Archiwa tagu: Japonia

Śmieciowe jedzenie?

Czy jedynym sposobem na sprzedaż żywności na masową skalę jest zamykanie jej w jednorazowych opakowaniach i znakowanie kodami kreskowymi? Czy można uniknąć produkowania setek tysięcy ton plastikowych pudełek i butelek, które po opróżnieniu stają się kłopotliwymi śmieciami? Po obejrzeniu wystawy Good Design Award 2015 w Tokio i obserwacji zachodniego trendu zero waste można nabrać wiary w to, że duża, pozytywna zmiana w branży spożywczej jest jak najbardziej możliwa.

W wielu miastach Europy i Ameryki Północnej przybywa sklepów spożywczych, w których – na wzór targów owocowo-warzywnych – jedzenie nie jest pakowane do jednorazowych, plastikowych kubków czy butelek ani owijane folią. Klienci przynoszą tam własne pojemniki lub kupują na miejscu wielorazówki i nakładają do nich zakupy: świeży nabiał, jarzyny, pieczywo, napoje, oleje, orzechy, artykuły sypkie itd. Ekozasada jest prosta: im mniej kupujemy żywności zapakowanej w tworzywa sztuczne, tym mniej śmieci trafia na wysypiska oraz do rzek, mórz i oceanów.

Z listy opublikowanej na stronie Bepakt.com wynika, że najwięcej punktów sprzedaży działających zgodnie z zasadą „zero śmieci” jest w Niemczech, Francji i Hiszpanii. Jeden taki sklep – Nagie z Natury – działa też w Warszawie.

Model sprzedaży „zero waste” jest godny naśladowania, ale czy na jego wdrożenie mogą sobie pozwolić wyłącznie niszowe sklepy, których grupą docelową są osoby przykładające szczególną wagę do kwestii związanych z ochroną środowiska i ze zdrowym trybem życia? Czy istnieje cień szansy na to, by również większe, sieciowe sklepy – nastawione na masowego klienta, dla którego ważniejsze od ekologii są niskie ceny i krótki czas spędzony w kolejce do kasy – nie przyczyniały się do powstawania lawiny śmieci i wprowadziły na półki towary sprzedawane bez opakowań?

O ile w niewielkim sklepie o wąskim asortymencie rozpoznawaniem towarów i ręcznym nabijaniem cen na kasę może się zajmować sprzedawca, o tyle trudno sobie wyobrazić handel w średnich i dużych marketach bez systemu opartego na kodach kreskowych. A te zniknęłyby, oczywiście, wraz z rezygnacją z jednorazówek. Jak pogodzić trend „zero śmieci” i wynikający z niego zanik kodów kreskowych z masową sprzedażą żywności w przystępnej cenie? Odpowiedź na to pytanie pochodzi z Japonii i brzmi następująco: technologia rozpoznawania obrazu.

BakeryScan
Skaner BakeryScan powstał z myślą o samoobsługowych japońskich piekarniach i cukierniach oferujących świeże, niepaczkowane wypieki.

O ile klienci japońskich piekarni są przyzwyczajeni do szerokiego, często urozmaicanego katalogu produktów, o tyle dla kasjerów, zwłaszcza tych rozpoczynających pracę, zapamiętanie nazw czy kodów wszystkich oferowanych wariantów pieczywa nie jest łatwe. Każdą pozycję sprzedawcy muszą nabijać na kasę ręcznie, często dochodzi do pomyłek, a to wydłuża czas potrzebny do obsłużenia klientów. Rozwiązaniem tego problemu jest przypominające biurkową lampkę urządzenie BakeryScan, które wyręcza personel w rozpoznawaniu pieczywa i ciastek przynoszonych przez klientów do kasy.

BakeryScan Good Design Award credits Trend Nomad
Fot.: Trend Nomad

Wszystkie produkty ułożone przez klienta na tacy (ta zastępuje koszyk) są jednocześnie rozpoznawane przez oprogramowanie skanera i automatycznie nabijane na kasę. Nie ma potrzeby wykładania zakupów jeden po drugim, co znacznie skraca czas spędzany przy ladzie.

Proces skanowania wypieków przez BakeryScan w jednej z japońskich piekarni (maszyna ta nie jest prototypem – to pełnowartościowy, w pełni działający system wykorzystywany w coraz większej liczbie punktów sprzedaży pieczywa w Japonii) można obejrzeć na niżej zamieszczonym filmie. Najciekawsza część wideo zawiera się w przedziale czasowym od 55 do 90 sekundy.

https://www.youtube.com/watch?v=RM5y6Sz7gYM

Na monitorze skierowanym w stronę klienta system BakeryScan wyświetla nazwy i ceny rozpoznanych wypieków. Mimo że, oczywiście, nie jest możliwe upieczenie dwóch jednakowych drożdżówek czy rogalików, to software dobrze sobie radzi z rozpoznawaniem podobnych kształtów i kolorów i niemal bezbłędnie dopasowuje je do pozycji zapisanych w systemie.

Jeśli oprogramowanie BakeryScan ma problem z identyfikacją jakiegoś wypieku, to obrysowuje go żółtą linią i prosi sprzedawcę o wskazanie właściwej pozycji. Z każdym nowym skanem system uczy się lepszego rozpoznawania obiektów.

Mimo że BakeryScan nie powstał z myślą o ochronie środowiska, lecz o ułatwieniu pracy sprzedawcom i skróceniu czasu obsługi klientów piekarni i cukierni, to urządzenie mogłoby się przyczynić do ograniczania zapotrzebowania na plastikowe opakowania znakowane kodami kreskowymi, gdyby zostało wprowadzone, wraz z niepaczkowaną żywnością, do dużych sklepów spożywczych i do nich dostosowane.

BakeryScan Hisashi Kambe credits Trend Nomad
Hisashi Kambe, prezes firmy Brain Co. Ltd. będącej producentem urządzenia BakeryScan, na wystawie Good Design Award 2015 w Tokio. Fot.: Trend Nomad

Urządzenie BakeryScan znalazłem w Tokio na wystawie stu najlepszych japońskich projektów nagrodzonych w konkursie Good Design Award 2015. Wystawę można było oglądać w centrum Tokyo Midtown w dniach od 31 października do 2 listopada br. Wszelkie pytania dotyczące BakeryScan można przesyłać na adres prezesa firmy Brain Co. Ltd. Hisashiego Kambego: kambe@bb-brain.co.jp.

www.bakeryscan.com

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły

Druk pod prąd

Era druku jest już na nami? Bynajmniej. Rozkwit druku dopiero się zaczyna. Tyle tylko, że w ciągu najbliższej dekady znaczenie tego pojęcia znacząco się rozszerzy. Powód: na masowy rynek zaczyna wchodzić elektronika drukowana. Przykład: kartonowe gogle VR Milbox Touch z dotykowym panelem sterowania wydrukowanym przy użyciu tuszu zawierającego cząsteczki srebra.

Najzwyklejsze gogle wirtualnej rzeczywistości takie jak Google Cardboard mają co najmniej dwie zalety. Po pierwsze, są dostępne dla każdego dzięki niskiej cenie detalicznej nieprzekraczającej kilkunastu dolarów. Po drugie, można je złożyć i sprzedawać w postaci płaskiej paczki. Gogle VR wykonane z kartonu są tak tanie w produkcji, a zarazem lekkie i łatwe do przetransportowania, że w listopadzie br. „The New York Times” rozesłał darmowe zestawy Google Cardboard do ponad miliona prenumeratorów papierowego wydania dziennika.

Po złożeniu zestawu do trójwymiarowej formy, wsunięciu smartfona do przedniej kieszeni, włączeniu odpowiedniej aplikacji i pierwszym zachwycie nad VR-owymi animacjami oraz 360-stopniowymi filmami i zdjęciami okazuje się jednak, że najprostsze kartonowe gogle są dokładnym przeciwieństwem pojęcia „intuicyjny interfejs”. Nawigowanie po menu VR-owej aplikacji wymaga zatrzymywania wzroku na kilka sekund na wyświetlonych przyciskach. Takie rozwiązanie wyklucza szybkie poruszanie się po wirtualnym środowisku oraz praktycznie uniemożliwia czerpanie przyjemności z jakiejkolwiek gry.

