Archiwa tagu: upcykling

Stacja: recykling

Na wydarzeniach takich jak tegoroczne Biennale Architektury w Wenecji i w mediach coraz częściej mówi się o potrzebie przetwarzania materiałów. A jak wygląda recykling w rzeczywistości? Aby to sprawdzić, wybrałem się 90 km za Warszawę do dużej stacji demontażu pojazdów. Tam jak na dłoni widać, że recykling to nie piękne idee, lecz twardy, międzynarodowy biznes, który musi przynosić zysk. Idealistów w tej branży jest niewielu. Na szczęście poznałem jednego z nich.

O tym, jak w praktyce wygląda recykling zużytych pojazdów i dokąd trafiają używane części samochodowe, oraz o tym, co się stanie z biznesem recyklingowym, gdy w przyszłości zaczną się psuć wchodzące teraz na rynek samochody elektryczne, a wkrótce również te autonomiczne, rozmawiam z Bartoszem Bieleckim – inżynierem środowiska, współwłaścicielem dużej stacji demontażu pojazdów i współtwórcą marki artystycznego wyposażenia wnętrz wykonywanego z części samochodowych.

RECON Bartosz Bielecki credits TrendNomad

TrendNomad.com: Jakie auta trafiają do stacji demontażu pojazdów?
Bartosz Bielecki: Do polskich stacji demontażu pojazdów trafiają „zużyte lub niedające się do użytku”, około piętnastoletnie lub powypadkowe samochody osobowe, ciężarówki, pojazdy dostawcze i motorowery. Ich właścicielom nie opłaca się już naprawiać tych pojazdów, wolą kupić sobie nowsze modele.

Czy ktoś, kto chce oddać samochód do stacji demontażu pojazdu, musi za to zapłacić?
Nie. Ustawa zobowiązuje każdą taką stację do nieodpłatnego przyjęcia pojazdu. W praktyce, z uwagi na dużą konkurencję na rynku – w Polsce działa między 700 a 800 stacji demontażu – to my płacimy osobie zostawiającej u nas auto. Stawki zaczynają się od 100 zł.

Wersja 2

Co się dzieje z pojazdem, który przekroczy bramę stacji?
Wyjmujemy z niego wszystko, co tylko da się przetworzyć. Prawo zobowiązuje nas do tego, by 95 proc. masy pojazdu zostało zagospodarowane. My robimy to w 98 proc.

Po pierwsze, od 50 do 60 proc. masy demontowanych u nas samochodów stanowią części, które nadają się do ponownego użycia. Innymi słowy: można je sprzedać na rynku używanych części samochodowych w niezmienionej – pomijając ich oczyszczenie, skatalogowanie i opisanie – postaci. Ale jesteśmy wyjątkiem, bowiem w większości polskich stacji demontażu odzyskuje się od 10 do 20 proc. masy pojazdów.

Najczęściej odzyskiwane są całe silniki lub ich fragmenty i skrzynie biegów. Niekiedy do sprzedaży i ponownego użytku nadają się też opony, elementy karoserii czy wyposażenie wnętrza. Sprawdzamy każdą część. Gdybyśmy sprzedali klientowi felerny towar, toby do nas nie wrócił. Jeśli coś nie działa, wyraźnie to oznaczamy.

RECON dismantle credits TrendNomad

Po drugie, około 30 proc. masy samochodów trafia do recyklingu. Tak się dzieje np. z karoseriami, które po spłaszczeniu trafiają do huty. Tam się je przetapia i odzyskuje z nich stal. Niestety to energochłonny proces, związany z powstawaniem wielu odpadów. Z kolei stare opony mieli się na granulat i wykorzystuje jako składnik do budowy dróg czy wytwarza się z nich np. pachołki drogowe.

Ponowne użycie części w niezmienionej formie to najczystszy sposób ich zagospodarowania. Natomiast przetwarzanie materiałów – np. sprasowanie i przetopienie metalu czy zmielenie i uformowanie na nowo plastiku – pochłania mnóstwo czasu, energii i pieniędzy.

Po trzecie, do 10 proc. masy pojazdu trafia do tzw. odzysku energetycznego. Czyli do spalenia w piecu.

Po czwarte, z dwoma, czasami trzema procentami masy samochodów nie mamy co zrobić. Nie ma odpowiednich firm dysponujących instalacjami do przeprowadzania recyklingu, np. odpadów wielomateriałowych czy klocków hamulcowych zawierających azbest.

Do tego prawo zabrania ponownego używania m.in. katalizatorów, poduszek powietrznych i pasów bezpieczeństwa. Jeśli nie zgłosi się po nie żaden artysta, który wykorzysta je do działalności twórczej, trafiają one do zakładu zagospodarowującego takie odpady.

RECON body transportation credits TrendNomad

Dokąd sprzedawane są używane, sprawne części samochodowe?
Jeszcze dwa lata temu 80 proc. naszych obrotów pochodziło ze sprzedaży detalicznej na wewnętrznym, polskim rynku, a tylko 20 proc. z eksportu. Teraz te proporcje są odwrotne.

Ponad połowa handlu używanymi częściami samochodowymi w Polsce odbywa się teraz w szarej strefie. Nie jesteśmy w stanie osiągnąć poziomu obowiązujących w niej cen. By przetrwać, musieliśmy znaleźć nowe rynki zbytu. Teraz znakomitą większość używanych części eksportujemy poza Unię Europejską.

Używane części sprzedajemy do wielu krajów Afryki. Największym odbiorcą jest tam ponad 170-milionowa, rozwijająca się Nigeria. Ważna jest też dla nas środkowa Azja. Chłonnymi rynkami są byłe republiki Związku Radzieckiego: Uzbekistan, Kazachstan, Tadżykistan, Turkmenistan, Kirgistan.

RECON DHL credits TrendNomad

Dlaczego wybraliście właśnie te kraje?
Po tamtejszych drogach nadal jeżdżą samochody, których Europejczycy albo już się pozbyli, albo właśnie się ich pozbywają. Większość pojazdów ma tam ponad 15 lat i, oczywiście, wymagają wymiany części.

W Polsce zapomnieliśmy już o drogach w fatalnym stanie, ale w Afryce to nadal norma. Ponadto nie ma tam nawyku przeprowadzania przeglądów ani wymiany olejów. Nie dba się o stan silników ani zawieszenia. Często trzeba wymieniać szybko zużywające się podzespoły.

RECON engines credits TrendNomad

Zamożny Zachód dba o stan samochodów, ale w całości wymienia je na nowe, gdy zepsuje się w nich jedna część. Z kolei w Afryce nie dba się o auta, ale się je naprawia, bo tak wychodzi znacznie taniej. Czy dobrze zrozumiałem?
Właśnie tak. Trzeba też pamiętać o tym, że mechanicy w Afryce rzadko potrafią określić, która dokładnie część, np. silnika, się zepsuła, ani nie posiadają narzędzi do tego, by wykonać pełną diagnostykę samochodową. Wymieniają więc cały silnik. Na ten używany, który w częściach przyjechał z Europy.

Przeciętny mieszkaniec Afryki jeździ samochodem, który w jego kraju jest popularny, i każdy mechanik potrafi go naprawić.

Popularność danej marki samochodowej na danym rynku jest też echem czasów kolonialnych. Przykładowo, po byłych koloniach francuskich jeżdżą głównie samochody marek Peugeot, Citroën i Renault.

Niedawno zamożniejsi mieszkańcy Afryki zaczęli kupować samochody japońskie i amerykańskie. Cztero-, pięcioletnie, z automatyczną skrzynią biegów. Problem się zaczyna, gdy takie auto ulega awarii. Nikt nie potrafi go naprawić. Samochód, który wymaga nieosiągalnej tam diagnostyki komputerowej, stoi unieruchomiony.

RECON engine credits TrendNomad

Czy używane części trafiają też do Chin?
W Chinach obowiązuje zakaz importu używanych części samochodowych. Chińczycy kupują za to mnóstwo złomu. Produkują z niego stal, którą m.in. sprzedają z powrotem do nas. Chłoną też tworzywa sztuczne.

Polska jest największym importerem samochodów używanych w Europie. Czy to oznacza, że jesteśmy też największym eksporterem używanych części samochodowych do Afryki i Azji?
Nie. Jeszcze więcej części trafia tam prosto z Europy Zachodniej. Po niemieckich, francuskich, holenderskich czy hiszpańskich drogach nadal jeździ wiele dziesięcioletnich i starszych samochodów. Niektórzy kierowcy zwyczajnie je lubią, innych nie stać na nowsze modele i jeżdżą nimi, aż – według europejskich standardów – staną się bezużyteczne. Niedługo po tym, jak trafią do zachodnioeuropejskiej stacji demontażu pojazdów, opuszczają Stary Kontynent w postaci używanych części samochodowych.

RECON warehouse credits TrendNomad

A stare samochody, które są jeszcze na chodzie, trafiają z zachodniej do centralnej Europy?
Tylko ich część. W Belgii, Holandii, Niemczech czy we Francji pracują ludzie, którzy wyszukują starsze samochody konkretnych marek. Kupują je, ładują na statek i wysyłają do Afryki. Z tego powodu niektóre modele solidnych samochodów używanych prawie nie trafiają już do Polski.

Są też takie modele używanych samochodów, które przez ostatnią dekadę w dużych ilościach ściągano do naszego kraju. Na Zachodzie już ich praktycznie nie ma, a tu zaczynają być wymieniane na nowsze modele. Nie trafiają do stacji demontażu pojazdów, bowiem nadal są na chodzie. Polscy handlarze używanymi samochodami, którzy kiedyś sprowadzali auta z Niemiec, teraz wywożą te same pojazdy z naszego kraju do portów w Hamburgu czy Antwerpii.

Używane mercedesy czy volkswageny, które w ciągu ostatniej dekady trafiły do Polski, teraz na lawetach jadą w drugą stronę.

Mam znajomego, który miesięcznie wywozi z Polski 10 samochodów, a sprowadza jeden, góra dwa. Na autostradach w stronę Niemiec widać lawety zapełnione starymi samochodami. Oczywiście one nie zostają na Zachodzie. Z tamtejszych portów trafiają drogą morską do Afryki.

(Rozmowę przerywa dzwoniący telefon, Bartosz odbiera połączenie i mówi po polsku)
(…) Tak, eksportujemy używane części samochodowe. Miesięcznie do Afryki i Azji wysyłamy 20 kontenerów. (…) Skąd pan jest? Senegal! Świetnie! Zapraszamy do współpracy! Do widzenia!

Od kiedy Senegalczycy mówią po polsku?
Niektóre Polki, które wyjeżdżają pomagać do Afryki, po jakimś czasie wracają do kraju z nowymi partnerami. Ci uczą się tutaj języka polskiego i otwierają swój biznes, oparty np. na handlu samochodami i częściami zamiennymi.

RECON car parts credits TrendNomad

Czy na każdą używaną część silnika, skrzyni biegów i zawieszenia znajdzie się kupiec?
Nie, nie na każdą. Na niektóre części nie ma klientów. Nie dlatego, że są one gorszej jakości, tylko dlatego, że pochodzą z samochodów, którymi nikt na świecie już nie jeździ. Teoretycznie takie części powinny trafić do huty i zostać przetopione. Ale – jak już wspominałem – to pochłonęłoby mnóstwo energii.

Aby zagospodarować niechciane części w inny sposób, rok temu stworzyliśmy z żoną markę [REC.ON]. Z części, które nie napędzą już żadnego pojazdu, po dokładnym ich oczyszczeniu, zespawaniu i polakierowaniu, wykonujemy lampy, stojaki, wieszaki, stoliki i stoły. Warsztat, w którym powstają przedmioty codziennego użytku naszej marki, znajduje się na terenie stacji demontażu pojazdów.

RECON Paulina Bartosz Bielecki credits TrendNomad

Zatrudniamy dwóch emerytowanych spawaczy. To rzemieślnicy z prawdziwego zdarzenia, z ponadczterdziestoletnim stażem pracy. Wystarczy, że powąchają metalowe części i od razu wiedzą, czym i jak je ze sobą trwale zespawać. Praca z wysokogatunkową stalą, z której wykonane są części samochodowe, wymaga wielkiego doświadczenia i dokładności.

Czy tacy fachowcy mają komu przekazać swoją wiedzę?
Nie. W Polsce brakuje szkół zawodowych, a te, które kształcą spawaczy, uczą pracy na maszynach półautomatycznych. Gdy w przyszłości zabraknie u nas fachowców do w pełni ręcznego wykonywania produktów marki [REC.ON], być może przeniesiemy produkcję do Afryki. Tam też nie ma świetnych spawaczy, ale chcielibyśmy nauczyć młodych ludzi cennych umiejętności i zapewnić im pracę za godne wynagrodzenie.

Czy wejście na rynek samochodów elektrycznych spowoduje za kilka lub kilkanaście lat jakiekolwiek zmiany w biznesie związanym z recyklingiem pojazdów?
Recykling samochodów elektrycznych nie różni się zasadniczo od przetwarzania pojazdów o napędzie konwencjonalnym. Używany akumulator jest sporo warty. Na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie chciał go odkupić i przetworzyć. Problem leży zupełnie gdzie indziej.

Producenci samochodów wykorzystują do budowy aut coraz więcej materiałów kompozytowych. Elementy deski rozdzielczej już teraz wykonuje się z trzech, czterech różnych mieszanin tworzyw sztucznych. Rozdzielanie ich na grupy, by można je było przetworzyć, jest bardzo czasochłonne, a wartość rynkowa uzyskanych w ten sposób materiałów jest bardzo niska. Dlatego deski rozdzielcze najczęściej nie trafiają do recyklingu, lecz do odzysku energetycznego, czyli do spalenia.

Samochód elektryczny, aby był lekki i przez to miał większy zasięg, w dużym stopniu jest zbudowany z wielu kompozytów, które trudno rozdzielić i przeznaczyć do recyklingu.

Czy kierunki handlu używanymi częściami zmienią się około 2030 r., gdy zamożny Zachód zacznie się pozbywać zużytych, pierwszych samochodów autonomicznych?
Może do tego dojść. Ale nawet jeśli Zachód nagle przestawiłby się na samochody autonomiczne – choć taka zmiana nie zajdzie przecież w jednym momencie – kraje rozwijające się i tak znajdą dostęp do części samochodowych starszej generacji. Zaczną u siebie produkować zwykłe samochody i części zamienne albo sprowadzą je z Indii czy Chin.

Dzisiaj w fabrykach w Uzbekistanie produkowany jest ten sam model samochodu, który po Europie jeździł w latach 70. Po lekkim liftingu, ale – co u nas nie mieści się w głowie – nadal bez poduszek powietrznych. To stary Opel Kadett, na bazie którego stworzono nieco później Daewoo Nexię.

RECON Paulina Bielecka credits TrendNomad

Samoprowadzące się samochody potrzebują łączności z siecią 5G, a ta nie będzie przecież dostępna w każdym miejscu na świecie.
Będziemy musieli wymyślić, co zrobić z używanymi częściami, które działają tylko w samochodach samojeżdżących. Raczej nie sprzedamy ich do krajów rozwijających się.

Może producenci samochodów autonomicznych od razu na etapie ich projektowania zaplanują, co zrobić z częściami i materiałami po ich zużyciu?
Teoretycznie od dawna każdy samochód sprzedawany w Unii Europejskiej jest tak zaprojektowany, by niemal w całości nadawał się do recyklingu. Na papierze i na konferencjach prasowych wygląda to świetnie.

W praktyce, gdy zwracam się do producenta samochodów z prośbą o dostarczenie instrukcji demontażu wybranych części, jestem odsyłany z kwitkiem albo dostaję dokument, z którego nic nie wynika. Jest to o tyle niezrozumiałe, że przepisy zobowiązują producentów samochodów do udzielania takich informacji podmiotom zajmującym się recyklingiem aut.

RECON umbrella credits TrendNomad

Koncerny samochodowe nie mają interesu w tym, by przetwarzać, odzyskiwać i sprzedawać używane części, bo na nich nie zarabiają. Wolą produkować i sprzedawać nowe części. Elektryczne czy autonomiczne samochody tego nie zmienią. Biznes to biznes.

Zdjęcie główne: Max Zieliński
Zdjęcia nr 2–13: TrendNomad.com

Doceniasz pracę, którą włożyłem w wyjazd do stacji demontażu pojazdów oraz w przygotowanie tego wywiadu i zdjęć? Może chcesz postawić mi za ten materiał symboliczną kawę? Gdziekolwiek jesteś, możesz mi przekazać dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. 

Wszystkie zebrane darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami, których nie znajdziesz w innych mediach.

Polecane artykuły

Architekci vs. śmieci

Czy ograniczenie zużycia materiałów i recykling są jedynymi możliwymi sposobami radzenia sobie z lawiną śmieci? Czy architekci i projektanci mogą się przyczynić do ograniczenia produkcji odpadów? A może nawet mogą zrobić w tej kwestii coś więcej? Odpowiedzi na te pytania szukałem – i je znalazłem! – na 15. Biennale Architektury w Wenecji i na wystawach odbywających się w ramach XXI Triennale w Mediolanie.

Znakomita większość wystaw odbywających się w ramach trwającego w Wenecji Biennale Architektury jest poświęcona zagadnieniom związanym z architekturą zaangażowaną społecznie. Alejandro Aravena, dyrektor tegorocznego Biennale, pod hasłem „Reporting from the front” zmotywował architektów z całego świata do zmierzenia się z poważnymi problemami, w których rozwiązywanie, delikatnie mówiąc, większość z nich nie jest na co dzień zaangażowana: migracje, zanieczyszczenie, katastrofy naturalne czy niedobór mieszkań, by wymienić zaledwie kilka.

Tematem, który pojawia się na wystawach w Wenecji wyjątkowo często, są śmieci. Wątek walki z nadmiarem odpadów pojawia się w Wenecji tuż po przekroczeniu progu wystaw głównych odbywających się w Arsenale (patrz: zdjęcie główne) i ogrodach Giardini.

Aranżację dwóch wystaw wprowadzających wybudowano ze stu ton odpadów pozostałych po zdemontowaniu ubiegłorocznego Biennale Sztuki. Alejandro Aravena  wykorzystał 10 tys. mkw. płyt gipsowo-kartonowych i zbudował z nich ściany wystawy. Elementy zwisające z sufitu to z kolei powyginane metalowe profile z odzysku.

Pomysłów na rozwiązanie problemów – lub chociaż podjęcie prób – związanych z lawiną śmieci jest znacznie więcej niż tylko ponowne wykorzystanie odpadów. Zapraszam na oprowadzanie po wybranych wystawach zorganizowanych w ramach Biennale Architektury oraz – choć tam śladowo, bowiem w znacznie mniejszym stopniu poświęconego projektowaniu zaangażowanemu – XXI Triennale w Mediolanie.

 

I Ograniczenie zużycia materiałów nieodnawialnych

Tak jak spektakularne sklepienia gotyckie budowla The Armadillo Vault – będąca główną częścią wystawy „The Beyond Bending” – stoi stabilnie dzięki swoim cechom geometrycznym. Jej ekspresyjna forma wynika z tych samych zasad budowlanych, które w przeszłości kształtowały architekturę katedr wznoszonych z kamienia, ale – oczywiście – uaktualnionych o możliwości nowoczesnych, cyfrowych metod modelowania i produkcji.

Armadillo Vault1 credits TrendNomad

Armadillo Vault to przykład tego, jak można oszczędzić materiały i energię potrzebne do wzniesienia budynku, a tym samym obniżyć koszty jego budowy, dzięki zrozumieniu, jak na obiekty architektoniczne działają siły ściskające. Pogłębienie wiedzy o prawach fizyki przekłada się na tworzenie projektów budynków o nieregularnych kształtach, które można wykonać z materiałów znacznie bardziej przyjaznych środowisku niż stal.

Armadillo Vault2 credits TrendNomad

Mimo pierwszego wrażenia, jakie można odnieść po obejrzeniu realizacji, projekt Armadillo Vault nie jest wynikiem romantycznej fascynacji gotykiem, lecz powstał z krytycznego podejścia do architektury „free form”. Armadillo (z ang. pancernik) nie ma niczego wspólnego z lśniącymi powierzchniami budynków, które wymagają stosowania konstrukcji podtrzymujących (a zatem wyprodukowania, transportu i użycia większej ilości materiałów, dodatkowych nakładów pracy i wyemitowania wielu zanieczyszczeń). Tutaj nie ma rozróżnienia na elementy konstrukcyjne i części nadające budowli formę – one jednocześnie są jednym i drugim.

Dzięki głębszemu zrozumieniu tego, jak w trzech wymiarach działają siły ściskające, można wyeliminować z konstrukcji nadmiar stali, oszczędniej gospodarować zasobami naturalnymi i stosować w budownictwie najzwyklejsze materiały, na przykład kamień.

Stojąca bez jakichkolwiek zbrojeń, podpory czy spoiwa budowlanego ekspresyjna forma Armadillo Vault zaprzecza przekonaniu o tym, że wzniesienie budynku o skomplikowanych kształtach musi się wiązać z niewydajnym użyciem materiałów.

Armadillo Vault4 credits TrendNomad

Rozpiętość konstrukcji złożonej z 399 wapiennych elementów – tzw. klińców – wynosi 16 m, a grubość „puzzli” to zaledwie 5 cm.

Armadillo Vault3 credits TrendNomad

Wapienne elementy zostały wykończone tylko z jednej strony. Wewnętrzna strona pozostała surowa i szorstka, a zewnętrzna warstwa przypomina – zgodnie z nazwą instalacji – gładką skorupę pancernika.

https://vimeo.com/167868985

Praca Armadillo Vault powstała w wyniku współpracy The Block Research Group działającej na Politechnice Federalnej w Zurychu z inżynierami z firmy Ochsendorf DeJong & Block i kamieniarzami z firmy The Escobedo Group. Po zakończeniu Biennale Architektury budowla zostanie rozebrana na części i przeniesiona w inne miejsce.

 

II Przetwarzanie śmieci

– Czy architektura może się przyczynić do zmniejszenia ilości śmieci trafiających na wysypiska? Czy architektura może mieć związek z procesem przetwarzania odpadów? – pytają w filmie wprowadzającym do wystawy „Let’s talk about garbage” jej twórcy: architekt Hugon Kowalski i krytyk architektury i kurator Marcin Szczelina.

Lets Talk about Garbage1 credits TrendNomad

Wystawa „Let’s talk about garbage”, będąca rozwinięciem pracy dyplomowej Hugona Kowalskiego o przetwarzaniu śmieci przez milion mieszkańców bombajskich slumsów Dharavi, opowiada o tym, co dzieje się z wyrzucanymi przedmiotami: jak są zbierane, sortowane, przetwarzane i ponownie używane, między innymi do celów budowlanych.

Tutaj recykling, upcykling (przetworzenie odpadów, w wyniku którego powstają produkty o wartości wyższej niż wartość samych materiałów) czy projektowanie produktów, które z góry są przeznaczone do pełnego przetworzenia, są odpowiedziami na problemy związane z globalną nadprodukcją śmieci.

Lets Talk about Garbage2 credits TrendNomad
Mapa nielegalnego handlu śmieciami – niektóre odpadki trafiają na inny kontynent. Takie kraje jak Chiny czy Indie importują je, bowiem przetwarzanie materiałów nadających się do ponownego użycia i elektrośmieci bogatych w cenne metale jest sposobem na szybki zarobek.

„Zazwyczaj myślimy o śmieciach w kategoriach czegoś złego. Czegoś, czego powinniśmy wytwarzać jak najmniej. Takie podejście wiąże się z ograniczaniem konsumpcji i potrzebą wytwarzania przedmiotów, które działają jak najdłużej” – czytamy na wystawie.

Lets Talk about Garbage3 credits TrendNomad

– Śmieci nie powinny być jednak traktowane jak odpady, których trzeba się pozbyć, lecz jako źródło zasobów blisko powiązanych z przemysłem, a nawet kulturą.

– Główną myślą tej wystawy jest zdanie, które usłyszeliśmy w Indiach: „W Europie ludzie wszystko wyrzucają do plastikowych worków i zapominają o tym, co właśnie wyrzucili. W Indiach otwieramy te worki i traktujemy znajdujące się w nich przedmioty jak zasób, który można do czegoś użyć” – dodają autorzy.

Lets Talk about Garbage4 credits TrendNomad

Istnieją różne sposoby zbierania odpadów i technologie ich przetwarzania. Jednak aby uczynić recykling bardziej wydajnym, odpady trzeba przede wszystkim odpowiednio sortować, zarówno na wstępnym etapie, przeprowadzanym w gospodarstwach domowych i fabrykach, jak i w samych sortowaniach śmieci.

Jako przykład godny naśladowania Kowalski i Szczelina wskazują japońskie miasto Kamikatsu, określane jako zeroodpadowe. Odpadki są tam dzielone na 34 grupy. W mieście nie ma śmieciarek, a mieszkańcy samodzielnie przywożą swoje śmieci do centrów przetwarzania.

Obecnie tylko 20 proc. śmieci z Kamikatsu trafia na wysypiska, 80 proc. odpadów jest przetwarzane. Celem lokalnych władz jest zmniejszenie pierwszej liczby do zera do 2020 r.

Mieszkańcy Kamikatsu przyzwyczajali się do nowych zasad przez jakiś czas, ale już je zaakceptowali i traktują je jako coś normalnego.

Lets Talk about Garbage5 credits TrendNomad
– Ludzie wyrzucają wszystko do czarnych toreb i udają, że to, co dzieje się z ich śmieciami, już nie jest ich problemem – ta teza znalazła swoje odzwierciedlenie w czarnej frontowej ścianie, za którą ukryto wystawę „Let’s talk about garbage”, pełną – oczywiście – śmieci.

Na frontowej czarnej ścianie autorzy wystawy zaprezentowali przykłady dostępnych na rynku materiałów i produktów dla budownictwa zrównoważonego. Niektóre z nich można było również zobaczyć na innym wydarzeniu, a mianowicie „Daring Growth”, odbywającym się w Palazzo Mora. Oto przedmioty, które były prezentowane na obu wystawach jednocześnie.

StoneCycling credits TrendNomad
Cegły WasteBasedBricks firmy StoneCycling

Holenderska firma StoneCycling w promieniu 150 km od swoich fabryk zbiera używane cegły, kafelki, muszle klozetowe, a nawet popiół z pieców przemysłowych i przerabia je na cegły i płytki pierwszorzędnej jakości.

Produkcja nowych cegieł odbywa się w niemal stuletnim zakładzie kamieniarskim. Aby osiągnąć odpowiednią, wysoką jakość mieszkanki, z której powstają pełnowartościowe cegły, na potrzeby firmy StoneCycling powstała specjalna maszyna, która miażdży szkło, beton, stare cegły czy ceramiczne umywalki i zamienia je w proszek.

Mieszanka jest tak przygotowana, by można ją było wypalić w obniżonej temperaturze – dzięki temu oszczędza się energię elektryczną i emituje do atmosfery mniej dwutlenku węgla. Co więcej, produkty WasteBasedBricks można ponownie zmielić i wykorzystać do produkcji kolejnych przedmiotów.

Fireclay Tile CTR glass credits TrendNomad
Płytki wykonane z kineskopów. Poza szkłem kineskopowym kalifornijska firma Fireclay Tile przetwarza na płytki m.in. szklane butelki, szamot i porcelanę.

Kineskopy starych telewizorów, w krótkim czasie zastąpionych wyświetlaczami LCD i plazmami, stanowią w Stanach Zjednoczonych aż 43 proc. wszystkich elektrośmieci. Mając do dyspozycji tysiące ton szkła kineskopowego, Paul Burns, założyciel i główny ceramik w firmie Fireclay Tile, przetwarza je na płytki, których nie można znaleźć w żadnej innej firmie.

Do produkcji płytek wykorzystywana jest przednia, dwucentymetrowa warstwa szkła kineskopowego. Uzyskany z niej szklany proszek miesza się w różnych proporcjach z białym barwnikiem, umieszcza się w formach o rozmaitych rozmiarach i kształtach i wypala.

Architekt nie może myśleć wyłącznie o tym, jak coś zbudować. W procesie projektowym musi on od razu zaplanować to, jak dany budynek w przyszłości rozebrać, by można było odzyskać i ponownie wykorzystać materiały użyte do jego budowy – Dirk E. Hebel.

Dirk E. Hebel z Politechniki Federalnej w Zurychu i Singapore-ETH Center na filmie wprowadzającym do wystawy „Daring Growth” przekonuje, że w XXI w. musi nastąpić radykalna zmiana materiałów, z których buduje się domy.

– Materiały powinny być wykorzystywane więcej razy niż tylko do budowy jednego budynku. Obecnie pracujemy nad ideą projektowania z góry uwzględniającego proces rozbiórki – dodaje Dirk E. Hebel.

 

III Materiały z odnawialnych źródeł

W przeciwieństwie to autorów wystawy „Let’s talk about garbage” kurator „Daring Growth” prezentuje na Biennale nie tylko projekty związane z wtórnym wykorzystaniem materiałów, których pierwsze wytworzenie wiąże się – w mniejszym czy większym stopniu – z eksploatacją ograniczonych zasobów Ziemi. Dirk E. Hebel poświęca najwięcej uwagi tym materiałom, które są odnawialne.

O ile industrializacja wiązała się z odwrotem od odnawialnych materiałów na rzecz tych eksploatujących wyczerpywalne zasoby naszej planety, o tyle teraz zmiana powinna zajść w przeciwnym kierunku. Materiały nie powinny być wykopywane z ziemi – powinny być uprawiane lub hodowane.

– Przestawienie się na materiały pochodzące z odnawialnych źródeł umożliwiłoby np. społeczeństwom żyjącym w krajach rozwijających się na wytwarzanie – czy raczej hodowanie – we własnym zakresie materiałów potrzebnych do budowy domów, bez wciągania ich w ekonomiczne, międzynarodowe zależności.

https://vimeo.com/164397648

– Materiał nie powinien być przypisany do źródła znajdującego się w jednym czy w kilku miejscach na świecie. Interesują nas materiały, które można uprawiać czy hodować w dowolnym miejscu i czasie, i które można wykorzystywać w architekturze – dodaje Dirk E. Hebel.

„Zdecentralizowana, lokalna i odnawialna produkcja, która nie uszczupla ograniczonych zasobów Ziemi czy rezerw energetycznych, powinna zyskać priorytet. Takie podejście można podsumować hasłem: »Wyhoduj swój dom«” – czytamy na wystawie. Innymi słowy: materiały oparte na grzybach, bakteriach czy bambusie powinny być tym, czym dzisiaj jest beton.

Mycelium Bricks1 credits TrendNomad

– Wcześniej niechciane, a nawet uważane za niebezpieczne dla zdrowia grzyby za sprawą swoich unikatowych zdolności wzrostu zostały niedawno uznane za potencjalne odnawialne źródło materiałów. Trwają badania nad możliwościami wykorzystania ich właściwości w budownictwie.

Dzięki gąbczastej i włóknistej budowie grzybnia produkuje materiał o znakomitych właściwościach konstrukcyjnych i izolacyjnych, mocno pożądanych w budownictwie.

– Po zapewnieniu odpowiednich warunków (w kontrolowanym środowisku musi być ciemno i wilgotno, a także nie może w nim zabraknąć substancji odżywczych) materiał z grzybów może być wytwarzany lokalnie, dzięki czemu można ograniczyć zużycie energii i zaoszczędzić czas potrzebny do tej pory na transport nieodnawialnych materiałów na miejsce budowy.

Mycelium Bricks4 credits TrendNomad

Łupiny babki jajowatej, nawozy azotowe czy agar działają na grzybnię jak sterydy, pobudzając jej apetyt i wzrost.

Mycelium Bricks2 credits TrendNomad

Zajście zmiany w środowisku – poziomu wilgotności, temperatury, dostępu do światła czy nawet jego koloru – może w dowolnym momencie przerwać proces wzrostu grzybów.

Aby podczas uprawy grzybów nie doszło do mikrobiologicznego skażenia materiału, trzeba zadbać o to, by w pomieszczeniu panowały odpowiednie warunki higieniczne. Gdy materiał osiągnie pożądaną formę i rozmiar, grzyby są denaturowane pod wpływem działania temperatury i przestają być aktywne.

Mycelium Bricks3 credits TrendNomad

To, jak wygląda materiał wyhodowany z grzybów, jak jest wykończony i jakie fizyczne właściwości ma jego powierzchnia, zależy od wyboru podłoża, gatunku uprawianych grzybów i gęstości materiału.

Mycelium Bricks5 credits TrendNomad

Aranżacja wystawy pt. „Daring Growth” przypomina laboratorium. Pokazywane na niej materiały są opracowywane i badane na Politechnice Federalnej w Zurychu i singapurskiej jednostce tej samej uczelni Future Cities Laboratory, we współpracy z takimi partnerami jak MycoWorks Inc. w San Francisco i Uniwersytet Techniczny w Delft.

Materiały wytworzone z grzybów mogą mieć wiele zastosowań. Poza formowaniem z nich cegieł można je zastosować np. w kompozytach, wykonać z nich materiały izolacyjne, panele dekoracyjne czy przedmioty codziennego użytku.

The Growing Lab Mycelia by Officina Corpiscoli credits TrendNomad

Naczynia widoczne na powyższym zdjęciu zostały wykonane z materiału wytworzonego przez grzyby. Projekt „The Growing Lab – Mycelia” autorstwa studia Officina Corpuscoli był częścią wystawy „New Craft”, odbywającej się w Mediolanie w Fabbrica del Vapore w ramach XXI Triennale di Milano International Exposition.

 

IV Więcej niż dobre intencje

Po tym, jak w pierwszym dziesięcioleciu XXI w. potężne trzęsienie ziemi nawiedziło Turcję, Michael Braungart, z wykształcenia chemik, udał się na miejsce katastrofy, by pobrać z zawalonych budynków próbki stalowych prętów zbrojeniowych.

Analiza chemiczna składu prętów wykazała, że stal zawierała za dużo miedzi – ponad 2 proc. – a ta powoduje „osteoporozę” prętów zbrojeniowych. Niewłaściwy skład stali wynikał ze standardów dotyczących recyklingu metali obowiązujących w Stanach Zjednoczonych, skąd pochodziła stal użyta do wykonania prętów.

Metale, które trudno od siebie oddzielić, a z których zbudowane są np. części samochodowe, zostały wysłane do Turcji, gdzie zostały przetworzone na wadliwe pręty zbrojeniowe. Prawo ustanowione w celu ochrony środowiska przyczyniło się do katastrofy budowlanej w innej części świata.

A building like a tree1 credits TrendNomad
Wystawa pt. „Celebrating our human footprint: a building like a tree – a city like a forest” autorstwa Michaela Braungarta na Biennale Architektury. Granica biegnąca między dwoma budynkami to symboliczna „linia frontu” między budownictwem konwencjonalnym (po prawej) a tzw. architekturą Cradle to Cradle (po lewej), która ma korzystny wpływ na środowisko.

„Ludzie zwykle myślą, że zrównoważony rozwój polega na ograniczaniu działań, które mają negatywny wpływ na środowisko, czyli na zmniejszaniu emisji gazów cieplarnianych, ograniczaniu zużycia energii elektrycznej czy wytwarzaniu mniejszej ilości śmieci. Jednak z takiego punktu widzenia budynek najbardziej przyjazny środowisku to taki, który nigdy nie został zbudowany” – czytamy na wystawie „Celebrating our human footprint: a building like a tree – a city like a forest” autorstwa Michaela Braungarta.

Budynek przyjazny naturze to nie ten, który wyrządził w niej najmniej szkód, lecz ten, który przyniósł środowisku najwięcej korzyści.

Michael Braungart na wystawie zorganizowanej na Biennale proponuje, by zastąpić regułę „less is more” podejściem „im więcej, tym lepiej”, jednocześnie przyjmując zasadę, że budynki mogą funkcjonować jak drzewa: oczyszczać wodę i powietrze oraz wytwarzać tlen, glebę i pokarm.

A building like a tree2 credits TrendNomad

– Materiały budowlane znacznie tracą na wartości od razu po użyciu, ponieważ zwykle nie ma możliwości ponownego ich wykorzystania bez straty jakości. Materiały powinny być jednak tak projektowane, by stanowiły aktywa, a nie pasywa.

Budynki powinny być jak banki, ale zamiast przechowywania pieniędzy powinny być traktowane jak przechowalnie materiałów.

Opisywane na wystawie projektowanie zgodne z zasadą Cradle to Cradle (C2C) łączy ekonomiczne, ekologiczne i społeczne korzyści związane z wytwarzaniem produktów i architektury i wykracza poza konwencjonalne myślenie o zrównoważonym rozwoju, związanym głównie z wykazywaniem negatywnego wpływu działalności człowieka na środowisko.

A building like a tree3 credits TrendNomad

– Punktem wyjścia jest to, by każdy przedmiot mógł się stać substancją odżywczą wykorzystywaną w procesie produkcji innych rzeczy.

Zużyte materiały pochodzące ze starego produktu mogą się stać pożywieniem dla nowych rzeczy. Materiały powinny wracać do biosfery w formie kompostu lub innej substancji odżywczej, by powstały z nich nowe materiały.

Przykładem powinny być budynki funkcjonujące jako banki materiałów – materiały użyte do ich budowy zachowują swoje właściwości i mogą być używane wielokrotnie.

 

Podsumowanie

Recykling i upcykling wszystkiego, co tylko można ponownie wykorzystać, to zarówno sposób na przetrwanie dla milionów ludzi, mieszkających w krajach rozwijających się i zajmujących się na własną rękę zbieraniem i przetwarzaniem odpadów, jak i sposób na dochodowy biznes dla firm, które ze śmieci, w tym tych budowlanych i elektronicznych, potrafią wytworzyć pełnowartościowe produkty i sprzedawać je na całym świecie (na marginesie: o wpływie międzykontynentalnej dystrybucji swoich towarów na środowisko firmy te już nie wspominają).

Jednak samo przetwarzanie śmieci i prowadzenie rozsądnej gospodarki ograniczonymi zasobami wykopanymi z ziemi nie są jedynymi odpowiedziami na potrzeby ludzi, rosnące wraz ze wzrostem populacji naszej planety. Oczywiście, ich realizacja jest niezbędna, ale poprzestanie tylko na tych – i tak bardzo ambitnych – rozwiązaniach może się okazać niewystarczające.

Oprócz wdrożenia skutecznych metod zmniejszania emisji gazów cieplarnianych, zużycia energii i eksploatacji wyczerpywalnych zasobów potrzebujemy odnawialnych źródeł materiałów, które poza samą odnawialną materią, którą będzie można wielokrotnie wykorzystać w budownictwie czy we wzornictwie przemysłowym, jednocześnie zapewnią nam czyste powietrze, wodę, pożywienie i energię.

Co to oznacza dla biznesu? Oznacza to odejście od modelu opartego wyłącznie na sprzedaży klientom gotowych produktów (i pozostawieniu ich z problemem, co zrobić ze zużytym przedmiotem) w stronę oferowania klientom wielu kolejnych generacji produktów wykonanych z określonego materiału i gotowych do użytku w ramach świadczonej usługi. Po zużyciu jednego przedmiotu materiał, z którego dana rzecz została wykonana, wraca do firmy odgrywającej rolę nie tylko producenta, lecz także banku materiałów, gdzie hodowana jest z niego nowa, pełnowartościowa partia materiału.

Gdy  materiały nie tracą na wartości, są one równie cenne, co wytworzone z nich towary. A wtedy nikt nie chce ich wyrzucać.

Wystawy odbywające się w Wenecji w ramach Biennale Architektury 2016 można oglądać do 27 listopada. Główne wystawy zorganizowane w ramach XXI Triennale di Milano International Exposition są czynne do 12 września.

Zdjęcia: TrendNomad.com

Doceniasz pracę, którą włożyłem w przygotowanie tekstu i zdjęć na temat wystaw odbywających się na Biennale Architektury w Wenecji i XXI Triennale w Mediolanie? Może chcesz postawić mi za ten artykuł symboliczną kawę? Gdziekolwiek jesteś, możesz mi przekazać dowolną kwotę ze swojego konta PayPal lub karty kredytowej. 

Wszystkie zebrane darowizny przeznaczam na finansowanie wyjazdów na targi, festiwale i konferencje o dizajnie i nowych technologiach – to na nich odkrywam tematy opisywane na blogu. Aby dokonać bezpiecznej transakcji, wystarczy kliknąć znajdujący się niżej przycisk. Dziękuję za wsparcie, odwdzięczę się kolejnymi materiałami, których nie znajdziesz w innych mediach.

Polecane artykuły