Archiwa tagu: LAS

Kupuj i jedź

Pojawienie się pojazdów autonomicznych na ulicach miast będzie się wiązało nie tylko z przebudową modelu biznesowego producentów samochodów osobowych, lecz także ze zmianą zasad funkcjonowania logistyki, handlu detalicznego i gastronomii. Samoprowadzące się pojazdy będą bowiem czymś więcej niż taksówkami bez kierowców – przede wszystkim będą sklepami na kółkach, dostarczycielami zakupów internetowych i jedzenia czy mobilnymi biurami. 

Cytaty, zdjęcia i filmy opublikowane w tym artykule pochodzą z konferencji prasowej zorganizowanej przez koncern Toyota Motor Corporation na targach elektroniki konsumenckiej CES 2018, które na początku stycznia br. odbyły się w Las Vegas. Wykład na temat przyszłości transportu w miastach wygłosił prezes Toyoty Akio Toyoda.

Akio Toyoda, prezes Toyota Motor Corporation.

– Nie wszyscy wiedzą, że Toyota na początku swojej działalności nie wytwarzała samochodów, lecz produkowała automatyczne krosna tkackie. Mój dziadek Kiichirō Toyoda podjął decyzję o przeobrażeniu Toyoty w producenta aut. Moim celem jest z kolei przekształcenie Toyoty z koncernu produkującego samochody w firmę umożliwiającą przemieszczanie się między miejscami.

Naszymi konkurentami nie są już tylko inni producenci samochodów. To takie firmy jak Google, Apple czy nawet Facebook spędzają mi sen z powiek. Naszym kierunkiem rozwoju nie jest jednak samo oprogramowanie, lecz cała platforma, która będzie kręgosłupem usług transportowych na żądanie, autonomicznych samochodów, systemu współdzielenia aut i wielu innych usług, które chcemy wprowadzić na rynek.

Dlatego dwa lata temu założyliśmy w Stanach Zjednoczonych wspólnie z Microsoftem niezależną firmę Toyota Connected. Mamy nadzieję, że marka Toyota będzie szeroko rozpoznawalna i kojarzona z platformą umożliwiającą zarządzanie flotą pojazdów autonomicznych i wszystkimi usługami z nimi związanymi.

Chcemy, by samochód marki Toyota stał się przedłużeniem twojego smartfona i komputera – by był rodzajem osobistego asystenta na kółkach, którego predykcyjna sztuczna inteligencja będzie przewidywała twoje potrzeby.

Jednym z przykładów tych planów jest pojazd koncepcyjny e-Palette, zaprojektowany m.in. z myślą o rozwoju handlu internetowego i tego prowadzonego w świecie rzeczywistym.

Sklep na żądanie: e-Palette to mobilny butik, który samodzielnie dojeżdża do klientów.

E-Palette to jeden z pomysłów Toyoty na biznes związany z autonomicznymi pojazdami. E-Palette będzie w pełni elektryczny i prowadzony przez naszego automatycznego szofera lub – jeśli nasz partner biznesowy będzie tak wolał – przez inny system jazdy automatycznej.

Wielofunkcyjna mobilna przestrzeń: znaczenie pojęcia „transport” ulegnie zmianie. Podróż samochodem przestanie się wiązać z prowadzeniem pojazdu. Czas spędzony w aucie będzie można przeznaczyć np. na pracę.

W obu przypadkach bezpieczeństwa będzie strzegła technologia Toyota Guardian.

Jeśli sam coś wytwarzasz, będziesz mógł wynająć osobisty mobilny sklep i sprzedawać swoje rzeczy w wybranym miejscu i czasie.

Dzisiaj to my chodzimy do sklepów. W przyszłości to sklep – dosłownie – przyjedzie do nas. Zestawiając kilka e-Palette w jednym miejscu, można szybko zbudować np. centrum festiwalowe czy przychodnię. Każdy pojazd wiele razy w ciągu dnia może zmieniać swoją funkcję.

Współdzielenie przejazdów i jednoczesne dostawy towarów.

Planujemy uruchomienie pierwszych e-Palette na olimpiadzie i paraolimpiadzie w 2020 r., wraz z wieloma innymi technologiami, nad którymi pracujemy.

Innowacja w logistyce: zautomatyzowany system dostaw towarów z centrum logistycznego do miejsca docelowego.

Głęboko wierzymy, że koncept e-Palette przerodzi się w sukces. Aby go osiągnąć, powołaliśmy alians pod nazwą e-Palette Alliance łączący firmy, które chcą wspierać rozwój mobilnego e-biznesu.

Jest mi niezmiernie miło ogłosić, że pierwszymi członkami e-Palette Alliance są takie firmy, jak: Amazon, DiDi, Pizza Hut i Uber. Mazda będzie nas wspierała w ramach realizacji planu elektryfikacji pojazdów.

 

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o pojeździe e-Palette, obejrzyj czteroipółminutowe nagranie z konferencji Toyoty – wybrałem najważniejsze fragmenty prezentacji o funkcjach koncepcyjnego auta.

https://youtu.be/eV_g6KDfnWI

Możesz też obejrzeć nagranie całej konferencji prasowej z CES-u – Toyota udostępniła oficjalne wideo w wysokiej jakości dźwięku i obrazu. Nagranie trwa 30 minut.

https://www.youtube.com/watch?v=qjXYYRNEZbQ

 

Wnioski po konferencji

Do konceptów prezentowanych na konferencjach prasowych oczywiście należy podchodzić ze sporym dystansem – te są nastawione przede wszystkim na wywołanie „efektu WOW” i uzyskanie rozgłosu w mediach (nie mam nic przeciwko temu).

Raczej nie powinniśmy się spodziewać, że wkrótce na ulice naszych miast wyjadą tysiące e-Palette’ów wyglądających dokładnie tak jak obłe busy zaprezentowane w Las Vegas – ich dizajn najpewniej się zmieni. Możemy jednak czytać między wierszami.

Wyraźnie widać kierunek zmian, w którym zmierza branża motoryzacyjna: biznesu i pieniędzy upatruje się tam, gdzie można świadczyć rozmaite USŁUGI na żądanie związane z transportem ludzi i rzeczy i wykonywać je 24/7 z wykorzystaniem elektrycznych pojazdów autonomicznych.

 

Doceniasz pracę, którą włożyłem w wyjazd do Las Vegas i przygotowanie tego artykułu? Może chcesz postawić mi za to symboliczną kawę? Gdziekolwiek jesteś, możesz mi przekazać dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej.

Wszystkie zebrane darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami na tematy, których nie znajdziesz w innych mediach.

Polecane artykuły

Pięć trendów w technologiach bliskich ludziom

Na targach CES, które na początku roku odbyły się w Las Vegas, jak na dłoni było widać, w jakim kierunku podążają producenci technologii konsumenckich i ich oferta. Ale najciekawsze i tak było to, że w samym sercu największego na świecie święta elektroniki pojawiły się dyskretne oznaki buntu wobec podłączania niemal każdego urządzenia do internetu.

Wprowadzenie mowy i angażowanie zmysłu dotyku do dwukierunkowego komunikowania się z maszynami czy analiza danych generowanych przez internet rzeczy do zwiększenia wyników sprzedaży produktów dopasowanych do potrzeb każdego klienta z osobna nie są już planem na przyszłość, lecz szybko stają się standardem. I to również wśród firm, które do niedawna miały niewiele wspólnego z nowymi technologiami.

Oto trendy wytropione na jubileuszowej, pięćdziesiątej edycji targów CES. A także, już na marginesie, oznaka tego, że obok korporacji skupionych na podłączaniu niemal każdej rzeczy do internetu rodzą się biznesy oparte na obiecywaniu klientom odcięcia ich – przynajmniej częściowo – od sieci.

 

1. Głos

Na wykładzie pt. „2017 Tech Trend to Watch” poprzedzającym targi CES dr Shawn DuBravac, główny ekonomista stowarzyszenia Consumer Technology Association (to organizator targów), na pierwszym miejscu listy najważniejszych trendów w elektronice konsumenckiej wymienił interfejs głosowy.

Tech Trends to Watch by Shawn DuBravac Voice credits TrendNomad

DuBravac zwrócił uwagę na to, że mniej więcej od 2010 r., czyli od wejścia na rynek pierwszych urządzeń typu wearables, w przypadku niektórych kategorii elektroniki konsumenckiej producenci odchodzą od stosowania w niej graficznego interfejsu użytkownika. DuBravac wskazuje, że komunikacja z maszynami w coraz większym stopniu opiera się na mowie.

Tech Trends to Watch by Shawn DuBravac Vocal Computing credits TrendNomad

Na potwierdzenie tych słów nie trzeba było długo czekać. Zaledwie dwa dni później, gdy targi CES zostały oficjalnie otwarte, wielu producentów sprzętu domowego – m.in. odkurzaczy (Samsung), piekarników, lodówek, pralek i suszarek (Whirlpool), oczyszczaczy powietrza (Coway) i drukarek (Canon) – zaprezentowało produkty, które można połączyć przez wi-fi z urządzeniem Amazon Echo. To w nim „mieszka” wirtualna asystentka o imieniu Alexa mówiąca ludzkim językiem (obecnie tylko angielskim i niemieckim).

Canon and Amazon Alexa credits TrendNomad
„Alexa, wydrukuj plan zajęć” – drukarkę Canon Pixma TS8020 można obsługiwać głosem.

Alexę można głosowo poprosić m.in. o wydrukowanie dokumentu, włączenie automatycznego odkurzacza, nagrzanie i zaprogramowanie piekarnika, podanie czasu pozostałego do końca cyklu prania czy zmianę temperatury w wybranej komorze lodówki.

Amazonowa Alexa niemal zawłaszczyła na CES-ie temat interfejsu głosowego. Wątek współpracy producentów elektroniki konsumenckiej z gadatliwymi asystentami Google’a, Apple’a czy Microsoftu poruszano znacznie rzadziej.

Obecnie Alexa jest niczym więcej jak głosowym włącznikiem i wyłącznikiem, który służalczo wykonuje nieskomplikowane polecenia, na żądanie zamawia pizzę czy taksówkę, a także odpowiada na proste pytania o pogodę lub natężenie ruchu w mieście.

Ford and Amazon Alexa credits TrendNomad

A skoro o mobilności mowa, to uczynienie z Alexy stałej pasażerki samochodów swoich marek obiecały koncerny Ford i Volkswagen. Na długiej, oczywistej liście zapytań, np. o drogę do wskazanego miejsca czy – nie wiedzieć po co – sterowanie domowym oświetleniem na odległość, jedna (!) funkcja wydaje się w samochodzie naprawdę przydatna.

Podczas prowadzenia auta można poprosić Alexę o odczytanie na głos książki, której tekstową wersję pochłaniamy na swoim Kindle’u. Oczywiście Alexa rozpocznie czytanie publikacji od miejsca, w którym ostatnio przerwaliśmy lekturę e-booka.

O mniej lub bardziej przydatnych funkcjach i różnych wcieleniach Alexy mówił niemal każdy. Jej wady zostały jednak przemilczane. A tych, jak na razie, jest sporo.

Niestety, Alexa jeszcze nie rozumie znaczenia wielu komend wypowiedzianych w jednym zdaniu. Przykładowe polecenie: „Alexa, zwiększ temperaturę w pokoju, włącz muzykę i przygaś światło”, nie zadziała. Każdą prośbę trzeba wypowiedzieć osobno, zaczynając od imienia wirtualnej asystentki. Do tego Alexa nie rozpoznaje użytkowników po głosie ani nie wie, kogo z domowników powinna się słuchać w pierwszej kolejności.

Każda osoba będąca w zasięgu mikrofonów wbudowanych w urządzenie Amazon Echo może sterować połączonymi z nim domowymi urządzeniami. Teoretycznie dostęp do systemu można zabezpieczyć głosowym hasłem dostępu, ale to nietrudno przecież podsłuchać.

Firma LG zaproponowała rozwiązanie tej kwestii poprzez dodanie do urządzenia, w którym „mieszka” Alexa, technologii rozpoznawania twarzy domowników. Doszedł do tego też ekran, na którym wizualizowane są emocje cyfrowej asystentki i „mowa ciała” ruchomego korpusu robota. Tym samym porozumiewanie się z Alexą wcieloną w urządzenie LG Hub Robot zaczęło wykraczać poza komunikację werbalną.

Bez względu na formę robota wątpliwości wzbudza to, że cyfrowa asystentka nigdy nie mówi „nie”. Minie jeszcze trochę czasu, zanim Alexa zapyta o nasze samopoczucie, zacznie obliczać, co nam może dolegać, i odmówi wykonania polecenia, jeśli – na przykład – poprosimy ją o odkręcenie kaloryfera, gdy w pomieszczeniu panuje już nietypowo wysoka temperatura.

Aby inteligentny dom w pełni zasługiwał na swoje miano, konieczne będzie połączenie systemu zarządzania nim ze sztuczną inteligencją – choćby taką jak superkomputer IBM Watson (żegnajcie resztki prywatności). Podjęcie właśnie takiej współpracy niedawno ogłosiła firma EnOcean oferująca samowystarczalne energetycznie urządzenia z kategorii internetu rzeczy.

 

2. Dotyk

Dostępne obecnie na rynku ekrany dotykowe też nie do końca zasługują na swoją nazwę. W pełni dotykowe będą one dopiero wtedy, gdy po przyłożeniu opuszka palca do płaskiej powierzchni wyświetlacza poczujemy na nim nierówną fakturę – taką, jakiej obraz widzimy na ekranie, np. tkaniny, drewna czy papieru. Na CES-ie przekonałem się – dosłownie – na własnej skórze, że wrażenia dotykowe można odtworzyć na gładkim ekranie smartfona czy tabletu.

Tanvas credits TrendNomad

Dotykając płaskiego ekranu z wbudowaną technologią haptyczną opracowaną przez zespół amerykańskiej firmy Tanvas, użytkownik wyczuwa palcem m.in. drobno- czy gruboziarnistą fakturę wyświetlanych obrazów. Tanvas wywołuje wrażenia dotykowe poprzez manipulowanie siłą tarcia występującą między ekranem a przyłożonym do niego palcem. Technologia ta opiera się na kontrolowaniu oddziaływań elektrostatycznych.

Dzięki wbudowaniu w tablet czy smartfon technologii haptycznych zdjęcie piasku wyświetlane na płaskim ekranie może być drobnoziarniste w dotyku. 

Podobne wrażenia dotykowe, lecz z wykorzystaniem innej technologii, wywołuje francuski start-up HAP2U. Tu do zwiększania lub zmniejszania siły tarcia między ekranem a palcem wykorzystuje się miniaturowe generatory wibracji ultradźwiękowych.

HAP2U credits TrendNomad
Na stoisku firmy HAP2U można było poczuć fakturę rybich łusek oraz opór wirtualnych suwaków i obrotowych gałek wyświetlanych na płaskich ekranach.

Wizyty na stoiskach firm Tanvas i HAP2U były ekscytujące, ale w innej hali okazało się, że rozwój technologii haptycznych sięga znacznie dalej niż samego wywoływania wrażeń dotykowych na płaskich ekranach. Brytyjska firma Ultrahaptics zaprezentowała technologię, która pobudza zmysł dotyku w przestrzeni, i to bez potrzeby dotykania jakichkolwiek przedmiotów.

Ultrahaptics credits TrendNomad

Trzymając rękę w powietrzu i wykonując gesty nad urządzeniem firmy Ultrahaptics emitującym ultradźwięki, łatwowierne receptory dotyku znajdujące się na dłoni wyczuwają „obecność” niewidzialnego przedmiotu, np. wirtualnego guzika, jak i opór podczas jego przyciskania. Jednym z obszarów zastosowań tej technologii może być przemysł samochodowy.

Bosch haptics credits TrendNomad

Współpracujący z Ultrahaptics koncern Bosch pokazał na CES-ie prototyp samochodowego systemu rozrywki i informacji opartego w dużym stopniu na bezdotykowej technologii haptycznej i w pełni dotykowych ekranach.

Chodzi o to, by kierowca podczas prowadzenia auta nie odrywał oczu od tego, co dzieje się na drodze, i jednocześnie mógł intuicyjnie, wygodnie i bezpiecznie sterować ręką urządzeniami na pokładzie.

 

3. Wirtualna rzeczywistość jak prawdziwa

Zmysł dotyku znalazł się również w obszarze zainteresowań VR-owców. Nieco mniej oszałamiającą od dokonań Ultrahaptics, lecz nadal bardzo ciekawą technologię pokazała na stoisku Ericssona firma TACTAI.

Tactai credits TrendNomad

Naparstek Tactai Touch nakładany na koniuszek palca zapewnia wrażenie dotykania wizualizacji obiektów oglądanych w danej chwili na goglach wirtualnej rzeczywistości. Celem firmy jest zastąpienie używanych dzisiaj kontrolerów z ruchomymi przyciskami technologią dotykową.

TACTAI chce, aby interakcja ludzi z wizualizacjami przedmiotów oglądanymi w wirtualnej rzeczywistości w większym stopniu przypominała tę zachodzącą w materialnym, prawdziwym świecie.

Cerevo Taclim credits TrendNomad

Własne wersje akcesoriów do gogli wirtualnej rzeczywistości pokazała również tokijska firma Cerevo. Tu do kompletu kontrolerów trzymanych w dłoniach dołożono buty z wbudowaną technologią haptyczną.

Po założeniu butów Taclim gracz czuje pod stopami – w zależności do rodzaju podłoża wyświetlanego na goglach wirtualnej rzeczywistości – drobne drgania, jakby chodził po śniegu, piasku czy trawie.

Oprócz technologii zorientowanych na pobudzanie zmysły dotyku kolejnym wschodzącym trendem w obszarze wirtualnej rzeczywistości jest skanowanie ciała. Celem jest umieszczanie trójwymiarowych awatarów odwzorowujących wygląd prawdziwych ludzi w grach czy VR-owych mediach społecznościowych.

Bellus3D credits TrendNomad

Start-up Bellus3D pokazał na CES-ie przystawkę do smartfonów i tabletów zapisującą w kilkanaście sekund współrzędne 500 tys. punktów wyznaczanych na twarzy skanowanej osoby. Otrzymany w ten sposób trójwymiarowy model twarzy może być użyty nie tylko w VR-owych aplikacjach.

Start-upowcy widzą zastosowanie tej technologii również do potwierdzania tożsamości osób czy wirtualnego dopasowywania kolorów i rodzajów kosmetyków do makijażu na przestrzennych modelach twarzy klientów. Zwłaszcza że internetowe drogerie, choć bazujące na dwuwymiarowych zdjęciach, już działają.

 

4. Uroda pod kontrolą

Aplikacja YouCam Makeup nie jest nowa, zdążyła już zdobyć popularność na wielu rynkach, ale ja – przyznaję się – dowiedziałem się o jej istnieniu właśnie na tegorocznym CES-ie. Aplikacja służy do wirtualnego nakładania kosmetyków (m.in. pudru, szminki, cieni do powiek, farb do włosów) na selfie przechowywane w pamięci smartfonu czy tabletu lub – wykorzystując technologię rozszerzonej rzeczywistości – na obraz rejestrowany w danej chwili przez kamerę.

Najciekawsza jest tutaj możliwość zamawiania wirtualnie testowanych kosmetyków w sklepie internetowym. Jako że w gąszczu VR-u i AR-u można się pogubić, na wszelki wypadek napiszę: za prawdziwe pieniądze e-sklep przesyła pod wskazany adres prawdziwe kosmetyki. Bo wirtualne przymiarki to prawdziwy biznes.

Inny produkt – HiMirror Plus – nie jest (jeszcze) połączony z online’owym sklepem z kosmetykami. HiMirror Plus jest za to łazienkowym lustrem analizującym, po pierwsze, stan skóry twarzy i, po drugie, wpływ używanych kosmetyków na cerę.

HiMirror credits TrendNomad

Lustro wykonuje zdjęcie twarzy stojącej przed nim osoby, po czym analizuje stan jej skóry pod kątem występowania zmarszczek, cieni pod oczami, czerwonych wyprysków i wągrów, a także określa typ karnacji.

Po wykryciu problemów skórnych oprogramowanie zasugeruje rozwiązania mające na celu poprawę stanu cery. Oprócz tego oprogramowanie oceni wpływ i skuteczność stosowanych przez jakiś czas kosmetyków. Wystarczy zeskanować kod kreskowy z opakowania, by system rozpoznał i zapamiętał używany produkt.

HiMirror Plus pomaga też dopasować makijaż do warunków oświetleniowych panujących w miejscu, do którego się wybieramy. LED-owe źródło światła można przełączyć w tryb imitujący wybraną scenę: zachód słońca, słoneczny dzień, biurowe oświetlenie, centrum handlowe czy restaurację i klub.

Oprócz skóry w domowych warunkach można też ocenić stan włosów. Do tego celu ma służyć szczotka Hair Coach, produkt sygnowany markami Withings (internet rzeczy) i Kérastase (kosmetyki do włosów). W szczotkę wbudowano mikrofon, żyroskop i akcelerometr.

Hair Coach credits TrendNomad

Oprogramowanie Hair Coach określa stan włosów na podstawie analizy fal dźwiękowych rejestrowanych podczas szczotkowania. Jeśli algorytm wykryje złamania czy rozdwojone końcówki, aplikacja zainstalowana na smartfonie zasugeruje zakup odpowiednich kosmetyków.

Właśnie tutaj tkwi sedno biznesu opartego na konsumenckim internecie rzeczy: rekomendowanie i sprzedaż produktów i usług dopasowanych do każdego klienta z osobna na podstawie danych pochodzących z różnych urządzeń codziennego użytku podłączonych do sieci.

 

5. Transformacja gigantów

Co wśród wystawców obecnych na targach elektroniki konsumenckiej robią ogromna firma turystyczna oraz duży producent obuwia i odzieży sportowej? Otóż obie korporacje ogłosiły, że mocno wiążą swoje działalności z technologiami noszonymi na ciele.

Carnival, największy na świecie operator statków wycieczkowych, zarządzający ponad stoma jednostkami pływającymi pod dziesięcioma markami, zorganizował na CES-ie premierę urządzenia Ocean Medallion. Pod koniec br. zastąpi ono bilety, klucze i portfele na największym statku należącym do korporacji „The Regal Princess”. Później technologia będzie stopniowo wdrażana na pokładach kolejnych wycieczkowców.

Medallion jest wysyłany do klienta bezpłatnie przed rozpoczęciem rejsu. Dzięki urządzeniu można uniknąć stania w kolejkach do wejście na pokład czy jego opuszczenia po zakończeniu podróży – wystarczy przejść obok czujnika, by zameldować się na statku lub wymeldować.

https://www.youtube.com/watch?v=oLwImL1R26M&feature=youtu.be

Medallion automatycznie otwiera zamek w drzwiach do pokoju, umożliwia dokonywanie płatności za zakupy na statku, pamięta nasze preferencje i ułatwia realizację zamówień na dania czy napoje, składanych przez smartfona lub na ekranach dotykowych rozmieszczonych na statku. Urządzenie zawierające moduły Bluetooth i NFC można nosić jako element bransoletki czy naszyjnika lub po prostu schować je do kieszeni.

Nie było wielką niespodzianką, że amerykańska firma Under Armour oferująca odzież i obuwie dla sportowców zaprezentowała na CES-ie nową kolekcję butów z wbudowanymi sensorami ruchu (nuda). Produkty warte tutaj znacznie większej uwagi pochodzą z linii Athlete Recovery Sleepwear, która obejmuje piżamy uszyte z tkaniny pokrytej na wewnętrznej stronie bioceramicznymi cząsteczkami.

Under Armour credits TrendNomad

Nowoczesna tkanina, z której produkowane są koszulki z długim i krótkim rękawem oraz spodnie i szorty, pochłania podczas snu ciepło wytwarzane przez ciało człowieka i odbija je z powrotem w postaci fal dalekiej podczerwieni. Te wspomagają szybszą regenerację mięśni, łagodzą stany zapalne, regulują metabolizm komórkowy i wpływają na poprawę jakości snu.

 

Post scriptum

Pozostając w temacie odzieży związanej z nowymi technologiami, lecz wykraczając poza wyżej wymienione trendy, wyraźnie widoczne na targach elektroniki w Las Vegas, warto też zwrócić uwagę na produkt będący wyrazem buntu i lęków niektórych ludzi wobec lawinowo rosnącej liczby urządzeń podłączonych do internetu oraz naszego uzależnienia od życia online i nowych technologii. Chodzi o bieliznę dla mężczyzn firmy SPARTAN.

Spartan underwear credits TrendNomad
Arthur Menard, współzałożyciel i prezes firmy SPARTAN. / Arthur Menard, Co-founder and CEO at SPARTAN.

Bielizna nowej paryskiej marki została uszyta z bawełnianej tkaniny, do której dodano nitkę z czystego srebra. Metal pełni tutaj rolę tarczy ochronnej przed działaniem pól elektromagnetycznych. Według producenta tkanina nie przepuszcza 99 proc. promieniowania pochodzącego z sieci telefonii komórkowych i wi-fi.

Bielizna powstała z myślą o mężczyznach, którzy obawiają się, że promieniowanie elektromagnetyczne pochodzące z urządzeń mobilnych trzymanych w kieszeniach spodni może mieć negatywny wpływ na męską płodność. Do tego srebrna nić przeciwdziała rozwojowi bakterii, dzięki czemu można uniknąć powstawaniu nieprzyjemnego zapachu na bieliźnie.

 

Zdjęcia i filmy: TrendNomad.com. Więcej fotografii i nagrań z targów CES 2017 można znaleźć na moim koncie na Instagramie.

Doceniasz pracę, którą włożyłem w przygotowanie tekstu, zdjęć i filmów o trendach w nowych technologiach, które pojawiły się w Las Vegas na targach CES 2017? Może chcesz postawić mi za ten materiał symboliczną kawę? Gdziekolwiek jesteś, możesz mi przekazać dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. 

Wszystkie zebrane darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami, których nie znajdziesz w innych mediach.

Polecane artykuły

Ciepło inteligentnego domu

Energia cieplna wytwarzana podczas pracy wszystkich centrów przetwarzania danych na świecie wystarczyłaby do ogrzania połowy domów w Stanach Zjednoczonych. Wystarczyłaby, ale zwykle jest marnowana. Aby to zmienić, firma informatyczna Qarnot Computing wprowadza na rynek grzejniki, a w zasadzie rozproszone centra obliczeniowe Q.rad, ogrzewające budynki użyteczności publicznej i domy ciepłem wytwarzanym przez mikroprocesory wykonujące skomplikowane obliczenia.

Obecnie usługa przetwarzania danych w chmurze kupowana m.in. przez studia graficzne, banki, koncerny motoryzacyjne czy firmy badawcze jest wykonywana w dużych centrach przetwarzania danych. Znajdujące się w nich komputery podczas dokonywania obliczeń wytwarzają mnóstwo energii cieplnej i dla prawidłowego funkcjonowania wymagają pracy systemu chłodzenia. Proces ten pochłania mnóstwo energii elektrycznej.

Centra przetwarzania danych odpowiadają obecnie za zużycie około 3 proc. produkowanej na świecie energii elektrycznej. Wartość ta podwaja się co pięć lat.

Francuska firma Qarnot Computing znalazła sposób nie tylko na to, jak zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na moce obliczeniowe, lecz także na to, jak znacząco ograniczyć energochłonność takich usług. W Qarnot Computing podaż mocy obliczeniowej nie pochodzi z jednego czy dwóch dużych centrów przetwarzania danych, lecz z rozproszonej infrastruktury złożonej z tysięcy niewielkich, ściennych urządzeń Q.rad zainstalowanych w domach czy biurach i podłączonych do internetu. Te podczas wykonywania obliczeń mocno się nagrzewają i – niczym zwykłe grzejniki – oddają ciepło do otoczenia.

https://vimeo.com/150405010

Użytkownik może regulować temperaturę panującą w pomieszczeniu zarówno na cyfrowym termostacie umieszczonym na górnym panelu urządzenia, jak i zdalnie przez mobilną aplikację i stronę WWW.

Latem urządzenia zainstalowane w mieszkaniach pracują na znacznie niższych obrotach i nie generują ciepła. W gorące dni moce obliczeniowe oferowane klientom biznesowym pochodzą z urządzeń rozmieszczonych w szkołach i na uniwersytetach (te w wakacje pozostają zamknięte) oraz w budynkach znajdujących się wysoko w górach, gdzie temperatury powietrza są niższe.

Poza przetwarzaniem danych i ogrzewaniem pomieszczeń urządzenie Q.rad pełni jeszcze kilka dodatkowych funkcji. Dzięki wbudowaniu ponad 20 czujników komputer mierzy m.in. temperaturę i wilgotność powietrza w pokoju, poziomy CO2 i hałasu, stężenie lotnych związków organicznych, ciśnienie atmosferyczne czy jasność. Budynek z takimi urządzeniami zainstalowanymi w wielu pomieszczeniach natychmiast staje się smart.

Qarnot_Qrad2
Q.rad to także router wi-fi, ładowarka bezprzewodowa pracująca w standardzie Qi, podwójny port USB, pasek LED i głośnik. Obudowę z corianu oraz aluminiowy rozpraszacz ciepła można wykonać na zamówienie w dowolnym kolorze.

Dla użytkownika najważniejsze jest to, że ogrzewanie domu przestaje się wiązać z ponoszeniem jakichkolwiek kosztów. Q.rad mierzy pobór energii związany z działaniem urządzenia i co miesiąc lub co kwartał zwraca odbiorcom pieniądze wydane na jego zasilanie. Środki pochodzą od klientów biznesowych płacących za usługi przetwarzania danych.

Grzejniki Q.rad można instalować w nowych lub wyremontowanych, dobrze zaizolowanych cieplnie domach i mieszkaniach wyposażonych w łącza światłowodowe. Ze względów bezpieczeństwa oraz wydajności przesyłania danych urządzenia Q.rad wymagają przewodowego podłączenia do gniazdek ze złączem RJ45.

Po podłączeniu do gniazdek elektrycznego i internetowego Q.rad natychmiast łączy się z infrastrukturą firmy Qarnot i jest gotowy do pracy. Żywotność grzejnika jest przewidziana na okres od trzech do pięciu lat. Po upływie tego czasu urządzenie zostaje bezpłatnie wymienione na nowe.

Qarnot_Qrad3
Moc grzewcza urządzenia o wymiarach 61x67x15 cm i wadze 27 kg wynosi 500 W. Jako że Q.rad nie zawiera żadnych ruchomych części – ani wentylatora, ani dysku twardego – grzejnik nie emituje żadnych dźwięków (0 dB).

Qarnot Computing wykorzystuje najnowocześniejsze rozwiązania szyfrujące i uwierzytelniające dane. Ważne jest również to, że żadne informacje nie są przechowywane w Q.radach – w nich odbywają się wyłącznie obliczenia. W połączeniu z wysokim stopniem rozproszenia terytorialnego pracujących urządzeń chmura obliczeniowa oferowana przez firmę Qarnot jest znacznie mniej podatna na potężne cyberataki od typowych, dużych centrów przetwarzania danych znajdujących się w jednym miejscu.

Jeśli w okresie grzewczym firma Qarnot nie ma wystarczającej liczby komercyjnych klientów na moc obliczeniową, to bezpłatnie udostępnia swoje zasoby uniwersytetom. Mikroprocesory zawsze mają co obliczać, więc grzejniki pozostają ciepłe.

Qarnot oferuje urządzenia Q.rad podmiotom z sektora publicznego i firmom prywatnym zaangażowanym w tworzenie „budynków jutra”, w tym uniwersytetów, szkół, hoteli, biurowców czy domów opieki. Obecnie przyjmowane są zamówienia obejmujące co najmniej 20 sztuk Q.radów. Sprzedaż skierowana do klientów indywidualnych ruszy w 2017 r. Testy tego rozwiązania trwają od 2014 r. – ponad sto domów we Francji jest już ogrzewanych darmowym ciepłem wytwarzanym przez grzejniki Q.rad.

Qarnot Paul Benoit Credits TrendNomad com
Paul Benoit – założyciel i prezes firmy Qarnot Computing – osobiście prezentował grzejniki Q.rad na targach CES 2016, które w styczniu odbyły się w Las Vegas. Fot.: TrendNomad.com

Firma Qarnot została założona w 2010 r. w Montrouge pod Paryżem. Obecnie jej zespół składa się z 23 osób. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o działalności firmy Qarnot, możesz się skontaktować z jej prezesem Paulem Benoit, pisząc na adres: paul.benoit@qarnot-computing.com.

www.qarnot-computing.com

PS Qarnot Computing nie jest jedyną firmą wykorzystującą do ogrzewania budynków użyteczności publicznej i mieszkalnych (tych, które domyślnie nie mają serwerowni na własny użytek) energię cieplną generowaną przez rozproszone centra przetwarzania danych. Mniej lub bardziej zbliżone modele biznesowe mają takie firmy, jak: Cloud&Heat z Niemiec, Nerdalize z Holandii i Exergy ze Stanów Zjednoczonych. Ponadto istnieją już biurowce ogrzewane ciepłem pochodzącym z serwerowni pracujących na użytek firm znajdujących się w danym budynku – przykładem może być S11 Park w Zakrzewie pod Poznaniem.

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły

Elektronika z drukarki 3D

Do niedawna elektronika drukowana i druk 3D, poza słowem „druk”, nie miały ze sobą nic wspólnego. Teraz firmy takie jak Nano Dimension zaczynają łączyć obie dziedziny, co w niezbyt odległej przyszłości może doprowadzić do zmian zasad obowiązujących w globalnym łańcuchu dostaw części elektronicznych, a także tego, jakie formy i ceny są nadawane smartfonom, goglom VR czy urządzeniom wearables.

Obwody drukowane, inaczej płytki PCB (z ang. Printed Circuit Board), są podstawowymi częściami składowymi wszystkich urządzeń elektronicznych: od zmywarek i pralek po laptopy i tablety. To właśnie na płytkach PCB montuje się podzespoły elektroniczne. Wraz ze wzrostem złożoności danego układu rośnie liczba warstw płytki. Główna zielona płytka kryjąca się w smartfonie może się składać nawet z 14 czy 16 oddzielnych warstw. Jednocześnie wiele punktów znajdujących się na różnych poziomach płytki jest ze sobą połączonych.

Od dziesięcioleci nie doszło do przełomowych zmian w metodach produkcji płytek PCB. Najogólniej mówiąc, płytka pokryta warstwą miedzi i wzorem ścieżek poddawana jest obróbce chemicznej zwanej trawieniem. Wieloetapowy proces produkcyjny wiąże się z dużą ilością odpadów i nie jest przyjazny środowisku.

Płytki PCB są produkowane m.in. w Europie i Stanach Zjednoczonych, ale większość z nich powstaje w Chinach i na Tajwanie. Nawet pojedyncze czy powstające w kilku egzemplarzach prototypy wielowarstwowych obwodów drukowanych wytwarza się w Azji. Wiele zachodnich firm wysyła pliki Gerber (to format używany przez projektantów obwodów drukowanych) do fabryk znajdujących się na Dalekim Wschodzie i czeka kilka tygodni na dostawę płytek.

Drukarka DragonFly 2020 znacznie skraca czas produkcji płytek PCB. Urządzenie firmy Nano Dimension na miejscu wytwarza prototyp wielowarstwowej płytki w zaledwie kilka godzin. Nie jest to uproszczony, plastikowy model – w opatentowanym procesie druku 3D powstaje płytka PCB o przemysłowej jakości złożona z dziesięciu czy nawet większej liczby warstw i zawierająca wiele połączeń między nimi.

Nano Dimension DragonFly 2020 PCB
DragonFly 2020 drukuje płytki PCB z dwóch materiałów: jednego przewodzącego prąd (obecnie to atrament zawierający nanocząsteczki srebra, ale w przyszłości mają one zostać zastąpione nanocząsteczkami miedzi) i drugiego, izolacyjnego polimeru. Maksymalne wymiary drukowanych obwodów obecnie wynoszą 20 x 20 x 0,3 cm. Maszyna pracuje z dokładnością równą 0,01 mm.

Poza znacznym skróceniem czasu produkcji prototypów obwodów drukowanych DragonFly 2020 ma jeszcze co najmniej jedną ważną zaletę: pozwala na zachowanie własności intelektualnej wewnątrz firmy. Przedsiębiorstwa działające w przemyśle obronnym i innych wrażliwych sektorach doskonale wiedzą, że nie mogą wysyłać gerberowskich plików za granicę.

Aby dowiedzieć się więcej o elektronice drukowanej i maszynie DragonFly 2020, obejrzyj wywiad wideo ze współzałożycielem i dyrektorem działu marketingu firmy Nano Dimension Simonem Friedem. Rozmowę przeprowadziłem w styczniu br. w Las Vegas na targach CES 2016. Jeśli podstawy dwuwymiarowej elektroniki drukowanej są ci dobrze znane, pomiń, proszę, wprowadzenie, przewijając film na osi czasu do punktu 3’30.

https://www.youtube.com/watch?v=8AYHUz0HPiA

Dlaczego ma to znaczenie?

DragonFly 2020 powstał z myślą o szybkim prototypowaniu wielowarstwowych płytek PCB o przemysłowej jakości w pojedynczych lub małych ilościach wewnątrz firm, ale efekty wprowadzenia takiej drukarki na rynek mogą sięgać znacznie dalej niż tylko przyśpieszenia prac nad nowymi urządzeniami elektronicznymi. Wysokiej jakości drukarki 3D elektroniki drukowanej mają potencjał do tego, by w ciągu kilkunastu lat zakłócić działanie całego łańcucha dostaw i procesów produkcji elektroniki konsumenckiej. Zarówno azjatyckie fabryki konkurujące ceną, jak i każdy inny uczestnik biznesu związanego z elektroniką powinien uważnie obserwować ten nowy trend (i zacząć się go odrobinę obawiać).

Jeśli rozwój technologii elektroniki drukowanej przestrzennie przyniósłby znaczne obniżenie kosztów lokalnej produkcji, to Chiny mogłyby zacząć tracić pozycję światowej fabryki sprzętu elektronicznego. Niewykluczone, że spora część produkcji wróciłaby wówczas na Zachód.

Z punktu widzenia klienta zmiany mogą zajść przede wszystkim w wyglądzie elektroniki nowej generacji. Obecnie smartfony, laptopy i niektóre części urządzeń wearables są prostokątne. Ich forma wynika z czworokątnego kształtu wewnętrznych płytek PCB wytwarzanych dotychczasowymi metodami produkcji. Z wykorzystaniem urządzeń 3D drukujących elektronikę bryłom zawierającym złożone ścieżki można będzie nadawać dowolne kształty, m.in. piramidy czy kuli.

Celem jest to, by pewnego dnia wielowarstwowe płytki PCB wytwarzane na drukarkach 3D były w pełni funkcjonalne, elastyczne i miały złożony, trójwymiarowy kształt. Właśnie na taką technologię czeka branża wearables i IoT.

Drukarka DragonFly 2020 wejdzie na rynek w drugiej połowie 2016 r. Potwierdzono, że jej produkcją zajmie się światowy gigant, firma Flextronics International Ltd. Cena drukarki nie została jeszcze ujawniona, ale na pewno nie będzie to tanie urządzenie przeznaczone do domowego użytku – maszyna ma być oferowana klientom biznesowym. Poza drukarką do sprzedaży trafią atramenty zawierające nanocząsteczki metali – tu głównymi nabywcami mają być firmy działające na rynku układów RFID i paneli słonecznych.

Firma Nano Dimension powstała w Izraelu w 2012 r. Jej założycielami są: Sharon Fima, Amit Dror, Simon Fried i Dagi Ben-Noon. Spółka jest notowana na giełdzie w Tel Awiwie (symbol akcji: NNDM). Ponadto jej kwity depozytowe (tzw. ADR-y) można kupić na amerykańskim rynku pozagiełdowym OTCQX (NNDMY). Jeśli masz jakiekolwiek pytania dotyczące działalności Nano Dimension, możesz je wysłać bezpośrednio do Simona Frieda na adres: simon@nano-di.com.

www.nano-di.com

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły

Powiew zmian

Czy pod koniec lat 20. XXI w. będziemy korzystali z wygodnego, przyjaznego środowisku i bezpłatnego transportu opartego na flocie elektrycznych samochodów, które nie tylko jeżdżą bez kierowcy, lecz także samodzielnie wytwarzają prąd z odnawialnych źródeł? Właśnie do takich wniosków można było dojść podczas wizyty na targach CES 2016 w Las Vegas.

Pod koniec 2015 r. firma IDTechEx zajmująca się badaniami rynku wskazała trzy nowe megatrendy, które niedawno pojawiły się w świecie nowych technologii. Są nimi: elektryczne samochody samodzielnie wytwarzające prąd, elektronika drukowana w 3D i elektronika strukturalna.

Na styczniowych targach elektroniki konsumenckiej CES 2016 znalazłem przykłady dwóch z trzech wschodzących biznesów. Wyobraźnię najbardziej rozpalają projekty związane z elektrycznymi pojazdami, które do pokonania setek, a nawet tysięcy kilometrów nie potrzebują podłączenia do zewnętrznych źródeł zasilania.

W konceptach elektrycznych samochodów niezależnych energetycznie (z ang. energy independent electric vehicles, w skrócie EIVs) do generowania prądu najczęściej bierze się pod uwagę odnawialne źródła: panele słoneczne i miniwiatraki. Wyzwaniem jest jednak  wydajność i niezawodność takich urządzeń.

Robert Yost, inżynier lotnictwa i kosmonautyki, przekonywał w Las Vegas, że wynalazł odpowiednią do tego celu kompaktową i hiperwydajną turbinę wiatrową, która zwiększa zasięg elektrycznego auta 3-4 krotnie. To ważny krok w stronę osiągnięcia niezależności energetycznej w samochodach.

MicroCube credits Trend Nomad
Mała turbina wiatrowa wydrukowana na drukarce 3D we współpracy z firmą 3D Systems. Po wydrukowaniu ponad 20 wersji urządzenia i wprowadzeniu wielu poprawek do konstrukcji istotnie zwiększono jego wydajność. Mimo wykorzystania znacznie szybszej i tańszej metody produkcji wytrzymałość i elastyczność części, z których składa się MicroCube, jest nieodróżnialna od parametrów elementów uzyskanych metodą formowania wtryskowego. Fot. TrendNomad.com

Robert Yost twierdzi, że zaprojektowany przez niego i opatentowany wiatrak MicroCube wytwarza energię elektryczną przy wietrze wiejącym z prędkością od 2,4 do 161 km/godz. (1,5–100 mph).

Jedna mała turbina MicroCube wytwarza więcej prądu niż standardowy panel słoneczny, zajmując ułamek jego powierzchni. Zestaw miniwiatraków zajmujący tyle samo miejsca co jeden panel solarny wytwarza 18 razy więcej energii elektrycznej.

Wysoka wydajność MicroCube wynika m.in. z unikatowego kształtu i nachylenia łopat turbiny, zapożyczonych z silnika odrzutowego. Sześcian o krawędzi mierzącej niecałe 23 cm (9 cali) i wadze 4 kg (9 funtów amerykańskich) może wytwarzać do 1 kW mocy. Mimo że wielu inżynierów już wcześniej pracowało nad zwiększeniem wydajności małych wiatraków, to wygenerowanie takiej ilości energii z tak kompaktowej turbiny jak MicroCube nikomu się wcześniej nie udało.

Robert Yost zainstalował na dachu elektrycznego Forda C-Max Energi cztery turbiny MicroCube generujące w wersji mobilnej w sumie 2,8 tys. watów na godzinę. Celem Yosta jest ukrycie wiatraków w przednim spojlerze auta i pod bocznymi wlotami powietrza.

Zanim Robert Yost zaprojektował MicroCube, pracował w koncernach lotniczych i dla producentów silników, takich jak Boeing, GE Aircraft Engines i Pratt & Whitney. Zdobyte tam doświadczenie umożliwiło mu zaprojektowanie małej, superwydajnej turbiny wiatrowej. Własną firmę American Wind założył w 2012 r.

Aby dowiedzieć się więcej o projekcie MicroCube, obejrzyj wywiad wideo z Robertem Yostem nagrany na targach CES 2016 na stoisku firmy 3D Systems.

https://www.youtube.com/watch?v=NcQFRXriVDc

Robert Yost spotkał się z falą krytyki ze strony osób, które nie wierzą w jego obietnice. Aby przekonać ich do tego, że turbiny MicroCube wydrukowane na drukarkach 3D naprawdę działają i są bardzo wydajne, Robert przejedzie przez całe Stany Zjednoczone elektrycznym samochodem bez podłączania auta do gniazdka – baterie będą ładowane wyłącznie przez wiatraki MicroCube.

Transport w 2030 r.

Opracowywanie technologii umożliwiającej wytwarzanie energii elektrycznej z odnawialnych źródeł przez samochody EIVs zbiega się w czasie z intensywnymi pracami m.in. Google’a i Forda nad autami jeżdżącymi bez kierowcy. Jeśli któryś z koncernów zastosowałby obie technologie w nowym modelu samochodu, to powstałoby auto, które jest bardzo tanie w użytkowaniu.

Po wizytach na setkach stoisk na targach CES 2016 i przeprowadzeniu wielu rozmów z przedstawicielami różnych firm (m.in. Bosch, Ford, Velodyne i American Wind) nabrałem przekonania, że celem Google’a, coraz częściej ogłaszającego w mediach sensacje związane z pracami nad autonomicznym autem, jest wprowadzenie w latach 20. XXI w. do wielu miast na świecie floty samoprowadzących się samochodów wynajmowanych przez użytkowników na żądanie przez smartfony (lub urządzenia, które do tego czasu je zastąpią).

Elektryczne samochody jeżdżące bez kierowcy i wytwarzające we własnym zakresie prąd będą bardzo tanie w ekspolatacji, więc można się domyślać, że przejazdy takimi taksówkami będą oferowane użytkownikom bezpłatnie lub po bardzo niskiej cenie. Google i tak zbije majątek na tym biznesie.

Jeśli taki scenariusz się sprawdzi, Google zarobi krocie na pobieraniu opłat od reklamodawców dostarczających treści wyświetlane pasażerom podczas podróży i sprzedawaniu danych na temat reakcji na nie. Prawdziwą ceną usługi dla użytkownika będzie zwiększenie jego podatności na wyświetlane, zindywidualizowane reklamy, trafnie dobrane do kontekstu i potrzeb pasażera.

Kolejnym źródłem dochodu dla korporacji mogą być prowizje otrzymywane od punktów sprzedaży i restauracji, do których Google Cary będą dowoziły klientów i skąd będą dostarczały zamówienia. Uber i Lyft (obie firmy najpewniej snują już podobne plany), producenci samochodów, autobusów miejskich i tramwajów, a także zawodowi kierowcy, motorniczy i kurierzy mają powody do zmartwień.

Dzisiaj

Można już składać zamówienia na generatory MicroCube. Cena jednej turbiny wraz z obudową wynosi 2,6 tys. dol. netto. Pierwsze dostawy nastąpią pod koniec lata tego roku. Oprócz zastosowań w motoryzacji MicroCube mogą być częścią budynków i takich budowli jak maszty telefonii komórkowej, zapewniając im zasilanie m.in. w razie wystąpienia katastrof naturalnych i odcięcia od sieci czy w okresach wzmożonego zapotrzebowania na energię elektryczną.

Jeśli chciałbyś zadać pytania dotyczące MicroCube bezpośrednio Robertowi Yostowi, możesz je wysłać na adres robert.yost@americanwindinc.com.

www.americanwindinc.com

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły

Swobodna wirtualna rzeczywistość

Najciekawszą nowością zaprezentowaną na targach CES w dziedzinie wirtualnej rzeczywistości nie były ani długo wyczekiwana, rynkowa wersja zaawansowanych gogli Oculus Rift, ani lawina tanich, wykonanych z kartonu lub plastiku zestawów pasujących do różnych modeli smartfonów. Największą niespodzianką był dla mnie prototyp VR-owych gogli doczepionych do tabletu. Czy to zwiastun hybrydowej, cyfrowej prasy?

Zgodnie z oczekiwaniami wirtualna rzeczywistość była jednym z głównych tematów poruszanych na targach CES 2016, które na początku stycznia odbyły się w Las Vegas. Znacznie większa w porównaniu z poprzednim rokiem liczba wystawców związanych z VR-em (producentów gogli i kamer 360, twórców filmów, animacji, udźwiękowienia 3D etc.) świadczy o tym, że w najbliższych miesiącach i latach na rynku będzie przybywało profesjonalnych i amatorskich treści i urządzeń zakładanych na głowę, odcinających użytkownika od otoczenia. Można być pewnym, że VR wkracza na rynek na dobre.

Jak dotąd w mediach pojawiały się informacje o dwóch segmentach VR-owych gogli i dedykowanym im produkcjom. Po pierwsze, bardzo często mówi się o urządzeniach najwyższej klasy, przypisanych obecnie firmom HTC, Sony i wspomnianej Oculus, z zaawansowanymi akcesoriami służącymi do poruszania się po wirtualnej przestrzeni. Po drugie, liczne doniesienia dotyczą najtańszych zestawów do VR-u wykonanych z kartonu czy plastiku, wymagających połączenia ze smartfonem, o bardzo uproszczonym interfejsie użytkownika. W obu kategoriach, poza dwukrotnie wyższą od zapowiadanej ceną detaliczną zestawu Oculus Rift (ostatecznie wynosi ona 599 dol.), większego zaskoczenia w Las Vegas nie było. Pojawiła się za to, choć bez spektakularnej prezentacji, a przez to bez echa w mainstreamowych mediach, trzecia kategoria VR-u. I odmieniła moje wyobrażenia o niedalekiej przyszłości prasy i wirtualnej rzeczywistości.

inVRse zoom credits Trend Nomad
Podczas oglądania VR-owych treści na tablecie dolna część ekranu staje się panelem dotykowym służącym do nawigowania po wirtualnej przestrzeni.

Niemal nikt związany z branżą wirtualnej rzeczywistości nie brał dotąd pod uwagę wyświetlania VR-owych treści na tabletach. Kto chciałby nosić duży, ciężki ekran na głowie? Mimo że na pierwszy rzut oka tablety wydają się bezużyteczne w przypadku łączenia ich z goglami wirtualnej rzeczywistości, to właśnie na tym polu natrafiłem na największą dla mnie niespodziankę. I poczułem, że to początek nowego etapu rozwoju cyfrowej prasy i ebooków.

inVRse David Nelson credits Trend Nomad
David Nelson, menedżer projektów specjalnych w laboratorium MxR Lab (to część Institute for Creative Technologies, założonego w 1999 r. przez amerykańskie wojsko na Uniwersytecie Południowej Kalifornii), gdzie bada się sposoby i technologie poprawiające płynność interakcji człowieka z komputerem. David Nelson, zanim zainteresował się VR-em, był producentem i reżyserem, nagradzanym za filmy długometrażowe i dokumentalne, teledyski i spoty reklamowe. David zajmuje się opowiadaniem historii od ponad 20 lat.

Badacze z laboratorium Mixed Reality (MxR) Lab zaprezentowali na stoisku organizacji IEEE swój pomysł na to, by VR-owych treści nie trzeba było oglądać na mniej lub bardziej zaawansowanych goglach zakładanych na głowę i odcinających użytkownika od otoczenia, lecz można je było oglądać od czasu do czasu przez soczewki doczepione do górnej części tabletu. W tym przypadku treści w formacie wirtualnej rzeczywistości nie są głównym punktem przekazu, lecz stanowią jego uzupełnienie. Czytając tekst na tablecie, wystarczy zbliżyć gogle do oczu, by obejrzeć dodatkową VR-ową wizualizację lub film 360.

Projekt gogli doczepianych do górnej części tabletu nosi nazwę inVRse, a nowy, hybrydowy format łączący tekst, zdjęcia, filmy i dźwięki z VR-owymi animacjami i wideo 360 oraz dotykowy interfejs nazwano swobodną wirtualną rzeczywistością (z ang. casual virtual reality).

Gdy prototyp VR-owych gogli inVRse doczepianych do górnej części tabletu zostanie skomercjalizowany, na rynku mediów pojawi się nowy, hybrydowy format łączący tekst, zdjęcia, dźwięk i filmy 2D z VR-owymi treściami i wideo 360.

Jeśli pomysł opracowany przez zespół MxR Lab przyjmie się na rynku, to VR-owe animacje i filmy 360 trafią m.in. do cyfrowej prasy, e-podręczników czy przewodników turystycznych. Tym samym wirtualna rzeczywistość przestanie być odrębnym doświadczeniem niezależnym od innych mediów, lecz będzie szła w parze ze standardowymi treściami wyświetlanymi na tabletach, do których czytelnicy zdążyli się już przyzwyczaić. To dobra wiadomość zarówno dla wydawców, jak i reklamodawców i odbiorców.

https://www.youtube.com/watch?v=wN35LbpymBw

Aby dowiedzieć się więcej o projekcie inVRse, zachęcam do obejrzenia nagranego na CES-ie wywiadu wideo z Davidem Nelsonem, menedżerem projektów specjalnych w laboratorium MxR Lab. David opowiedział mi m.in. o tym, że w niedalekiej przyszłości wirtualna rzeczywistość stanie się ważną częścią dziennikarstwa, ale jednocześnie zaznaczył, że tylko niektóre treści zostaną przeniesione do świata VR-u. Zdradził również, że komercjalizacja projektu inVRse powinna nastąpić w ciągu roku.

Jeśli masz jakiekolwiek pytania do Davida Nelsona dotyczące projektu inVRse, możesz wysłać do niego mejla na adres dnelson@ict.usc.edu.

Zdjęcia i wywiad wideo: TrendNomad.com

www.mxrlab.com

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły

Raport: media 2020

Periscope, Meerkat, YouTube 360, Milk VR. Te aplikacje nie mają nawet roku, a już można je postrzegać jako zwiastun poważnych zmian, które w najbliższych latach zajdą na rynku mediów. Którzy gracze będą się liczyli w 2020 r.? Na przykład ci, którzy połączą w jedną platformę funkcje wszystkich wymienionych serwisów, czyli stworzą aplikację służącą do wyświetlania wideo transmitowanego na żywo na goglach wirtualnej rzeczywistości.

Jak możemy przeczytać w raporcie przygotowanym przez Cisco, do 2019 r. „urządzenia podłączone do internetu przez wi-fi i sieci komórkowe będą odpowiadały za 66 proc. globalnego ruchu w sieciach IP. (…) 80 proc. ruchu internetowego będzie generowane przesyłem treści wideo, w porównaniu do 64 proc. w 2014 r., i to bez wliczania wymiany plików w sieciach peer-to-peer. (…) Między 2014 a 2019 r. ruch w sieciach mobilnych wzrośnie dziesięciokrotnie”.

Czy wideo, które za kilka lat będzie odpowiadało za cztery piąte ruchu w sieci, będzie takim samym wideo, jakie znamy dzisiaj? Niekoniecznie. Świadczą o tym rodzące się właśnie trendy, które po wejściu do głównego nurtu – a może się to stać bardzo szybko – odmienią to, jak rozumiemy takie pojęcia, jak: internet, wideo czy serwis społecznościowy.

„Format jest przekazem”

Na konferencji LeWeb, która w grudniu 2014 r. odbyła się w Paryżu, Ben Huh – założyciel i prezes firmy Cheezburger specjalizującej się w publikowaniu memów – wygłosił prelekcję na temat ewolucji mediów. Zaprezentowana prognoza objęła nie tylko dane dotyczące tego, ile czasu tygodniowo za pięć i za 25 lat odbiorcy będą spędzali na konsumowaniu różnych mediów, czy tego, jakie nowe formaty wejdą do głównego nurtu. Ben Huh podzielił się również wskazówkami, jak stworzyć firmę mediową, która przetrwa lata.

https://www.youtube.com/watch?v=jYOVd0kt-3w

Zachęcam do obejrzenia całego nagrania – film trwa 20 minut, jest dostępny wyłącznie w języku angielskim – lub do zapoznania się z zamieszczonym niżej podsumowaniem najważniejszych idei. Poznanie kluczowych elementów wystąpienia Bena Huha ułatwi zrozumienie kolejnych części raportu.

Ben Huh Cheezburger LeWeb 1

„Marshall McLuhan, teoretyk komunikacji, jest autorem tezy: »Medium jest przekazem« [innymi słowy: charakter środka komunikacji ma większy wpływ na odbiorcę niż sama przekazywana wiadomość – red.]. W przeszłości było to proste. Format był przypisany do konkretnego nośnika. Jeśli chciałeś poczytać, otwierałeś książkę lub gazetę. Dzisiejszy hardware nie jest już równoznaczny z formatem. Dostępne teraz urządzenia odczytują wszystkie formaty – zamiast pionowych silosów mamy do czynienia z poziomą konkurencją. Chcę powiedzieć: format jest przekazem”.

Ben Huh Cheezburger LeWeb 2

„Tydzień składa się ze 168 godzin. Przy założeniu, że śpimy przez osiem godzin dziennie, jesteśmy aktywni przez 112 godzin tygodniowo. Obecnie mieszkańcy krajów rozwiniętych spędzają niemal 80 godzin tygodniowo na konsumowaniu różnych mediów. Pomyśl, ile powierzchni widocznych w twoim polu widzenia jest pokrytych pikselami. W tym momencie wpatrujesz się w ekran [większość uczestników konferencji LeWeb przez cały czas ma przed sobą włączony laptop, tablet lub smartfon – red.]. Z biegiem lat będziemy patrzyli na coraz więcej pikseli”. Jak możemy odczytać z wykresu, w 2020 r. średni czas przeznaczany na konsumpcję różnych mediów wyniesie ok. 90 godz. tygodniowo. Według Bena Huha „w 2038 r. przez 112 godzin tygodniowo, czyli bez przerwy, będziemy konsumowali jakieś media. To oznacza, że swój udział w rynku mogą mieć nowe firmy mediowe i formaty. Nigdy nie byliśmy w lepszym momencie na tworzenie mediów”.

Ben Huh Cheezburger LeWeb 3

„Przez ostatnie 50 lat wszyscy oglądali te same treści w telewizji. Miliony ludzi poznały ten sam kontekst kulturowy. Obecnie powstaje wiele platform służących do opowiadania własnych historii. Coraz więcej osób bierze udział w procesie prezentowania tego, kim i jacy jesteśmy, poprzez tworzenie kontentu. Jesteśmy tacy, jakie są udostępniane przez nas treści”.

Ben Huh Cheezburger LeWeb 4

„Gdy producenci elektroniki wprowadzają na rynek nowe urządzenia, udział w rynku zyskują ci, którzy wiedzą, jak tworzyć nowe formaty. Ci, którzy wytwarzają treści na nośniki starszej generacji, nie potrafią ich komponować na nowe urządzenia. W świecie wirtualnej rzeczywistości wydawców gazet czekają trudne czasy. Z drugiej strony, wydawcy gier mają największe biblioteki środowisk 3D. Firmy z obu branż potrzebują siebie nawzajem, by zrozumieć, jak najlepiej wykorzystać nowe medium do budowy formatu służącego do opowiadania historii. Same gry nie zbawią wirtualnej rzeczywistości, musi powstać coś lepszego”.

Ben Huh Cheezburger LeWeb 5

„Jeśli chcesz być wielką firmą mediową, twórz znakomite treści – to możesz zrobić już dzisiaj. Jeśli jednak chcesz zbudować imperium mediowe, coś, co przetrwa próbę czasu, musisz stworzyć własny format. Nie chodzi o posiadanie go w dosłownym znaczeniu, ale o wytyczenie ścieżki, by ludzie utożsamiali twoją firmę z nowym formatem. Pamiętaj, że żaden format nie trwa wiecznie. Upewniaj się co pięć lat, czy nadal jesteś innowacyjny”.

Wideo na żywo

Który format obecnie zdobywa uznanie odbiorców? Wśród użytkowników smartfonów rozproszonych po całym świecie bardzo szybko popularne stają się aplikacje społecznościowe służące do nadawania i oglądania na żywo amatorskiego wideo. Przykład: Periscope, kupiony przez Twittera na początku 2015 r. za niemal 100 mln dol.

Periscope

Na stronie Periscope.tv można przeczytać następujący opis aplikacji: „A gdyby tak zobaczyć protesty na Ukrainie z perspektywy jednego z uczestników? Albo obejrzeć wschód słońca z balonu unoszącego się nad Kapadocją? Może to szalone, ale chcieliśmy stworzyć coś, co przypominałoby teleportację. Miejsca, w których nas nie ma, można poznawać na wiele sposobów. Naszym zdaniem najlepszym z nich jest relacja wideo na żywo. Zdjęcie bywa warte więcej niż tysiąc słów, ale to dzięki relacji wideo na żywo można przenieść się w inne miejsce i dokładnie je obejrzeć”.

https://www.youtube.com/watch?v=6mp4RkxvE0g

„Wall Street Journal” przygotował film objaśniający to, jak działa Periscope. Każdy może bezpłatnie pobrać Periscope (iOS, Android) na swojego smartfona i zacząć na żywo transmitować obraz ze swojej kamery – widzami będą ludzie z całego świata. Oczywiście można też oglądać transmisje nadawane przez innych użytkowników serwisu. Transmisje wybiera się z listy dostępnych w tym momencie scope’ów (właśnie tak są tu nazywane pionowe wideo) lub klikając w dowolny czerwony punkt na mapie. Tak jak w innych serwisach społecznościowych można dodawać użytkowników do listy obserwowanych osób i być przez nich obserwowanym, pisać komentarze czy dawać lajki, w tym przypadku przez dotknięcie wyświetlacza w dowolnym miejscu.

„Poznawaj świat z czyjejś perspektywy” – brzmi hasło Periscope. Patrz na świat okiem zwykłego człowieka, a nie z perspektywy kamer należących do wielkich koncernów mediowych. Teraz to możliwe.

Meerkat, serwis konkurencyjny i starszy o kilka tygodni od Periscope (oba oficjalnie wystartowały w marcu 2015 r.), kilka dni temu ogłosił, że aplikację można połączyć z zewnętrzną GoPro. Sportowcy, którzy noszą na sobie miniaturowe kamery tej marki i publikują na YouTubie nagrania ze skoków spadochronowych, zjazdów na nartach czy ślizgów na desce surfingowej, teraz mogą transmitować swoje wyczyny na żywo.

Jak czytamy na oficjalnym blogu Meerkata, nadawcy mogą również „zapraszać swoich widzów na wizję – użyczany czas antenowy trwa do 60 sekund. Jest to prosty, ale skuteczny sposób budowania głębszych relacji międzyludzkich”.

„Transmisja do” odbiorców przekształciła się w „transmisję z” odbiorcami. To pierwszy krok w kierunku realizacji długofalowej wizji live streamingu partycypacyjnego.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o Meerkacie, obejrzyj wywiad dziennikarki CNN z założycielem i prezesem firmy Benem Rubinem. Aplikację można pobrać z App Store i Google Play.

https://www.youtube.com/watch?v=FlFmpRqkfMA

Czy nadawanie live streamingu jest popularne tylko wśród osób, które są świadkami lub uczestnikami wyjątkowych wydarzeń? Nie – tego typu narzędzia są wykorzystywane również, a może przede wszystkim, do relacjonowania codzienności. Nastolatkowie używają w tym celu aplikacji YouNow (chyba nikt nie przypuszczał, że młodzi ludzie zatrzymają się na poziomie Snapchata?), opisywanej jako „Live Stream Video Chat”. Nadawców wyszukuje się tu po hashtagach. Po wpisaniu na przykład #sleepingsquad na ekranie pojawi się lista kilkunastu lub kilkudziesięciu transmisji tego, jak ktoś… śpi. Widzów przyciągają nawet ci nadawcy, którzy przed zaśnięciem wyłączyli światło. Jeśli masz mniej niż 18 lat, jesteś tu mile widziany (iOSAndroid). Jeśli jesteś starszy, to pewnie się zastanawiasz, dlaczego ludzie mieliby streamować swoje życie. A dlaczego od dekady wrzucają najróżniejsze treści na Twittera czy Facebooka?

Aplikacje typu Periscope i Meerkat już wzbudzają kontrowersje dotyczące naruszania prywatności czy ochrony praw autorskich. Przykład: stacja HBO zawiadomiła Periscope o naruszaniu praw autorskich przez użytkowników, którzy streamowali premierowe odcinki „Gry o tron”. W najbliższych miesiącach w mediach będzie się pojawiało mnóstwo publikacji na podobne tematy.

Filmy sferyczne 360˚

Aparaty fotograficzne i kamery wideo rejestrują obraz wycinka przestrzeni znajdującej się przed obiektywem. Jak dotąd oczywiste było to, że fotograf czy reżyser decyduje o wyborze kadru. Czy tak będzie zawsze? Zdjęcia i filmy zarejestrowane w 360-stopniowej perspektywie mogą zburzyć ten porządek. W przypadku wykorzystania kamery 360˚ rola filmowca może się ograniczyć do ustawienia kamery w miejscu, z którego nic nie zasłania widoku dookoła obiektywu. To widz samodzielnie zdecyduje o tym, w jakim kierunku będzie patrzył podczas oglądania filmu – w dowolnym momencie może spojrzeć w górę, w dół czy na boki. Zupełnie tak, jakby to on był operatorem kamery na planie zdjęciowym. Jeśli nie będzie spoglądał w odpowiednim kierunku w odpowiednim czasie, to przegapi główną akcję. Oglądanie filmów sferycznych przypomina nieco grę RPG. Z tą różnicą, że akcja dzieje się w prawdziwym świecie.

Gdzie można obejrzeć filmy sferyczne? Chociażby – od marca 2015 r. – na YouTubie. Wideo 360˚ wchodzi już do głównego nurtu – na udostępnianie teledysków w tym standardzie zdecydowały się już takie gwiazdy popkultury jak Björk czy Fort Minor. O tym, jakie możliwości dają filmy sferyczne 360˚, najlepiej się przekonać, oglądając film przygotowany przez australijską linię lotniczą Qantas. Film zamieszczony pod tym akapitem wymaga odtwarzania na urządzeniu mobilnym w aplikacji YouTube. Jeśli czytasz ten tekst na laptopie lub komputerze stacjonarnym, to nie zobaczysz spektakularnego efektu 360˚. Otwórz tę stronę na smartfonie lub tablecie działającym na iOS-ie lub Androidzie z aktualną wersją YouTube’a i kliknij w ten link – zostaniesz przeniesiony do mobilnej aplikacji YT. Jak tylko włączy się film, zacznij poruszać swoim urządzeniem w różne strony – obraz będzie się przesuwał zgodnie z ruchem twojej ręki. Wstań i, trzymając przed sobą urządzenie, powoli obróć się wokół własnej osi. Doświadczysz wrażenia, jakbyś był w sercu akcji i rozglądał się po okolicy. Zobaczysz m.in. lądowanie samolotu z perspektywy pilota, obejrzysz malowniczą wyspę Hamilton z helikoptera, popływasz na rafie koralowej, odpoczniesz w luksusowym hotelu itd. Po obejrzeniu wciągającego filmu pamiętaj o powróceniu na tę stronę – przed nami jeszcze kilka punktów. Wszystkie pozostałe filmy zamieszczone w tym artykule można oglądać na dowolnym urządzeniu.

https://www.youtube.com/watch?v=lJype_TafRk

Oprócz oglądania filmów 360˚ na smartfonie czy tablecie możliwe jest również samodzielne nagrywanie i publikowanie filmów sferycznych. Obecnie na YouTubie można publikować filmy w technologii 360° nagrane następującymi modelami kamer: Giroptic 360camIC Real Tech AllieKodak SP360 i Ricoh Theta.

Kodak cameras CES 2015 credits Trend Nomad
Kamerę Kodak SP360 (w środku) zaprezentowano w styczniu 2015 r. na targach CES w Las Vegas. Fot.: Trend Nomad

Prawdziwy świat a wirtualna rzeczywistość

Jeśli film promocyjny linii lotniczych Qantas oglądany na mobile’u wywarł na tobie wrażenie, to pomyśl o uczuciu, jakie towarzyszyłoby ci podczas oglądania tego samego klipu na urządzeniu, które po założeniu na głowę zasłoniłoby ci obraz rzeczywistości. Mógłbyś się całkowicie zanurzyć w sferycznym nagraniu, niemal „teleportować” na wyspę leżącą na Oceanie Spokojnym. Obraz przesuwałby się wraz z ruchami twojej głowy. Czysta fantazja? Odległa przyszłość? Nie, to technologia wirtualnej rzeczywistość (VR) zaadaptowana do wyświetlania filmów nagranych w prawdziwym świecie. Idea samego VR-u nie jest nowa, ale dopiero teraz technologia umożliwiająca realizację tego konceptu staje się dostępna dla każdego. W czystej postaci VR dotyczy wyświetlania środowisk wygenerowanych od początku do końca komputerowo, ale coraz częściej potoczne znaczenie tego pojęcia obejmuje również wyświetlanie na goglach wirtualnej rzeczywistości zdjęć i filmów sferycznych zarejestrowanych w realu.

https://www.youtube.com/watch?v=7T9Dv1aLMbw

Lubisz „Gwiezdne wojny”? Zobacz na ich przykładzie, jak wygląda przenoszenie historii opowiadanych dotąd na nieruchomym ekranie do świata wirtualnej rzeczywistości. Aby na własne oczy przekonać się, jak działają gogle VR, nie trzeba od razu wydawać kilkuset złotych na urządzenie Samsung Gear VR ani czekać do pierwszego kwartału 2016 r. na rynkowy debiut gogli Oculus Rift (w 2014 r. firma Oculus została kupiona przez Facebooka za 2 mld dol.). Na pierwszy kontakt z VR-em wystarczy pudełko Google Cardboard, kosztujące od 10 do 20 dol., oraz smartfon o przekątnej ekranu od 4,5 do 5,5 cala i dostęp do internetu.

https://www.youtube.com/watch?v=SxAj2lyX4oU

Wspomniane wcześniej 360-stopniowe filmy sferyczne dostępne na YouTubie również już można wyświetlać na goglach wirtualnej rzeczywistości (obraz podzieli się na dwa pola, po jednym dla lewego i prawego oka) na smartfonach działających na Androidzie. Użytkownicy urządzeń marki Apple muszą poczekać na aktualizację YouTube’a. Bez wątpienia za kilka lat YouTube będzie ogromną biblioteką filmów sferycznych i VR.

Ponadto pojawia się coraz więcej takich serwisów jak YouVisit, umożliwiających odbywanie wirtualnych podróży. Jeśli masz już swój zestaw do VR-u, polecam pobranie tej aplikacji (iOS, Android) i przeniesienie się na chwilę do Rzymu czy Machu Picchu. Serwis umożliwia również odwiedzenie gmachów uczelni, restauracji i hoteli, a nawet oglądanie sferycznych zdjęć ze ślubów. Dobrze zapowiada się też usługa Google Expeditions, która ma służyć dzieciom w wieku szkolnym do celów edukacyjnych.

https://www.youtube.com/watch?v=mlYJdZeA9w4

Uruchomienie platformy Milk VR z kontentem przystosowanym do wyświetlania na goglach VR w styczniu 2015 r. na targach CES zapowiedział Samsung. Nieco wcześniej Volvo wydało aplikację służącą do odbywania wirtualnych jazd próbnych samochodem XC90. Z kolei w Salt Lake City powstaje The Void – centrum gier, po którym będzie można biegać w specjalnym kombinezonie i hełmie wirtualnej rzeczywistości.

https://www.youtube.com/watch?v=cML814JD09g

Jednak najważniejszą siłą napędową technologii wirtualnej rzeczywistości nie będą edukacja, turystyka czy gry. Będzie nią przemysł pornograficzny. W 2010 r. na stronie CNN pojawił się artykuł pt. „W świecie technologii, pornografia wytycza po cichu ścieżkę rozwoju” wyjaśniający tę zależność. Cyt.: „Od prasy drukarskiej po aparaty fotograficzne, od usług pay-per-view po nagrywarki kaset – wszystkie te urządzenia były najszybciej wykorzystywane przez miłośników pornografii – zarówno tych zawodowych, jak i amatorów. (…) Takie innowacje, jak: streaming video, internetowe płatności kartami kredytowymi czy technologia Flash, powstały w celu rozpowszechniania i sprzedawania treści dla dorosłych”.

Z informacji prasowej wydanej przez serwis pornograficzny Naughty America dowiadujemy się, że pierwsze porno przygotowane do odtwarzania na goglach wirtualnej rzeczywistości jest już dostępne online. Widz może wybrać, czy chce oglądać film z perspektywy kobiety, czy mężczyzny. Serwis Complex nagrał reakcje ludzi na pierwszy kontakt z pornografią w VR. Bez obaw – poniższy film nie zawiera pornograficznych treści, pokazywane są w nim wyłącznie mieszane reakcje widzów na to, co widzą na goglach.

https://www.youtube.com/watch?v=hLqVxC6JWIM

2020

Wielki Brat patrzy? W 2020 r. każdy będzie Wielkim Bratem – wystarczy, że wybierze punkt na mapie, a zobaczy to, co się dzieje w wybranym miejscu. Na żywo, w VR, w ultrawysokiej rozdzielczości. Każdy będzie mógł też zostać wideoreporterem. Użytkownicy serwisów livestreamingowych będą polowali na sceny, które natychmiast przyniosą im oglądalność i popularność wśród odbiorców rozproszonych po całym świecie. Jeśli zdobędą rozgłos, będą zarabiali na użyczaniu streamingowanych filmów wielkim koncernom mediowym. Kwoty płacone celebrytom za lokowanie produktów w ich transmisjach osiągną astronomiczną wysokość. Kilka lat później nawet sceny hollywoodzkich filmów będzie można oglądać w wirtualnej rzeczywistości z dowolnej perspektywy. Miliony osób, zamiast poznawać wspólny kontekst kulturowy, będą bezustannie opowiadały własne historie. Teza Bena Huha: „Jesteśmy tacy, jakie są udostępniane przez nas treści”, jeszcze nigdy nie była bliższa prawdy.

PS Jeśli jesteś medioznawcą lub prawnikiem i chciałbyś porozmawiać o takich aplikacjach jak Meerkat czy Periscope, proszę, napisz do mnie mejla: michal@trendnomad.com. Chętnie przeprowadzę z tobą wywiad m.in. na temat tego, do jakich celów mogą być wykorzystywane broadcasty – darmowy dostęp do streamingu ma swoją ukrytą cenę. Transmisję naszej rozmowy oczywiście będzie można oglądać na żywo w internecie.

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły

Wycieraczki się zmyły

Samoprowadzące się samochody do poruszania się po ulicach nie potrzebują ani kierowcy, ani wycieraczek na szybach. Czy autonomiczne pojazdy nie tylko pozbawią pracy zawodowych kierowców, lecz także doprowadzą do bankructwa dostawców niektórych części?

Jeśli prognoza zamieszczona w raporcie przygotowanym przez Business Insider Intelligence się spełni, to już w 2020 r. po drogach będzie jeździło ok. 10 mln samoprowadzących się aut, przy czym największy przyrost w badanym okresie nastąpi w roku 2019. Nasilanie się takiego trendu w kolejnych latach wiązałoby się m.in. ze zmianą stylu życia i struktury wydatków osobistych użytkowników autonomicznych pojazdów, a także z opracowaniem od nowa budżetów miejskich przeznaczanych na transport publiczny. Z jednej strony, nastąpiłby spadek zapotrzebowania na miejsca parkingowe, a z drugiej, pojawiłaby się potrzeba wyznaczenia na jezdniach dodatkowych pasów służących do zatrzymywania się na chwilę. Nie bez znaczenia dla rozwoju aglomeracji byłyby również wzrost komfortu i skrócenie czasu podróży do odległych dzielnic.

https://www.youtube.com/watch?v=DYTV4d-Gn0s

Korzyści wynikających z takiego technologicznego przeskoku może być bardzo wiele: od zmniejszenia liczby wypadków – a zatem spadku liczby ofiar śmiertelnych i rannych na drogach, a co za tym idzie ograniczenia wydatków na pogotowie, medycynę ratunkową czy rehabilitację – przez zmniejszenie korków, ograniczenie poziomu zużycia energii i zanieczyszczenia powietrza w miastach, po narodziny nowych modeli biznesowych opartych na bardzo tanich dostawach towarów (żywności, ubrań, mebli, by wymienić zaledwie kilka z nich) wykonywanych przez autonomiczne auta należące do firm kurierskich (polecam lekturę artykułu: „Rafał Brzoska chce stworzyć z Uberem system szybkich dostaw towarów”). Jeśli będziemy mogli często – nawet kilka razy dziennie – zamawiać online świeże składniki do przygotowania posiłków wraz z dostawą, to konieczność przechowywania zapasów żywności na kilka dni znacznie się ograniczy, a to z kolei wywrze wpływ na potrzeby dotyczące rozmiarów i wyposażenia kuchni.

Nie obejdzie się bez skutków ubocznych: tysiące, jeśli nie miliony zawodowych kierowców na całym świecie straci zatrudnienie, zakłady ubezpieczeniowe odnotują znaczny spadek liczby klientów, do budżetów miast wpłynie mniej środków pochodzących z mandatów (autonomiczny pojazd nie przekracza limitów prędkości), a dojazd do biura zacznie być wliczany do czasu pracy i będzie przeznaczany na wypełnianie służbowych obowiązków (jeszcze zatęsknimy za próżnowaniem i słuchaniem muzyki w korku). Zmiany mogą również boleśnie dotknąć producentów niektórych części samochodowych, wydawać by się mogło niezbędnych podczas jazdy samochodem.

https://www.youtube.com/watch?v=uCezICQNgJU

Prototypy autonomicznych samochodów zaprezentowane w ostatnim czasie przez Mercedesa i Google’a znacznie się od siebie różnią i są skierowane do innych grup docelowych. Pierwszy koncept dotyczy wyobrażeń na temat luksusu przyszłości i został opracowany z myślą o najzamożniejszych klientach, których będzie stać na zakup ekskluzywnego auta. Drugi to miejski samochód, który najpewniej zasili floty takich korporacji jak Uber, oferujących przewozy osób, czy firm kurierskich specjalizujących się w wykonywaniu szybkich dostaw niewielkich przesyłek ze sklepów czy restauracji.

Mimo że bryła Mercedesa F 015 Luxury in Motion jest hiperfuturystyczna, to w jego wnętrzu rozmieszczenie foteli zostało oparte na planie znanym od wieków z karety. Pasażerowie, tak jak dawniej w pojeździe zaprzęgowym, mogą siedzieć naprzeciwko siebie.
Mimo że bryła Mercedesa F 015 Luxury in Motion jest hiperfuturystyczna, to w jego wnętrzu rozmieszczenie foteli zostało oparte na planie znanym od wieków z karety. Pasażerowie, tak jak dawniej w pojeździe zaprzęgowym, mogą siedzieć naprzeciwko siebie.

Z myślą o osobach czujących dyskomfort podczas podróżowania tyłem do kierunku jazdy, a także tych przywiązanych do dwudziestowiecznych technologii czy lubiących własnoręczne prowadzenie auta w Mercedesie F 015 Luxury in Motion przewidziano możliwość obrócenia przednich foteli w stronę deski rozdzielczej, chwycenie kierownicy i przejęcie kontroli nad maszyną. Ale jeśli właśnie pada deszcz, to kierowcę czeka niemałe zaskoczenie: w samochodzie nie zainstalowano wycieraczek.

Google Car Design Of the year credits Trend Nomad
Makieta autonomicznego samochodu Google, zwycięzcy tegorocznej edycji konkursu Design of the Year 2015 w kategorii Transport.

To nie może być niedopatrzenie owładniętych wizją przyszłość projektantów Mercedesa, bowiem wycieraczek także nie zainstalowano na szybach Google Car. Można pomyśleć, że w przypadku prototypu z Mountain View brak wycieraczek na szybach może wynikać z niewielkiej ilości deszczu padającego w Kalifornii latem, czyli w okresie testowania autonomicznego auta, ale po dokładnym obejrzeniu wiernej makiety można nabrać pewności co do fałszywości tej tezy. Projektanci Google Car doskonale zdają sobie sprawę ze zmiennych warunków pogodowych. Tradycyjnych wycieraczek jednak nie brakuje, ale zostały one zainstalowane wyłącznie na dachu, a ściślej mówiąc – na kogucie, w którym mieszczą się czujniki skanujące otoczenie pojazdu. Niewielkie gumowe pióra nie służą do wycierania przedniej czy tylnej szyby, lecz do usuwania wody z kopuły, by praca aparatury pomiarowej przebiegała bez zakłóceń. Pióra wycieraczek zainstalowanych na kogucie wyraźnie widać na makiecie Google Car prezentowanej w Design Museum w Londynie na wystawie „Design of the Year 2015”.

Google Car wipers Design Of the Year credits Trend Nomad

Jeśli samoprowadzące się samochody przeznaczone na masowy rynek będą miały zainstalowane na dachach koguty mieszczące aparaturę skanującą otoczenie, to producenci wycieraczek mają szansę przetrwać, choć z pewnością zmieni się skala ich działalności. Jeśli jednak spełni się wizja prezentowana przez Mercedesa – z tylnej części dachu F 015 wystaje jedynie niewielka płetwa, nie ma tu ani jednego gumowego pióra, a o dobrą widoczność podczas jazdy w deszczu najprawdopodobniej dba system oparty na ultradźwiękach zapożyczony od myśliwców – to producenci tradycyjnych wycieraczek samochodowych będą musieli opracowywać dla siebie plan B. Dostawców innych ruchomych części samochodowych – kierownic, skrzyń biegów, wskaźników prędkości, wszelkich wihajstrów – nad którymi rozciąga się widmo spadku zamówień, może być zresztą znacznie więcej. Z drugiej strony, usługi, które będą się mogły rozwijać dzięki wkroczeniu na drogi autonomicznych samochodów, dopiero się narodzą.

Mercedesa F 015 miałem przyjemność oglądać w styczniu br. w Las Vegas na prezentacji przeprowadzonej przez Dietera Zetschego, prezesa zarządu Daimler AG i szefa Mercedes-Benz Cars, zorganizowanej w ramach targów CES, a makietę Google Car obejrzałem w kwietniu br. w londyńskim Design Museum na wystawie pt. „Design of the Year 2015” – można ją oglądać do 31 marca 2016 r.

Zdjęcia: TrendNomad.com

Google Car
Mercedes-Benz

Spodobał Ci się artykuł? Postaw mi za niego kawę. Możesz przekazać mi dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. Wszystkie darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami.

Polecane artykuły