Czy kartonowe gogle sprawdzają się zatem jedynie jako jednorazowe próbki zachęcające użytkownika do zakupu znacznie bardziej zaawansowanego – i kosztowniejszego – zestawu VR od Samsunga, Oculusa, Sony czy HTC? Niekoniecznie. Model z kartonu mógłby być w pełni funkcjonalnym produktem, jeśli tylko zostałby wzbogacony o intuicyjny, dotykowy interfejs. Musiałoby się to jednak stać bez znaczącego wpływu na cenę.

https://www.youtube.com/watch?v=9kwcv003t54

Projektanci z tokijskiego studia WHITE, specjalizujący się w tematach związanych z IoT i VR, znaleźli sposób na osiągnięcie wyżej wymienionego – wydawać by się mogło nierealnego – celu. Japończycy produkują tanie panele dotykowe przy użyciu technologii sitodruku i specjalnego tuszu przewodzącego ładunki elektryczne. Swój pierwszy projekt oparty na tym pomyśle nazwali Milbox Touch.

Milbox Touch zoom credits Trend Nomad
Okrągły panel znajdujący się na prawym boku gogli Milbox Touch przenosi komendy dotykowe na ekran smartfona. Fot.: Trend Nomad

Milbox Touch to przystępne cenowo kartonowe gogle wirtualnej rzeczywistości wyróżniające się na tle konkurencyjnych modeli wyposażeniem w dotykowy interfejs użytkownika. Do wykonania panelu wykorzystano opracowaną na Uniwersytecie Meiji i zgłoszoną do opatentowania technologię Extension Sticker.

Wydrukowany układ elektroniczny przenosi komendy dotykowe – kliknięcia, szybkie i powolne przewijanie w dowolną stronę – z bocznej płaszczyzny kartonowych gogli na wyświetlacz smartfona znajdującego się wewnątrz pudełka.

Innymi słowy: dotykając bocznego panelu wydrukowanego z użyciem tuszu przewodzącego ładunki elektryczne, użytkownik może sterować aplikacją wyświetlaną na ekranie smartfona zamkniętego w goglach mimo braku bezpośredniego dostępu do samego wyświetlacza.

https://www.youtube.com/watch?v=6Fu33ykSCmk

Do wydrukowania panelu dotykowego zastosowano tutaj tusz zawierający cząsteczki srebra. Mimo że projektanci ze studia WHITE obiecują wprowadzenie na rynek zestawów Milbox Touch w przystępnej cenie, to trzeba jednak pamiętać o tym, że kilogram tuszu zawierającego Ag kosztuje obecnie co najmniej tysiąc funtów. Rewolucja na masową skalę w dziedzinie elektroniki drukowanej rozpocznie się wtedy, gdy zamiast metali szlachetnych w tuszu pojawi się grafen – według branżowego portalu EnergyHarvestingJournal.com wprowadzenie tej innowacji ma obniżyć cenę przewodzącego tuszu aż 25-krotnie.

Milbox Touch cartridge credits Trend Nomad
Wkładka zawierająca nadrukowany Extension Sticker. Fot.: Trend Nomad

Prototyp gogli Milbox Touch wraz z VR-ową wersją gry „Packman” były prezentowane na festiwalu Tokyo Design Week, który odbył się w stolicy Japonii w dniach od 24 października do 3 listopada. W 2016 r. gogle z nadrukowanym panelem dotykowym będzie można zamówić na jednym z serwisów finansowania społecznościowego. Pytania na temat zestawu Milbox Touch można przesyłać na adres studia WHITE: milbox@255255255.com.

www.milbox.tokyo

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły

Gościnność z automatu

Wyniki badań nad zmianami zachodzącymi na rynku pracy obejmują prognozy dotyczące robotyzacji wielu zawodów, m.in. recepcjonisty i kasjera. Jednak postęp technologiczny i przewidywania publikowane w mediach to jedno, a doświadczenia i potrzeby klientów to drugie. W Japonii osobiście sprawdziłem, czy pobyt w hotelu, w którym znaczna część personelu została zastąpiona maszynami, należy do przyjemności, czy raczej wpisuje się w ponurą wizję przyszłości.

Słowa amerykańskiego pisarza science fiction Williama Gibsona: „Przyszłość już tu jest, tyle że nierówno rozdystrybuowana”, Europejczykowi nigdzie nie wydają się bardziej namacalne niż w Japonii. Zapowiadane u nas na przyszłe dziesięciolecie procesy związane m.in. z robotyzacją zawodów niewymagających wysokich kwalifikacji tam już się zaczęły. W otwartym w połowie tego roku ośrodku Henn-na Hotel, znajdującym się na południowo-zachodnim krańcu Japonii, na wyspie Kiusiu, zamiast recepcjonistów gości witają roboty, bagaże są rozwożone samoprowadzącymi się pojazdami, a w pokojach na zamówienie budzenia czy prośbę o podanie prognozy pogody odpowiada sztuczna inteligencja. To, co w Europie może się wydawać dość odległą przyszłością, w Japonii już zostało zrealizowane. Oto relacja z jednodniowego pobytu w niezwykłym Henn-na Hotel, który przypomina podróż do przyszłości.

 

Miejsce

Henn na Hotel main building credits Trend Nomad
Widok z pokoju numer 128 na główny budynek Henn-na Hotel. Obecnie hotel oferuje 72 pokoje. W 2016 r. liczba ta się podwoi – trwa budowa kolejnych budynków.

Teren Henn-na Hotel – w języku japońskim nazwa ta oznacza „dziwny hotel” – graniczy z popularnym wśród Japończyków parkiem rozrywki Huis Ten Bosch. Marka japońskiego centrum rozrywki pochodzi od nazwy pałacu znajdującego się w Hadze i należącego do holenderskiej rodziny królewskiej. Japoński park jest kopią holenderskiego miasta, a właściwie zlepkiem charakterystycznych budowli z tego niewielkiego kraju. Budynki stojące w japońskim parku do złudzenia przypominają europejskie pierwowzory. Jedynie architektura nowego obiektu Henn-na Hotel z Holandią niczego wspólnego nie ma.

Huis Ten Bosch credits Trend Nomad
Teren Henn-na Hotel graniczy z parkiem rozrywki Huis Ten Bosch będącym kopią holenderskiego miasta.

Park rozrywki Huis Ten Bosch i stacja kolejowa o tej samej nazwie znajdują się półtorej godziny jazdy pociągiem od Nagasaki. Aby dotrzeć do tego miejsca z Tokio – na przełomie października i listopada odwiedziłem stolicę Japonii z uwagi na trwające tam trzy wydarzenia: festiwal Tokyo Design Week, targi Tokyo Motor Show i wystawę Good Design – udałem się w dwugodzinną podróż samolotem do miasta Fukuoka, połączoną z dwugodzinną jazdą pociągiem ze stacji Hakata do stacji Huis Ten Bosch. 28 października po godzinie 15.00 dotarłem do celu.

 

Zameldowanie w hotelu

Henn na Hotel reception desk credits Trend Nomad

Po przekroczeniu progu Henn-na Hotel gości nie witają ludzie. Zamiast nich na stanowiskach w recepcji stoją trzy roboty. Podczas mojej wizyty najmniejszy z nich – pierwszy od lewej – niestety był wyłączony. Środkowy android do złudzenia przypominający kobietę działał, ale jego oprogramowanie nie pozwalało na porozumiewanie się z nim w innych językach niż japoński. Na szczęście robot dinozaur ma również wgraną angielską wersję językową.

https://www.youtube.com/watch?v=QZFFOlKuwwc

Po podejściu do dinozaura i przywitaniu się zostałem przez niego poproszony o naciśnięcie guzika numer jeden rozpoczynającego proces zameldowania się w hotelu. Poczułem się zawiedziony tym, że z maszyną nie można się porozumiewać wyłącznie głosowo. Następnie robot poprosił mnie o wypowiedzenie imienia i nazwiska oraz o wypełnienie papierowego formularza z moimi danymi kontaktowymi i wrzucenie kartki do urny. Zaskakujące – i najbardziej rozczarowujące z całej wizyty – było to, że podczas wypełnienia dokumentu z zaplecza wyłoniła się kobieta (nie mam wątpliwości: to był prawdziwy człowiek), która poprosiła mnie o okazanie paszportu, po czym zniknęła z nim na kilka chwil. To standardowa procedura, ale nie spodziewałem się, że w takim miejscu jak Henn-na Hotel będzie ona przebiegała w tradycyjny sposób. Dokończyłem wypełnianie formularza, wrzuciłem go do urny i zgodnie z instrukcją nacisnąłem guzik numer dwa. Wówczas robot dinozaur poprosił mnie o podejście do sąsiedniego, najzwyczajniejszego automatu z ekranem dotykowym. Tam musiałem wpisać na wyświetlonej klawiaturze swoje nazwisko i potwierdzić dokonaną z góry płatność. Na koniec automat wydał mi kartę do pokoju i poinstruował, jak przed wejściem do pokoju mogę aktywować funkcję rozpoznawania twarzy – o tym udogodnieniu opowiem w jednym z kolejnych punktów.

 

Bagażowy

Henn na Hotel porter credits Trend Nomad

Obok recepcji znajdują się dwa miejsca postojowe dla samoprowadzących się wózków bagażowych. Po załadowaniu walizki do jednego z nich i naciśnięciu na tylnym panelu sterowania przycisku „Start” automat poprosił mnie o podanie na wyświetlonej klawiaturze numeru pokoju. Niestety po wykonaniu tej czynności okazało się, że mój pokój nie znajduje się w zasięgu automatycznego pojazdu. Pokój, w którym miałem spędzić noc, mieścił się w sąsiednim budynku, a samoprowadzące się roboty nie opuszczają głównego gmachu. Po raz kolejny poczułem niemałe rozczarowanie. Zależało mi jednak na obejrzeniu działania robota bagażowego, podałem więc numer apartamentu, który znajdował się w skrzydle objętym zasięgiem automatu. Po zatwierdzeniu numeru pokoju robot z walizką ruszył do celu.

https://www.youtube.com/watch?v=cgREEhMKwvU

Pojazd poruszał się wyłącznie wtedy, gdy znajdowałem się bezpośrednio za nim. Wystarczyło, że zrobiłem krok w prawo, w lewo lub do tyłu, a wózek natychmiast się zatrzymywał. Tak samo by zareagował, gdyby w bliskim otoczeniu wykrył innego człowieka. Dzięki temu można mieć pewność, że samojeżdżący wózek podczas pracy nikomu nie wyrządzi krzywdy. Maszyna porusza się jednak bardzo powoli, przez co pokonanie drogi do pokoju trwało kilka minut. Znacznie szybciej byłbym pod drzwiami, gdybym sam ciągnął za sobą walizkę. Po dojechaniu na miejsce i wyjęciu bagażu z wózka pojazd automatycznie – w równie żółwim tempie – odjechał do recepcji na swoje miejsce.

 

Wejście do pokoju

Henn na Hotel doors credits Trend Nomad
Dzięki funkcji rozpoznawania twarzy podczas wchodzenia do pokoju nie trzeba – poza pierwszym razem – przykładać karty do czytnika. Aby zamek w drzwiach się odblokował, wystarczy nacisnąć guzik „Skanuj” i spojrzeć w kamerę.

Poza typową, białą kartą zbliżeniową w Henn-na Hotel można odblokowywać zamek w drzwiach do pokoju przy użyciu skanera rozpoznającego twarze gości. O ile chęć korzystania z tej funkcji należy potwierdzić w recepcji podczas zameldowania się w hotelu, o tyle samo skanowanie twarzy odbywa się dopiero przed drzwiami do pokoju.

https://www.youtube.com/watch?v=GeUPnWhFgxo

Aby uwolnić się od konieczności noszenia przy sobie karty zbliżeniowej i korzystać z wygody otwierania drzwi za pomocą skanera twarzy, należy przed wejściem do pokoju przytrzymać dłużej kartę przy czytniku i spojrzeć w kamerę. Teraz ta czynność wydaje się prosta, ale na miejscu przysporzyła mi sporo trudności i dopiero za czwartym czy piątym razem skanowanie zakończyło się sukcesem. Z uwagi na początkowe kłopoty ze skanerem przez resztę pobytu nosiłem przy sobie kartę zbliżeniową. Nie przydała się – skaner odblokowujący zamek w drzwiach działał później jak należy – ale chciałem mieć pewność, że w razie awarii systemu nie będę miał problemów z wejściem do pokoju.

 

Asystentka Chu-Ri-Chan

Henn na Hotel Chu Ri Chan credits Trend Nomad

Po wejściu do pokoju zostałem miło powitany przez małego robota siedzącego na stoliku nocnym znajdującym się między dwoma łóżkami (mimo zarezerwowania pokoju dla jednej osoby dostałem dwójkę). Chu-Ri-Chan jest uśmiechnięta, gadatliwa i ciekawska – często rozgląda się na boki. Szkoda tylko, że mówi wyłącznie po japońsku.

https://www.youtube.com/watch?v=YT3LPXP9LGU

Aby włączyć automatycznego konsjerża, nie trzeba podchodzić do robota ani niczego naciskać – wystarczy głośno wypowiedzieć imię Chu-Ri-Chan. W angielskiej broszurze leżącej na stoliku znalazłem listę komend głosowych i wskazówki dotyczące wymowy japońskich słów. Dzięki przełożeniu japońskich wyrazów na alfabet łaciński wypowiedzenie poleceń dotyczących włączenia i wyłączenia świateł czy ustawienia budzika nie sprawia problemu. Jedynie zadawanie pytań o godzinę czy prognozę pogody przez obcokrajowców nie ma sensu – odpowiedzi zawsze padają po japońsku. Trwają prace nad wprowadzeniem angielskiej wersji językowej.

 

Pokój

Henn na Hotel standard room credits Trend Nomad
Pokój w klasie standard.

W Henn-na Hotel dostępne są trzy rodzaje pokoi: standard, superior i deluxe. Warianty różnią się od siebie przede wszystkim powierzchnią pomieszczeń i ceną za dobę. Ja zatrzymałem się w standardowym pokoju o powierzchni 21 mkw., co na warunki japońskie i tak jest ogromnym apartamentem. Pokoje superior i deluxe są większe (odpowiednio: 29 i 34 mkw.), ale poza kanapą nie różnią się wyposażeniem od pokoju w wersji standard. We wszystkich znajdują się: wanna, prysznic, umywalka, toaleta z podgrzewaną deską i kilkoma innymi funkcjami nie do odszyfrowania przez Europejczyka, a także nowoczesny i oszczędny system ogrzewania i chłodzenia pomieszczeń.

 

Wyżywienie

Henn na Hotel dining room credits Trend Nomad

Napoje, przetworzone przekąski i lody można kupić przez całą dobę w automatach znajdujących się w jadalni naprzeciwko recepcji. Z kolei pełne, smaczne i zdrowe śniadanie (to nieobowiązkowa opcja dodatkowo płatna podczas składania rezerwacji) jest podawane w restauracji Aura, w pełni obsługiwanej przez ludzi, znajdującej się w sąsiednim budynku.

 

Wymeldowanie

Henn na Hotel check out credits Trend Nomad

Wymeldowanie trwa kilka sekund. Nie trzeba rozmawiać z żadnym z robotów (szkoda!), wystarczy wsunąć kartę do automatu.

 

Przechowalnia bagażu

Henn na Hotel cloakroom robot credits Trend Nomad

W razie potrzeby przechowania rzeczy osobistych przed zameldowaniem lub po wymeldowaniu się z hotelu (w Henn-na Hotel nie można liczyć na jakąkolwiek elastyczność pod względem doby hotelowej trwającej tu od godz. 15.00 do 11.00) można skorzystać z w pełni automatycznej przechowalni bagażu.

https://www.youtube.com/watch?v=HGxyHD97U_g

Po zapłaceniu 500 jenów (ok. 17 zł) w automacie stojącym przed przechowalnią robot firmy Yaskawa wysuwa z regału jedną z wolnych szuflad i umieszcza ją w boksie za opuszczanymi drzwiami. Po ułożeniu w niej rzeczy osobistych przez klienta robot przenosi szufladę na swoje miejsce. Zaraz po tym, jak rzeczy znajdą się w bezpiecznym schowku, Yaskawa pomacha nam na pożegnanie.

 

Podsumowanie

Pobyt w Henn-na Hotel przypomina podróż do przyszłości, ale nie obyło się bez rozczarowań. Największym z nich jest to, że trzy roboty stojące na recepcji mają wyłącznie wizerunkową funkcję. O jakimkolwiek pożytku poza przyciągnięciem uwagi mediów i gości nie ma tutaj mowy. Podczas meldowania się w hotelu papierowy dokument trzeba wypełnić danymi kontaktowymi ręcznie, paszport przekazuje się człowiekowi, a karta wstępu do pokoju wydawana jest przez inny, typowy automat z ekranem dotykowym. Gadające, ruchome roboty są wizytówką hotelu, ale w najmniejszym stopniu nie ułatwiają procesu zameldowania ani wymeldowania się z niego – stojące obok standardowe maszyny z ekranami dotykowymi do tego wystarczają. Bez minispektaklu urządzanego przez dinozaura czy kobietę androida check-in trwałby znacznie krócej. Tyle tylko, że bez tej atrakcji nie byłoby czego wspominać ani o czym pisać.

Robota bagażowego mógłbym pochwalić, gdyby rozwoził bagaże do wszystkich pokoi – teraz robi to wyłącznie do skrzydła sąsiadującego z recepcją – i gdyby nie był konieczny spacer za nim w żółwim tempie. Rozumiem, że ze względów bezpieczeństwa pojazd musi się poruszać powoli, ale powinien już to robić bez asysty człowieka.

W pokoju przydatny jest mały robot rozpoznający głos. Wypowiedzenie komend: „Chu-Ri-Chan, akari-keshite” i „Chu-Ri-Chan, mezamashidokei”, po położeniu się do łóżka jest najwygodniejszym sposobem wyłączania światła i nastawienia budzika, z jakimi spotkałem się w hotelach. Oby tylko angielska wersja językowa systemu komend głosowych została szybko wprowadzona.

Bardzo wygodny jest również system rozpoznawania twarzy odblokowujący zamek w drzwiach do pokoju. Nareszcie nie trzeba szukać po kieszeniach karty ani przykładać jej do czytnika, wystarczy spojrzeć w kamerę. Nie zachwyca jedynie proces aktywacji tej funkcji – system zapamiętał moją twarz dopiero po przeprowadzeniu kilku nieudanych prób.

Dziesięć na dziesięć punktów przyznaję automatycznej przechowalni bagażu. To moim zdaniem najbardziej udany, praktyczny i zarazem najbardziej spektakularny ze wszystkich pomysłów zrealizowanych w Henn-na Hotel. Poza sprawnym wykonywaniem swoich obowiązków robot Yaskawa potrafi przyjacielsko pomachać gościom swoimi widłami. Robot wzbudza pozytywne, ludzkie emocje, których brakuje innym zainstalowanym w tym miejscu maszynom.

Zdjęcia i filmy: TrendNomad.com

www.h-n-h.jp

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły