Archiwa tagu: Ford

Pięć trendów w technologiach bliskich ludziom

Na targach CES, które na początku roku odbyły się w Las Vegas, jak na dłoni było widać, w jakim kierunku podążają producenci technologii konsumenckich i ich oferta. Ale najciekawsze i tak było to, że w samym sercu największego na świecie święta elektroniki pojawiły się dyskretne oznaki buntu wobec podłączania niemal każdego urządzenia do internetu.

Wprowadzenie mowy i angażowanie zmysłu dotyku do dwukierunkowego komunikowania się z maszynami czy analiza danych generowanych przez internet rzeczy do zwiększenia wyników sprzedaży produktów dopasowanych do potrzeb każdego klienta z osobna nie są już planem na przyszłość, lecz szybko stają się standardem. I to również wśród firm, które do niedawna miały niewiele wspólnego z nowymi technologiami.

Oto trendy wytropione na jubileuszowej, pięćdziesiątej edycji targów CES. A także, już na marginesie, oznaka tego, że obok korporacji skupionych na podłączaniu niemal każdej rzeczy do internetu rodzą się biznesy oparte na obiecywaniu klientom odcięcia ich – przynajmniej częściowo – od sieci.

 

1. Głos

Na wykładzie pt. „2017 Tech Trend to Watch” poprzedzającym targi CES dr Shawn DuBravac, główny ekonomista stowarzyszenia Consumer Technology Association (to organizator targów), na pierwszym miejscu listy najważniejszych trendów w elektronice konsumenckiej wymienił interfejs głosowy.

Tech Trends to Watch by Shawn DuBravac Voice credits TrendNomad

DuBravac zwrócił uwagę na to, że mniej więcej od 2010 r., czyli od wejścia na rynek pierwszych urządzeń typu wearables, w przypadku niektórych kategorii elektroniki konsumenckiej producenci odchodzą od stosowania w niej graficznego interfejsu użytkownika. DuBravac wskazuje, że komunikacja z maszynami w coraz większym stopniu opiera się na mowie.

Tech Trends to Watch by Shawn DuBravac Vocal Computing credits TrendNomad

Na potwierdzenie tych słów nie trzeba było długo czekać. Zaledwie dwa dni później, gdy targi CES zostały oficjalnie otwarte, wielu producentów sprzętu domowego – m.in. odkurzaczy (Samsung), piekarników, lodówek, pralek i suszarek (Whirlpool), oczyszczaczy powietrza (Coway) i drukarek (Canon) – zaprezentowało produkty, które można połączyć przez wi-fi z urządzeniem Amazon Echo. To w nim „mieszka” wirtualna asystentka o imieniu Alexa mówiąca ludzkim językiem (obecnie tylko angielskim i niemieckim).

Canon and Amazon Alexa credits TrendNomad
„Alexa, wydrukuj plan zajęć” – drukarkę Canon Pixma TS8020 można obsługiwać głosem.

Alexę można głosowo poprosić m.in. o wydrukowanie dokumentu, włączenie automatycznego odkurzacza, nagrzanie i zaprogramowanie piekarnika, podanie czasu pozostałego do końca cyklu prania czy zmianę temperatury w wybranej komorze lodówki.

Amazonowa Alexa niemal zawłaszczyła na CES-ie temat interfejsu głosowego. Wątek współpracy producentów elektroniki konsumenckiej z gadatliwymi asystentami Google’a, Apple’a czy Microsoftu poruszano znacznie rzadziej.

Obecnie Alexa jest niczym więcej jak głosowym włącznikiem i wyłącznikiem, który służalczo wykonuje nieskomplikowane polecenia, na żądanie zamawia pizzę czy taksówkę, a także odpowiada na proste pytania o pogodę lub natężenie ruchu w mieście.

Ford and Amazon Alexa credits TrendNomad

A skoro o mobilności mowa, to uczynienie z Alexy stałej pasażerki samochodów swoich marek obiecały koncerny Ford i Volkswagen. Na długiej, oczywistej liście zapytań, np. o drogę do wskazanego miejsca czy – nie wiedzieć po co – sterowanie domowym oświetleniem na odległość, jedna (!) funkcja wydaje się w samochodzie naprawdę przydatna.

Podczas prowadzenia auta można poprosić Alexę o odczytanie na głos książki, której tekstową wersję pochłaniamy na swoim Kindle’u. Oczywiście Alexa rozpocznie czytanie publikacji od miejsca, w którym ostatnio przerwaliśmy lekturę e-booka.

O mniej lub bardziej przydatnych funkcjach i różnych wcieleniach Alexy mówił niemal każdy. Jej wady zostały jednak przemilczane. A tych, jak na razie, jest sporo.

Niestety, Alexa jeszcze nie rozumie znaczenia wielu komend wypowiedzianych w jednym zdaniu. Przykładowe polecenie: „Alexa, zwiększ temperaturę w pokoju, włącz muzykę i przygaś światło”, nie zadziała. Każdą prośbę trzeba wypowiedzieć osobno, zaczynając od imienia wirtualnej asystentki. Do tego Alexa nie rozpoznaje użytkowników po głosie ani nie wie, kogo z domowników powinna się słuchać w pierwszej kolejności.

Każda osoba będąca w zasięgu mikrofonów wbudowanych w urządzenie Amazon Echo może sterować połączonymi z nim domowymi urządzeniami. Teoretycznie dostęp do systemu można zabezpieczyć głosowym hasłem dostępu, ale to nietrudno przecież podsłuchać.

Firma LG zaproponowała rozwiązanie tej kwestii poprzez dodanie do urządzenia, w którym „mieszka” Alexa, technologii rozpoznawania twarzy domowników. Doszedł do tego też ekran, na którym wizualizowane są emocje cyfrowej asystentki i „mowa ciała” ruchomego korpusu robota. Tym samym porozumiewanie się z Alexą wcieloną w urządzenie LG Hub Robot zaczęło wykraczać poza komunikację werbalną.

Bez względu na formę robota wątpliwości wzbudza to, że cyfrowa asystentka nigdy nie mówi „nie”. Minie jeszcze trochę czasu, zanim Alexa zapyta o nasze samopoczucie, zacznie obliczać, co nam może dolegać, i odmówi wykonania polecenia, jeśli – na przykład – poprosimy ją o odkręcenie kaloryfera, gdy w pomieszczeniu panuje już nietypowo wysoka temperatura.

Aby inteligentny dom w pełni zasługiwał na swoje miano, konieczne będzie połączenie systemu zarządzania nim ze sztuczną inteligencją – choćby taką jak superkomputer IBM Watson (żegnajcie resztki prywatności). Podjęcie właśnie takiej współpracy niedawno ogłosiła firma EnOcean oferująca samowystarczalne energetycznie urządzenia z kategorii internetu rzeczy.

 

2. Dotyk

Dostępne obecnie na rynku ekrany dotykowe też nie do końca zasługują na swoją nazwę. W pełni dotykowe będą one dopiero wtedy, gdy po przyłożeniu opuszka palca do płaskiej powierzchni wyświetlacza poczujemy na nim nierówną fakturę – taką, jakiej obraz widzimy na ekranie, np. tkaniny, drewna czy papieru. Na CES-ie przekonałem się – dosłownie – na własnej skórze, że wrażenia dotykowe można odtworzyć na gładkim ekranie smartfona czy tabletu.

Tanvas credits TrendNomad

Dotykając płaskiego ekranu z wbudowaną technologią haptyczną opracowaną przez zespół amerykańskiej firmy Tanvas, użytkownik wyczuwa palcem m.in. drobno- czy gruboziarnistą fakturę wyświetlanych obrazów. Tanvas wywołuje wrażenia dotykowe poprzez manipulowanie siłą tarcia występującą między ekranem a przyłożonym do niego palcem. Technologia ta opiera się na kontrolowaniu oddziaływań elektrostatycznych.

Dzięki wbudowaniu w tablet czy smartfon technologii haptycznych zdjęcie piasku wyświetlane na płaskim ekranie może być drobnoziarniste w dotyku. 

Podobne wrażenia dotykowe, lecz z wykorzystaniem innej technologii, wywołuje francuski start-up HAP2U. Tu do zwiększania lub zmniejszania siły tarcia między ekranem a palcem wykorzystuje się miniaturowe generatory wibracji ultradźwiękowych.

HAP2U credits TrendNomad
Na stoisku firmy HAP2U można było poczuć fakturę rybich łusek oraz opór wirtualnych suwaków i obrotowych gałek wyświetlanych na płaskich ekranach.

Wizyty na stoiskach firm Tanvas i HAP2U były ekscytujące, ale w innej hali okazało się, że rozwój technologii haptycznych sięga znacznie dalej niż samego wywoływania wrażeń dotykowych na płaskich ekranach. Brytyjska firma Ultrahaptics zaprezentowała technologię, która pobudza zmysł dotyku w przestrzeni, i to bez potrzeby dotykania jakichkolwiek przedmiotów.

Ultrahaptics credits TrendNomad

Trzymając rękę w powietrzu i wykonując gesty nad urządzeniem firmy Ultrahaptics emitującym ultradźwięki, łatwowierne receptory dotyku znajdujące się na dłoni wyczuwają „obecność” niewidzialnego przedmiotu, np. wirtualnego guzika, jak i opór podczas jego przyciskania. Jednym z obszarów zastosowań tej technologii może być przemysł samochodowy.

Bosch haptics credits TrendNomad

Współpracujący z Ultrahaptics koncern Bosch pokazał na CES-ie prototyp samochodowego systemu rozrywki i informacji opartego w dużym stopniu na bezdotykowej technologii haptycznej i w pełni dotykowych ekranach.

Chodzi o to, by kierowca podczas prowadzenia auta nie odrywał oczu od tego, co dzieje się na drodze, i jednocześnie mógł intuicyjnie, wygodnie i bezpiecznie sterować ręką urządzeniami na pokładzie.

 

3. Wirtualna rzeczywistość jak prawdziwa

Zmysł dotyku znalazł się również w obszarze zainteresowań VR-owców. Nieco mniej oszałamiającą od dokonań Ultrahaptics, lecz nadal bardzo ciekawą technologię pokazała na stoisku Ericssona firma TACTAI.

Tactai credits TrendNomad

Naparstek Tactai Touch nakładany na koniuszek palca zapewnia wrażenie dotykania wizualizacji obiektów oglądanych w danej chwili na goglach wirtualnej rzeczywistości. Celem firmy jest zastąpienie używanych dzisiaj kontrolerów z ruchomymi przyciskami technologią dotykową.

TACTAI chce, aby interakcja ludzi z wizualizacjami przedmiotów oglądanymi w wirtualnej rzeczywistości w większym stopniu przypominała tę zachodzącą w materialnym, prawdziwym świecie.

Cerevo Taclim credits TrendNomad

Własne wersje akcesoriów do gogli wirtualnej rzeczywistości pokazała również tokijska firma Cerevo. Tu do kompletu kontrolerów trzymanych w dłoniach dołożono buty z wbudowaną technologią haptyczną.

Po założeniu butów Taclim gracz czuje pod stopami – w zależności do rodzaju podłoża wyświetlanego na goglach wirtualnej rzeczywistości – drobne drgania, jakby chodził po śniegu, piasku czy trawie.

Oprócz technologii zorientowanych na pobudzanie zmysły dotyku kolejnym wschodzącym trendem w obszarze wirtualnej rzeczywistości jest skanowanie ciała. Celem jest umieszczanie trójwymiarowych awatarów odwzorowujących wygląd prawdziwych ludzi w grach czy VR-owych mediach społecznościowych.

Bellus3D credits TrendNomad

Start-up Bellus3D pokazał na CES-ie przystawkę do smartfonów i tabletów zapisującą w kilkanaście sekund współrzędne 500 tys. punktów wyznaczanych na twarzy skanowanej osoby. Otrzymany w ten sposób trójwymiarowy model twarzy może być użyty nie tylko w VR-owych aplikacjach.

Start-upowcy widzą zastosowanie tej technologii również do potwierdzania tożsamości osób czy wirtualnego dopasowywania kolorów i rodzajów kosmetyków do makijażu na przestrzennych modelach twarzy klientów. Zwłaszcza że internetowe drogerie, choć bazujące na dwuwymiarowych zdjęciach, już działają.

 

4. Uroda pod kontrolą

Aplikacja YouCam Makeup nie jest nowa, zdążyła już zdobyć popularność na wielu rynkach, ale ja – przyznaję się – dowiedziałem się o jej istnieniu właśnie na tegorocznym CES-ie. Aplikacja służy do wirtualnego nakładania kosmetyków (m.in. pudru, szminki, cieni do powiek, farb do włosów) na selfie przechowywane w pamięci smartfonu czy tabletu lub – wykorzystując technologię rozszerzonej rzeczywistości – na obraz rejestrowany w danej chwili przez kamerę.

Najciekawsza jest tutaj możliwość zamawiania wirtualnie testowanych kosmetyków w sklepie internetowym. Jako że w gąszczu VR-u i AR-u można się pogubić, na wszelki wypadek napiszę: za prawdziwe pieniądze e-sklep przesyła pod wskazany adres prawdziwe kosmetyki. Bo wirtualne przymiarki to prawdziwy biznes.

Inny produkt – HiMirror Plus – nie jest (jeszcze) połączony z online’owym sklepem z kosmetykami. HiMirror Plus jest za to łazienkowym lustrem analizującym, po pierwsze, stan skóry twarzy i, po drugie, wpływ używanych kosmetyków na cerę.

HiMirror credits TrendNomad

Lustro wykonuje zdjęcie twarzy stojącej przed nim osoby, po czym analizuje stan jej skóry pod kątem występowania zmarszczek, cieni pod oczami, czerwonych wyprysków i wągrów, a także określa typ karnacji.

Po wykryciu problemów skórnych oprogramowanie zasugeruje rozwiązania mające na celu poprawę stanu cery. Oprócz tego oprogramowanie oceni wpływ i skuteczność stosowanych przez jakiś czas kosmetyków. Wystarczy zeskanować kod kreskowy z opakowania, by system rozpoznał i zapamiętał używany produkt.

HiMirror Plus pomaga też dopasować makijaż do warunków oświetleniowych panujących w miejscu, do którego się wybieramy. LED-owe źródło światła można przełączyć w tryb imitujący wybraną scenę: zachód słońca, słoneczny dzień, biurowe oświetlenie, centrum handlowe czy restaurację i klub.

Oprócz skóry w domowych warunkach można też ocenić stan włosów. Do tego celu ma służyć szczotka Hair Coach, produkt sygnowany markami Withings (internet rzeczy) i Kérastase (kosmetyki do włosów). W szczotkę wbudowano mikrofon, żyroskop i akcelerometr.

Hair Coach credits TrendNomad

Oprogramowanie Hair Coach określa stan włosów na podstawie analizy fal dźwiękowych rejestrowanych podczas szczotkowania. Jeśli algorytm wykryje złamania czy rozdwojone końcówki, aplikacja zainstalowana na smartfonie zasugeruje zakup odpowiednich kosmetyków.

Właśnie tutaj tkwi sedno biznesu opartego na konsumenckim internecie rzeczy: rekomendowanie i sprzedaż produktów i usług dopasowanych do każdego klienta z osobna na podstawie danych pochodzących z różnych urządzeń codziennego użytku podłączonych do sieci.

 

5. Transformacja gigantów

Co wśród wystawców obecnych na targach elektroniki konsumenckiej robią ogromna firma turystyczna oraz duży producent obuwia i odzieży sportowej? Otóż obie korporacje ogłosiły, że mocno wiążą swoje działalności z technologiami noszonymi na ciele.

Carnival, największy na świecie operator statków wycieczkowych, zarządzający ponad stoma jednostkami pływającymi pod dziesięcioma markami, zorganizował na CES-ie premierę urządzenia Ocean Medallion. Pod koniec br. zastąpi ono bilety, klucze i portfele na największym statku należącym do korporacji „The Regal Princess”. Później technologia będzie stopniowo wdrażana na pokładach kolejnych wycieczkowców.

Medallion jest wysyłany do klienta bezpłatnie przed rozpoczęciem rejsu. Dzięki urządzeniu można uniknąć stania w kolejkach do wejście na pokład czy jego opuszczenia po zakończeniu podróży – wystarczy przejść obok czujnika, by zameldować się na statku lub wymeldować.

https://www.youtube.com/watch?v=oLwImL1R26M&feature=youtu.be

Medallion automatycznie otwiera zamek w drzwiach do pokoju, umożliwia dokonywanie płatności za zakupy na statku, pamięta nasze preferencje i ułatwia realizację zamówień na dania czy napoje, składanych przez smartfona lub na ekranach dotykowych rozmieszczonych na statku. Urządzenie zawierające moduły Bluetooth i NFC można nosić jako element bransoletki czy naszyjnika lub po prostu schować je do kieszeni.

Nie było wielką niespodzianką, że amerykańska firma Under Armour oferująca odzież i obuwie dla sportowców zaprezentowała na CES-ie nową kolekcję butów z wbudowanymi sensorami ruchu (nuda). Produkty warte tutaj znacznie większej uwagi pochodzą z linii Athlete Recovery Sleepwear, która obejmuje piżamy uszyte z tkaniny pokrytej na wewnętrznej stronie bioceramicznymi cząsteczkami.

Under Armour credits TrendNomad

Nowoczesna tkanina, z której produkowane są koszulki z długim i krótkim rękawem oraz spodnie i szorty, pochłania podczas snu ciepło wytwarzane przez ciało człowieka i odbija je z powrotem w postaci fal dalekiej podczerwieni. Te wspomagają szybszą regenerację mięśni, łagodzą stany zapalne, regulują metabolizm komórkowy i wpływają na poprawę jakości snu.

 

Post scriptum

Pozostając w temacie odzieży związanej z nowymi technologiami, lecz wykraczając poza wyżej wymienione trendy, wyraźnie widoczne na targach elektroniki w Las Vegas, warto też zwrócić uwagę na produkt będący wyrazem buntu i lęków niektórych ludzi wobec lawinowo rosnącej liczby urządzeń podłączonych do internetu oraz naszego uzależnienia od życia online i nowych technologii. Chodzi o bieliznę dla mężczyzn firmy SPARTAN.

Spartan underwear credits TrendNomad
Arthur Menard, współzałożyciel i prezes firmy SPARTAN. / Arthur Menard, Co-founder and CEO at SPARTAN.

Bielizna nowej paryskiej marki została uszyta z bawełnianej tkaniny, do której dodano nitkę z czystego srebra. Metal pełni tutaj rolę tarczy ochronnej przed działaniem pól elektromagnetycznych. Według producenta tkanina nie przepuszcza 99 proc. promieniowania pochodzącego z sieci telefonii komórkowych i wi-fi.

Bielizna powstała z myślą o mężczyznach, którzy obawiają się, że promieniowanie elektromagnetyczne pochodzące z urządzeń mobilnych trzymanych w kieszeniach spodni może mieć negatywny wpływ na męską płodność. Do tego srebrna nić przeciwdziała rozwojowi bakterii, dzięki czemu można uniknąć powstawaniu nieprzyjemnego zapachu na bieliźnie.

 

Zdjęcia i filmy: TrendNomad.com. Więcej fotografii i nagrań z targów CES 2017 można znaleźć na moim koncie na Instagramie.

Doceniasz pracę, którą włożyłem w przygotowanie tekstu, zdjęć i filmów o trendach w nowych technologiach, które pojawiły się w Las Vegas na targach CES 2017? Może chcesz postawić mi za ten materiał symboliczną kawę? Gdziekolwiek jesteś, możesz mi przekazać dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. 

Wszystkie zebrane darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami, których nie znajdziesz w innych mediach.

Polecane artykuły

Powiew zmian

Czy pod koniec lat 20. XXI w. będziemy korzystali z wygodnego, przyjaznego środowisku i bezpłatnego transportu opartego na flocie elektrycznych samochodów, które nie tylko jeżdżą bez kierowcy, lecz także samodzielnie wytwarzają prąd z odnawialnych źródeł? Właśnie do takich wniosków można było dojść podczas wizyty na targach CES 2016 w Las Vegas.

Pod koniec 2015 r. firma IDTechEx zajmująca się badaniami rynku wskazała trzy nowe megatrendy, które niedawno pojawiły się w świecie nowych technologii. Są nimi: elektryczne samochody samodzielnie wytwarzające prąd, elektronika drukowana w 3D i elektronika strukturalna.

Na styczniowych targach elektroniki konsumenckiej CES 2016 znalazłem przykłady dwóch z trzech wschodzących biznesów. Wyobraźnię najbardziej rozpalają projekty związane z elektrycznymi pojazdami, które do pokonania setek, a nawet tysięcy kilometrów nie potrzebują podłączenia do zewnętrznych źródeł zasilania.

W konceptach elektrycznych samochodów niezależnych energetycznie (z ang. energy independent electric vehicles, w skrócie EIVs) do generowania prądu najczęściej bierze się pod uwagę odnawialne źródła: panele słoneczne i miniwiatraki. Wyzwaniem jest jednak  wydajność i niezawodność takich urządzeń.

Robert Yost, inżynier lotnictwa i kosmonautyki, przekonywał w Las Vegas, że wynalazł odpowiednią do tego celu kompaktową i hiperwydajną turbinę wiatrową, która zwiększa zasięg elektrycznego auta 3-4 krotnie. To ważny krok w stronę osiągnięcia niezależności energetycznej w samochodach.

MicroCube credits Trend Nomad
Mała turbina wiatrowa wydrukowana na drukarce 3D we współpracy z firmą 3D Systems. Po wydrukowaniu ponad 20 wersji urządzenia i wprowadzeniu wielu poprawek do konstrukcji istotnie zwiększono jego wydajność. Mimo wykorzystania znacznie szybszej i tańszej metody produkcji wytrzymałość i elastyczność części, z których składa się MicroCube, jest nieodróżnialna od parametrów elementów uzyskanych metodą formowania wtryskowego. Fot. TrendNomad.com

Robert Yost twierdzi, że zaprojektowany przez niego i opatentowany wiatrak MicroCube wytwarza energię elektryczną przy wietrze wiejącym z prędkością od 2,4 do 161 km/godz. (1,5–100 mph).

Jedna mała turbina MicroCube wytwarza więcej prądu niż standardowy panel słoneczny, zajmując ułamek jego powierzchni. Zestaw miniwiatraków zajmujący tyle samo miejsca co jeden panel solarny wytwarza 18 razy więcej energii elektrycznej.

Wysoka wydajność MicroCube wynika m.in. z unikatowego kształtu i nachylenia łopat turbiny, zapożyczonych z silnika odrzutowego. Sześcian o krawędzi mierzącej niecałe 23 cm (9 cali) i wadze 4 kg (9 funtów amerykańskich) może wytwarzać do 1 kW mocy. Mimo że wielu inżynierów już wcześniej pracowało nad zwiększeniem wydajności małych wiatraków, to wygenerowanie takiej ilości energii z tak kompaktowej turbiny jak MicroCube nikomu się wcześniej nie udało.

Robert Yost zainstalował na dachu elektrycznego Forda C-Max Energi cztery turbiny MicroCube generujące w wersji mobilnej w sumie 2,8 tys. watów na godzinę. Celem Yosta jest ukrycie wiatraków w przednim spojlerze auta i pod bocznymi wlotami powietrza.

Zanim Robert Yost zaprojektował MicroCube, pracował w koncernach lotniczych i dla producentów silników, takich jak Boeing, GE Aircraft Engines i Pratt & Whitney. Zdobyte tam doświadczenie umożliwiło mu zaprojektowanie małej, superwydajnej turbiny wiatrowej. Własną firmę American Wind założył w 2012 r.

Aby dowiedzieć się więcej o projekcie MicroCube, obejrzyj wywiad wideo z Robertem Yostem nagrany na targach CES 2016 na stoisku firmy 3D Systems.

https://www.youtube.com/watch?v=NcQFRXriVDc

Robert Yost spotkał się z falą krytyki ze strony osób, które nie wierzą w jego obietnice. Aby przekonać ich do tego, że turbiny MicroCube wydrukowane na drukarkach 3D naprawdę działają i są bardzo wydajne, Robert przejedzie przez całe Stany Zjednoczone elektrycznym samochodem bez podłączania auta do gniazdka – baterie będą ładowane wyłącznie przez wiatraki MicroCube.

Transport w 2030 r.

Opracowywanie technologii umożliwiającej wytwarzanie energii elektrycznej z odnawialnych źródeł przez samochody EIVs zbiega się w czasie z intensywnymi pracami m.in. Google’a i Forda nad autami jeżdżącymi bez kierowcy. Jeśli któryś z koncernów zastosowałby obie technologie w nowym modelu samochodu, to powstałoby auto, które jest bardzo tanie w użytkowaniu.

Po wizytach na setkach stoisk na targach CES 2016 i przeprowadzeniu wielu rozmów z przedstawicielami różnych firm (m.in. Bosch, Ford, Velodyne i American Wind) nabrałem przekonania, że celem Google’a, coraz częściej ogłaszającego w mediach sensacje związane z pracami nad autonomicznym autem, jest wprowadzenie w latach 20. XXI w. do wielu miast na świecie floty samoprowadzących się samochodów wynajmowanych przez użytkowników na żądanie przez smartfony (lub urządzenia, które do tego czasu je zastąpią).

Elektryczne samochody jeżdżące bez kierowcy i wytwarzające we własnym zakresie prąd będą bardzo tanie w ekspolatacji, więc można się domyślać, że przejazdy takimi taksówkami będą oferowane użytkownikom bezpłatnie lub po bardzo niskiej cenie. Google i tak zbije majątek na tym biznesie.

Jeśli taki scenariusz się sprawdzi, Google zarobi krocie na pobieraniu opłat od reklamodawców dostarczających treści wyświetlane pasażerom podczas podróży i sprzedawaniu danych na temat reakcji na nie. Prawdziwą ceną usługi dla użytkownika będzie zwiększenie jego podatności na wyświetlane, zindywidualizowane reklamy, trafnie dobrane do kontekstu i potrzeb pasażera.

Kolejnym źródłem dochodu dla korporacji mogą być prowizje otrzymywane od punktów sprzedaży i restauracji, do których Google Cary będą dowoziły klientów i skąd będą dostarczały zamówienia. Uber i Lyft (obie firmy najpewniej snują już podobne plany), producenci samochodów, autobusów miejskich i tramwajów, a także zawodowi kierowcy, motorniczy i kurierzy mają powody do zmartwień.

Dzisiaj

Można już składać zamówienia na generatory MicroCube. Cena jednej turbiny wraz z obudową wynosi 2,6 tys. dol. netto. Pierwsze dostawy nastąpią pod koniec lata tego roku. Oprócz zastosowań w motoryzacji MicroCube mogą być częścią budynków i takich budowli jak maszty telefonii komórkowej, zapewniając im zasilanie m.in. w razie wystąpienia katastrof naturalnych i odcięcia od sieci czy w okresach wzmożonego zapotrzebowania na energię elektryczną.

Jeśli chciałbyś zadać pytania dotyczące MicroCube bezpośrednio Robertowi Yostowi, możesz je wysłać na adres robert.yost@americanwindinc.com.

www.americanwindinc.com

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły