owych treści na tablecie dolna część ekranu staje się panelem dotykowym służącym do nawigowania po wirtualnej przestrzeni.

Niemal nikt związany z branżą wirtualnej rzeczywistości nie brał dotąd pod uwagę wyświetlania VR-owych treści na tabletach. Kto chciałby nosić duży, ciężki ekran na głowie? Mimo że na pierwszy rzut oka tablety wydają się bezużyteczne w przypadku łączenia ich z goglami wirtualnej rzeczywistości, to właśnie na tym polu natrafiłem na największą dla mnie niespodziankę. I poczułem, że to początek nowego etapu rozwoju cyfrowej prasy i ebooków.

inVRse David Nelson credits Trend Nomad
David Nelson, menedżer projektów specjalnych w laboratorium MxR Lab (to część Institute for Creative Technologies, założonego w 1999 r. przez amerykańskie wojsko na Uniwersytecie Południowej Kalifornii), gdzie bada się sposoby i technologie poprawiające płynność interakcji człowieka z komputerem. David Nelson, zanim zainteresował się VR-em, był producentem i reżyserem, nagradzanym za filmy długometrażowe i dokumentalne, teledyski i spoty reklamowe. David zajmuje się opowiadaniem historii od ponad 20 lat.

Badacze z laboratorium Mixed Reality (MxR) Lab zaprezentowali na stoisku organizacji IEEE swój pomysł na to, by VR-owych treści nie trzeba było oglądać na mniej lub bardziej zaawansowanych goglach zakładanych na głowę i odcinających użytkownika od otoczenia, lecz można je było oglądać od czasu do czasu przez soczewki doczepione do górnej części tabletu. W tym przypadku treści w formacie wirtualnej rzeczywistości nie są głównym punktem przekazu, lecz stanowią jego uzupełnienie. Czytając tekst na tablecie, wystarczy zbliżyć gogle do oczu, by obejrzeć dodatkową VR-ową wizualizację lub film 360.

Projekt gogli doczepianych do górnej części tabletu nosi nazwę inVRse, a nowy, hybrydowy format łączący tekst, zdjęcia, filmy i dźwięki z VR-owymi animacjami i wideo 360 oraz dotykowy interfejs nazwano swobodną wirtualną rzeczywistością (z ang. casual virtual reality).

Gdy prototyp VR-owych gogli inVRse doczepianych do górnej części tabletu zostanie skomercjalizowany, na rynku mediów pojawi się nowy, hybrydowy format łączący tekst, zdjęcia, dźwięk i filmy 2D z VR-owymi treściami i wideo 360.

Jeśli pomysł opracowany przez zespół MxR Lab przyjmie się na rynku, to VR-owe animacje i filmy 360 trafią m.in. do cyfrowej prasy, e-podręczników czy przewodników turystycznych. Tym samym wirtualna rzeczywistość przestanie być odrębnym doświadczeniem niezależnym od innych mediów, lecz będzie szła w parze ze standardowymi treściami wyświetlanymi na tabletach, do których czytelnicy zdążyli się już przyzwyczaić. To dobra wiadomość zarówno dla wydawców, jak i reklamodawców i odbiorców.

https://www.youtube.com/watch?v=wN35LbpymBw

Aby dowiedzieć się więcej o projekcie inVRse, zachęcam do obejrzenia nagranego na CES-ie wywiadu wideo z Davidem Nelsonem, menedżerem projektów specjalnych w laboratorium MxR Lab. David opowiedział mi m.in. o tym, że w niedalekiej przyszłości wirtualna rzeczywistość stanie się ważną częścią dziennikarstwa, ale jednocześnie zaznaczył, że tylko niektóre treści zostaną przeniesione do świata VR-u. Zdradził również, że komercjalizacja projektu inVRse powinna nastąpić w ciągu roku.

Jeśli masz jakiekolwiek pytania do Davida Nelsona dotyczące projektu inVRse, możesz wysłać do niego mejla na adres dnelson@ict.usc.edu.

Zdjęcia i wywiad wideo: TrendNomad.com

www.mxrlab.com

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły